sobota, 4 lutego 2023

20. TURCJA: Tepecik: Skarby z podróży o konkretnych twarzach

Poprzedni wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2023/02/czy-naprawde-chcesz-zapacic-tyle-kasy.html



Prawdziwymi skarbami z naszej podróży są wspomnienia, które przybierają postać konkretnych ludzi i mają ich imiona. Należą do nich Lia i Yaşar, którzy prowadzą Lazevi Pansiyon w jednym z najbardziej zielonych miejsc, które widziałam kiedykolwiek w życiu. Porośnięte krzewami herbaty wzgórza są najprawdziwszym oceanem zieleni.


Ledwie otwiera się rankiem oczy, a już nie można ich oderwać od tego widoku.  Zaczynam dzień od wypisywania znajomym hymnów pochwalnych na ten temat. Żeby nie być gołosłowną, dołączam widoczki na pola herbaciane i kwitnące drzewko granatu - prosto z mojego łózka.


Cudownie!!! - Beacie też się bardzo podoba to miejsce.



Pensjonat Lazevi u podnóża Gór Kaçkar wypatrzyłam u swojego ulubionego pośrednika turystycznego Airbnb. Był inny niż domki i schroniska z pozostałych ofert w tej okolicy. Połączenie drewna i kamienia oraz oryginalny sposób zdobienia zrobiły swoje. Czułam, że muszę tam dotrzeć.


Oglądałam zdjęcia pensjonatu na różnych portalach internetowych chyba każdego dnia przed wyruszeniem w podróż. I te hasła reklamowe na stronie obiektu:

“Twój dom nad Morzem Czarnym. Çiçekoğlu Rezydencja, która została zbudowana w 1870 roku. Czekamy na Was drodzy przyjaciele...”




No to jedziemy... Potrafię uparcie dążyć do raz obranego celu:).

- Przecież wiesz, że i tak byśmy tu w końcu przyjechali, skoro ci tak na tym zależało - mąż, który na odmianę przed wyjazdem nie obejrzał chyba żadnej oferty noclegowej, jest zaskoczony i również zauroczony efektem moich poszukiwań.



U Lii i Yaşara mamy do dyspozycji przepiękny, stylowo urządzony domek z czterema sypialniami (spaliśmy w tej z kominkiem:). Nie wiem, jak to jest, gdy przyjeżdża do nich więcej gości, ale tego dnia byliśmy sami, więc udało nam się dostać całe miejsce od gospodarzy “na wyłączność”. Pełne staroci, tak jak lubimy i zamykane wielkim, starym kluczem, choć nie on jest tu gwarantem bezpieczeństwa.


Miłośnikom zwierząt przedstawiam w tym miejscu Dobiego:).

Mamy ślicznego pieska, który stróżował w nocy na progu domku.

Czy ktoś może powiedzieć, że zna wspanialszego stróża? Może to dzięki jego staraniom tak spokojnie przespaliśmy tę noc:)?


Ledwo wygramoliliśmy się z łóżka, a już Lia zaprasza nas na śniadanie w swoim domu, z którym dzielimy podwórko. Wchodzimy na taras gospodarzy i do tego stopnia zatyka mnie z wrażenia, że przez dłuższy czas mogę wydawać z siebie tylko jakieś westchnienia i mniej lub bardziej nieartykułowane wykrzykniki.

Wprawdzie miałam okazję zobaczyć tę panoramę na zdjęciu w internecie, ale widzieć ją na żywo to coś zupełnie innego. Fotka na Airbnb była podpisana: “Widok na góry Kaçkar... Jeśli dopisze Ci szczęście, otworzą się chmury nad górami i zobaczysz ośnieżone szczyty...” Ciekawe, co wtedy bym powiedziała (lub raczej czego bym nie powiedziała:) z wrażenia? 


Może więc jednak szczęściem było dla mnie, że ośnieżonych szczytów tego dnia nie można było zobaczyć? Już i tak poprzeczka w doświadczaniu piękna świata została podniesiona na takie wyżyny, że nie wiem, czy coś później w tej podróży zdoła do niej dosięgnąć.


Staram się jakoś zebrać i zrekonstruować szczękę, która spadła na podłogę z taką siłą, że omal się rozbiła w drobny mak, żeby móc wreszcie zająć się śniadaniem. A warto, bo na stole pojawiają się tutejsze przysmaki. Są sycące kawałki smażonego ciasta francuskiego, pyszna konfitura z jakichś małych, czerwonych owoców, a także zaskakujący, konkretnie gorzkawy miód z Gruzji. Dobrze, że wówczas jeszcze nie wiedziałam nic o "deli bal" (info pod wpisem), który gdzieś się w  tych okolicach pozyskuje, bo bym się chyba zaniepokoiła tym dziwnym smakiem. Yaşar zrobił dla nas nawet kuymak (mihlamę) - tradycyjne w tym rejonie danie śniadaniowe z sera, masła i mąki kukurydzianej. Bardzo smaczne -  i choć również bardzo kaloryczne, to prawie wylizaliśmy patelnię do czysta:). 


Raczymy się niezliczonymi dolewkami tutejszej herbaty z podwójnego, popularnego w Turcji czajnika i wsłuchujemy w odgłosy świata. A to nie tylko ptaki...


- To szakale  - wyjaśnia nam Lia, gdy ze wzgórz raz po raz słychać przeciągłe zawodzenie. Dla nas to bardzo egzotyczne zwierzęta, choć podobno dotarły już do Polski i być może za jakiś czas oswoimy się z ich obecnością. Na szczęście nie są groźne dla człowieka...


I właściwie wówczas, gdy może powinniśmy już myśleć o wykwaterowaniu i dalszej drodze, to cały pobyt zaczyna się rozkręcać na dobre.


My tu mamy tak gościnnie, że w ogóle nie możemy się wyzbierać do wyjazdu - piszę o tym przez messengera. Lia z Yaşarem robią wszystko, co się da, aby spotkanie z nimi było niezapomniane.



Mamy też przemiłych gospodarzy

Zaczynam od  Yaşara.



pan jest poetą i recytuje nam swoje wiersze - nic nie rozumiemy, ale jak to wszystko ładnie brzmi...

Słuchając, przechodzimy od zaskoczenia do ekscytacji. Nigdy jeszcze nie wynajmowaliśmy domu u poety, na dodatek takiego, który by nam deklamował swoje utwory. Lia zdradza, że Yaşar jest byłym pracownikiem Uniwersytetu w Stambule. Z dumą rozkłada na stoliku prace naukowe i zbiory wierszy byłego wykładowcy. Całkiem tego sporo...


Na emeryturze Yaşar Çiçekoğlu powrócił w swoje rodzinne strony.

Jestem Lazem - mówi nam z dumą. Znów mam kolejną lekcję do odrobienia. Zaglądam do Wikipedii (https://pl.wikipedia.org/wiki/Lazowie):

Lazowie – południowokaukaska grupa etniczna, zamieszkująca historyczną Lazykę, położoną w nadmorskiej północno-wschodniej Turcji oraz parę wiosek w Adżarii [to już Gruzja - przyp.aut.]. Posługują się językiem lazyjskim, choć prawie wszyscy znają również turecki bądź gruziński”.


W Encyklopedii Tradycji jest również hasło Lazistan, którym posługuje się nasz gospodarz. Wyjaśniono je następująco: “W geografii klasycznej Lacica, część Kolchidy [tak, to ta od “złotego runa” - przyp.aut.], za cesarstwa Rzymskiego wchodziła w skład Imperium, od VI w. w sferze wpływów bizantyjskich, w r. 1461 zawojowana przez Turków” (https://tradycja.fandom.com/wiki/Lazistan). 


Dzieje wszystkich ludów tej ziemi potoczyły się w pewnym okresie dosyć podobnie. To historia wpływów i podbojów. A jednak przedstawiciele tych ludów zachowali swoją tożsamość i odrębność kulturową, mimo historycznych zakrętów i przeciwności losu. Jestem pełna podziwu.




Teraz będzie o naszej gospodyni. 

pani wyjątkowo urocza - przedstawiam ją poprzez messenger.


Lia jest Gruzinką. Posługuje się językiem rosyjskim, a dla nas to łatwiejszy sposób komunikacji niż turecki Yaşara:). Jestem zauroczona pogodnością i ciepłem Lei. Gdy proponuje mi wspólny spacer po okolicy, w pierwszej chwili odmawiam, nie chcąc jej zabierać cennego czasu. Jest taka zapracowana - musi jeszcze przygotować nasz domek na wieczorny przyjazd następnych gości.


Mimo wszystko spacer dochodzi do skutku. I jest jedną z najmilszych chwil w podróży. Niezapomniane kobiece przedpołudnie z Lią...

Oprowadziła mnie po okolicy i zrobiła mi 1000 zdjęć, a jak mnie przy tym układała, musiałabyś to widzieć - chwalę się Beacie:).

Mam nawet zdjęcie, jak zbieram herbatę


Jestem wniebowzięta. Lia przyniosła oprzyrządowanie i nauczyła mnie, jak się nim posługiwać. Z dumy mało nie pękłam, gdy obcinałam pierwsze herbaciane listki.



I było przy tym mnóstwo śmiechu i babskie pogaduchy, a nawet zwierzenia. Czyli coś, czego od dawna mi brakowało. Lubię podróżować z mężem, ale “siostrzane” relacje z kobietami są dla mnie czymś niezastąpionym. To specyficzny sposób porozumienia i bliskości w kontakcie. Nie z każdą kobietą to się udaje. Ale Lia była cudowna pod każdym względem.



Tego dnia w towarzystwie Dobiego zaprowadziła mnie do rodzinnego domu Yaşara. Opowiedziała o swojej rodzinie w Gruzji. I choć modelki nie udało jej się ze mnie zrobić, to dzięki niej mam naprawdę spory zbiór fotek z tego zielonego zakątka świata.

- Tu ciągle pada  - skarży się Lia. No tak, to pewnie cena za tę roślinną bujność i możliwość hodowania herbaty.

- Za gruzińską granicą już jej nie ma - kontynuuje nasza gospodyni. - Porzucono uprawy.


No ale jak to? A co z “herbacianymi polami Batumi”, o których w czasach mojej młodości śpiewały Alibabki? Świat się tak szybko zmienia, że chyba nie nadążam...

W naszej podróży też już czas na zmianę. Chcemy dać gospodarzom chwilę wytchnienia, zanim przyjedzie kolejna tura wynajmujących.

Niestety pora pożegnać nasz piękny domek



Przy pożegnaniu świetnie wybrzmią słowa innego klienta, podsumowujące gospodarzy i pobyt w Lazevi Pansiyon mniej więcej w tym samym czasie, kiedy my tam gościliśmy. W swej opinii na Airbnb Elif stwierdza (tłumacz google):

“Świetnie się bawiliśmy z ich zainteresowaniem i miłością, to nie do opisania, a Ty możesz napisać swoją własną historię”.


Przed odjazdem, na prośbę gospodarzy, wpisujemy się jeszcze do Księgi pamiątkowej. “Pobyt w tym domu, w tak miłym towarzystwie Lia i Yaşar dał nam bardzo dużo sił na dalszą podróż po Turcji” - trudno ująć w słowa, ile tak naprawdę znaczyło dla nas spotkanie z nimi. I jak wiele straciłaby nasza podróż, gdybyśmy zrezygnowali z przyjazdu w to miejsce. 



Odjeżdżam z Lazevi Pansiyon ze smutkiem, który przybywa z rozstaniem. Na pocieszenie Lia obdarowuje mnie zerwaną ze swego ogrodu różą. W różowym, bardzo kobiecym kolorze... Zasuszając się, objedzie z nami jeszcze pół świata i po powrocie do domu zajmie honorowe miejsce w naszym salonowym wazonie.


Dziękuję Wam serdecznie Lia i Yaşar. Dzięki Waszej obecności nasza podróż zyskała całkiem nowy wymiar. I konkretne ludzkie twarze. Jestem Wam tak bardzo wdzięczna również za to, że mogłam napisać w Waszym domu moją własną historię... 



P.s. "Deli bal" czyli miód szaleńców wytwarzany jest przez dzikie pszczoły z trujących rododendronów, które w Turcji kwitną na północnych stokach Gór Kaçkar. Więcej można o tym poczytać pod poniższymi linkami. Miód ten był również bohaterem jednego z kryminałow Agathy Christie - nie podaję tytułu, bo nie chcę spojlerować:).

Wiecej na ten temat:
https://miodymanuka.pl/miod-rododendronowy-dziki-miod-szalencow
https://joemonster.org/art/33058
https://www.portalpszczelarski.pl/artykul/1781-mad-honey-niebezpieczny-halucynogenny-miod

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz