Gdy szykowaliśmy się do snu w szczawnickim Hotelu Smile, to zaczął padać śnieg. I to wielkimi, zlepionymi płatkami. Musieliśmy więc zmodyfikować plany na dzień następny. Obawialiśmy się, że rankiem lokalne dróżki poza głównym szlakiem, które zamierzaliśmy nazajutrz wybrać, nie będą na tyle dobrze odśnieżone, żeby udało nam się bezpiecznie przeprawić nimi do Zakopanego na naszych letnich oponach.
Modyfikacji uległ też pomysł na kolejny nocleg. Wcześniej chciałam koniecznie zatrzymać się w hotelu Mercure Kasprowy. Widziałam zdjęcia z przepiękną panoramą Tatr w pokojach standard z balkonem. Tyle, że tym razem za możliwość wypicia na nim kawy miałam dopłacić 2,5 razy więcej niż w Szczawnicy. Należało się więc zastanowić, czy przy takiej pogodzie, jaka w ten weekend panowała w górach, kolejna dopłata za ładne widoki ma jakikolwiek sens. W Hotelu Smile okazała się ona pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. Na balkonie spędziłam raptem parę minut, gdy w naprędce, by zbytnio nie wychłodzić pokoju, zrobiłam kilka zdjęć okolicy. Pochmurny krajobraz ze słabą widocznością też raczej bym nie zaliczyła do kategorii ulubionych widoków. Szansa, że coś się zmieni do następnego dnia była praktycznie żadna.
Mąż więc pomógł mi podjąć decyzję o wyborze skromniejszego/tańszego obiektu hotelowego. Padło na Willę LaBelle z adresem, który wskazywał na najsłynniejszą ulicę w Zakopanem. Może to dlatego, że rezerwacja w przeddzień pobytu nie pozostawia wielkiego wyboru, a może dlatego, że znałam już tę miejscówkę z zachęcających opowieści Kacpra i Wiki kilka lat temu. Nakłaniały do niego również zdjęcia, które wówczas przysłali.
Zarezerwowałam w Willi LaBelle pobyt bez śniadania (nie było innych opcji), ale w ramach vouchera do restauracji hotelu Smile udało nam się uzyskać suchy prowiant, by nazajutrz ani nie głodować, ani nie tracić czasu na zakupy w spożywczakach. Mogliśmy więc beztrosko wyruszyć w dalszą podróż. I mimo nie najlepszej pogody odwiedzić po drodze parę naprawdę ładnych miejsc.
Zakopane przywitało nas górami spowitymi przez chmury. Mogłam tylko podziękować mężowi za zaoszczędzenie kasy na dopłatach do pokojów z widokami. Przeznaczymy ją następnego dnia na bilety do term. To dla nich przyjechaliśmy tym razem w Tatry. Choć szczerze mówiąc, gdy wybierałam termin wyjazdu, to byłam przekonana, że załapiemy się na rozpoczęcie sezonu krokusowego.
Pierwsze zetknięcie z Willą LaBelle niestety nie spełniło moich oczekiwań. Lokalizacja rzeczywiście była doskonała, a położenie na tyłach galerii handlowej zapewniało spokój, ale na tym jak dla mnie plusy się kończyły. Niby wiedziałam na co się piszę, bo przed przyjazdem dostałam od obsługi obiektu maila:
“Jako że Willa LaBelle położona jest w podwórzu, żaden z naszych pokoi nie posiada widoku na góry”,
ale i tak to, co zobaczyłam za oknem, niemile mnie zaskoczyło.
Wprawdzie niżej od strony, gdzie nas zakwaterowano, płynął strumyk, lecz nie tylko, że nie potrafiłam go dostrzec, ale nawet nie mogłam się cieszyć jego szumem. Z racji niskiej temperatury zamknięte przez cały czas okno skutecznie tłumiło wszelkie odgłosy. Jego rozmiar też mnie rozczarował. Bardzo nie lubię niedoświetlonych wnętrz, bo od razu mnie to przygnębia - zwłaszcza, gdy spodziewam się okien tak dużych, jak widziałam od frontu i na fotkach u Kacpra (to raczej może były nawet szklane drzwi balkonowe). W takim układzie nawet widok na frontowe podwórze byłby do zaakceptowania (tym bardziej, że po mailu z Willi Labelle byłam na coś takiego nastawiona).
Tymczasem miałam wrażenie, że otrzymaliśmy dużo gorszy pokój niż ten, który oglądałam na zdjęciach syna - ciemny, nieustawny, z łóżkiem wciśniętym jakby w rodzaj wnęki. Trochę się więc na początku zjeżyłam na takie zakwaterowanie, ale mąż mnie uspokoił, że i tak niewiele czasu spędzimy w hotelu. Rzeczywiście tak było. Wieczór upłynął nam na średniej jakości:), ale za to na długim seansie w kinie za rogiem Krupówek.
A rankiem zaświeciło wreszcie słońce i cały świat zaczął wyglądać inaczej:) Nawet widok za oknem zdał mi się piękniejszy - uznałam za pozytyw to, że mogę stamtąd dostrzec stoliki na tyłach coctajl baru:) i kawałek budynku po drugiej stronie Krupówek:). Dodatkowo w ramach doszukiwania się plusów mąż pomógł mi dopatrzeć się gdzieś w oddali (mniej więcej w okolicach śmietnika galerii handlowej:) maleńkiego odcinka strumyka:). Wiem, wiem, że to naciągane, ale cóż, czasem by poczuć się lepiej, trzeba sobie pozytywnym sposobem myślenia nieco podkoloryzować rzeczywistość.
Zanim mąż się obudził, wybrałam się na spacer, zachwycając się co rusz widokami, które wyłaniały się po wejściu omal w każdą z przecznic po naszej stronie ulicy. O tak wczesnej porze Krupówki były prawie całkiem puste, wyciszone i... nieodśnieżone - pod nogami uroczo skrzypiał świeży śnieg... Mogłam cieszyć się zimą w jej najpiękniejszym wydaniu i tym niezwykłym sam na sam z miastem, które właśnie w takich chwilach daje się pokochać na zabój. Gdyby nie solidny mrozik, który podszczypywał mi nos i policzki, to mogłabym tak spacerować aż do pory wykwaterowania z hotelu.
Wróciłam zmarznięta, ale naładowana pozytywną energią. Przestałam się boczyć na Willę LaBelle. Po zapoznaniu się z opiniami innych turystów (w tym naszego syna) uwierzyłam, że na pewno ma ona więcej do zaoferowania swoim gościom niż to, na co akurat ja zwróciłam uwagę.
Na dole w przystrojonej już na Wielkanoc:) jadalni ucięłam sobie miłą pogawędkę z panią z obsługi, która przygotowywała dla gości śniadanie. Później w domu sprawdziłam, że jest ono zawarte w cenie noclegów, rezerwowanych przez innego niż nasz pośrednika (tak było również w przypadku Kacpra, choć nie wiem, czy nasz syn z tego skorzystał).
My natomiast ze smakiem spałaszowaliśmy suchy prowiant z hotelu Smile:) A potem spędziliśmy długie godziny w termalnej wodzie Aquaparku:)
To był naprawdę piękny dzień. Z przepięknym widokiem na Giewont w ramach bonusu. Wygrzałam kolana (i resztę ciała też:), odpoczęłam, naładowałam akumulatory... I co rusz myślałam o tym, jaka piękna zimowa wycieczka przytrafiła mi się tej wiosny...
P.s. Cztery pierwsze zdjęcia Willi LaBelle dostałam od Wiki i Kacpra - ostatnio postanowiłam częściej korzystać z dealu pt. "Wycieczka za fotki":)





























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz