Stałam się łowczynią okazji i, trzeba przyznać, że w takiej roli na gruncie turystyki poruszam się całkiem sprawnie. Przy małym budżecie i wielkich planach podróżniczych konieczne stało się wyrobienie umiejętności “aktywnego marzenia” - czyli zdolności łączenia go z działaniem w celu wyszukiwania i realizacji okazyjnych ofert.
Na jedną z nich udało mi się trafić niecały miesiąc przed Bożym Narodzeniem, postanowiłam więc zrobić sobie świąteczny prezent. I tak oto stałam się właścicielką vouchera, no właśnie pod nazwą “Wyjątkowy prezent”, zawierającego “Odprężający pobyt w Hotelu Smile dla dwojga” w Szczawnicy. Według opisu na stronie internetowej w jego zakres wchodziły: “noc w komfortowym pokoju, śniadanie w formie bufetu ze zdrowych oraz świeżych produktów, trzydaniowa obiadokolacja z napojami, dostęp do strefy Wellness (sauna fińska, łaźnia parowa) w godzinach 17:00 – 20:00, sali fitness, wypoczywalni, rabat 10% na wybrane zabiegi SPA, nielimitowany dostęp do bilarda, piłkarzyków, tenisa stołowego, upominek od hotelu, 10-procentowy rabat na dalszy pobyt, voucher do restauracji w kwocie 30 zł”.
Odkupiłam te wszystkie atrakcje za 1/4 wartości od osoby, która miała problemy z finalizacją pobytu. Mnie one nie odstraszały. Już nie takie batalie z obiektami turystycznymi rozstrzygałam na swoją korzyść.
Pani Ewa dostała voucher dwa lata wcześniej. W międzyczasie pobyt podrożał o 50 %. Hotel więc poinformował ją o tym, że już nie realizuje “Wyjątkowego prezentu” w poprzedniej cenie. Moja korespondencja z obiektem zaczęła się od tej samej informacji. W pierwszym mailu zaproponowano mi wyrównanie różnicy między starą ceną, a nową. Dopłata miała wynosić tyle samo co zapłaciłam poprzednio w hotelu Aquarion, tyle że w przeciwieństwie do tamtej oferty, pobyt w Szczawnicy obejmował zaledwie jedną noc. Na dodatek na wyjazd wybrałam sezon tak bardzo “międzysezonowy”, że gdybym do obecnie zaproponowanej przez hotel Smile ceny dodała spieniężony voucher do jego restauracji (ten wspomniany powyżej za 30 zł), to na Trivernie dokładnie za taką kwotę mogłabym kupić pobyt na cały weekend.
No więc czy mogłam się zgodzić na nową ofertę i nowe hotelowe warunki? Zwłaszcza jeśli voucher z trzyletnią możliwością wykorzystania był objęty gwarancją ceny? Na szczęście pani z recepcji Smile’a nawet nie próbowała dyskutować z moimi argumentami. Poprosiła tylko, żebym zaczekała na odpowiedź od osoby decyzyjnej. Zaczekałam. I w odpowiedzi dostałam jednak zgodę na wykorzystanie vouchera bez żadnych dopłat i bez żadnej dalszej dyskusji. Za to oferta z Triverny zniknęła chyba bezpowrotnie:)

To wszystko oczywiście nie znaczy, że jakiejkolwiek dopłaty w hotelu Smile nie zrobiłam. Zrobiłam i owszem. Ale z własnej i nie przymuszonej woli. Dopłaciłam przy wyborze pokoju - zależało mi na balkonie z widokiem na rzekę i góry. Bo miałam się napawać nim do woli przez cały pobyt i mnóstwo czasu zajęło mi marzenie o wiosennym relaksie na świeżym powietrzu z filiżanką kawy w dłoni. W końcu przecież późnomarcowa wiosna zrobiła się tak ciepła, że gdy wychodziłam wówczas z uczniami na szkolne boisko, to musiałam rozbierać się do krótkiego rękawka. A wyjazd był zaplanowany na pierwszy weekend kwietnia, co budziło nadzieję na jeszcze wyższe temperatury.
Tymczasem w przeddzień wymarzonej wiosennej wycieczki spadł śnieg! I to na tyle konkretny, że następnego dnia udaliśmy się w podróż w zupełnie zimowej scenerii. Ja nie bardzo mogłam się z tym pogodzić - poczułam omal fizycznie, jak ta kawa na balkonie z widokiem wymyka mi się z rąk, ale mąż dzielnie w czasie drogi podkreślał wszelkie pozytywne aspekty pogody, która właśnie zapanowała. Przede wszystkim taki, że śnieg skutecznie maskuje różne nieprzyjemne strony przedwiośnia - odsłaniające się po odwilży niesprzątane zimą pobocza i burości trawy, której zielone ździebełka nie zdążyły jeszcze przebić. Tyle o tym mówił, że rzeczywiście zaczęłam spoglądać łaskawszym okiem na to, co nas podczas tych dwóch wyjazdowych dni otaczało.- Czuję się bardzo “świątecznie” - usłyszałam potem od niego, kiedy czekaliśmy na kolację w hotelowej restauracji. - Gdy patrzę na te ośnieżone choinki za oknem, to zdaje mi się, że przyjechaliśmy świętować Boże Narodzenie.
Rzeczywiście tak było. Starałam się więc dłużej nie narzekać na brak wiosny i możliwości wygrzewania na balkonie. Dałam się ponieść atmosferze Świąt:)
Było to tym łatwiejsze, że hotelowe jedzenie okazało się wyśmienite. Na wyposażenie hotelu i obsługę też nie mogłabym powiedzieć jednego złego słowa. Spędziłam miły wieczór w saunie. Zgodnie z voucherową obietnicą odprężyłam się, zwolniłam tempo. Zresztą nie bardzo było do czego się spieszyć. Odwiedzone przed kolacją centrum Szczawnicy, hmm... pokazało nam się w wersji wprawdzie zupełnie nieturystycznej, co zazwyczaj lubimy, ale za to z wszelkimi “nieprzyjemnymi stronami przedwiośnia”. Ogarnęła nas nostalgia i tęsknota za urokami miejsca kochanego przez nas i podziwianego w młodości. Tymczasem wyglądało na to, że nie zmieniło się ono przez blisko czterdzieści lat, a jeśli już, to raczej na niekorzyść - przy głównych ulicach straszyły duchy opuszczonych, starych willi, a z kolei teren nad Parkiem Górnym, który został przerobiony na turystyczną sypialnię miasta, znaleźliśmy częściowo zabudowany klockowatymi, niemodnymi już hotelami, a częściowo pozostający w postaci placu budowy klockowatych elementów nowego kompleksu. Trochę nas to zdołowało. Nawet mój ukochany Park Dolny sprawiał przygnębiające wrażenie, nie mówiąc już o części hotelowej na górce tuż za nim. Poruszył mnie zwłaszcza widok opuszczonej od lat willi "Maria", gdzie kiedyś spędziliśmy niezapomniane rodzinne wakacje. I choć obecnie widać, że ktoś wreszcie przyłożył się porządnie do jej remontu, to niestety okazało się również, że zagubił przy tym finezyjny niegdyś wygląd obiektu.
- Robi się z tego taka buda - podsumował efekty mąż. Ze smutkiem muszę przyznać, że też odniosłam takie samo wrażenie.
Rekonesans w okolicy zaowocował więc głównie taką korzyścią, że jeszcze bardziej doceniliśmy miejsce, gdzie przyszło nam nocować. Wystawiamy mu laurkę na 5 gwiazdek (najwyższa ocena w rakingu Wymarzonego prezentu:). Przy czym dodać należy, że gdyby mi przyszło za pobyt zapłacić cenę, jaką teraz widzę na stronie oferenta, to nigdy bym się nie zdecydowała z tej oferty skorzystać. Tak, dużo w tym wpisie o finansowej stronie podróży, ale niestety przy obecnym stanie naszych przychodów, warunkowanym coraz większą inflacją, fatalną kondycją większości małych przedsiębiorstw i zasadniczym wzrostem kosztów kredytu, ekonomia wyjazdów stała się tak ważna, jak nigdy dotąd.
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz