O cyklicznym koncercie “Siła miłości” już swego czasu pisałam na blogu:
https://podobrejdrodze.blogspot.com/2018/04/poczatkiem-zeszego-tygodnia.html
Od tamtej pory formuła imprezy niewiele się zmieniła. Tyle, że z przesłaniem na scenie pozostała już tylko Pani Półtawska... To dla niej właśnie wyruszyliśmy przedwczoraj do Krakowa i spędziliśmy długie godziny w niemiłosiernych wprost korkach na drodze.
Ale warto było. Tym bardziej, że po raz pierwszy zdecydowaliśmy się skorzystać z możliwości nieformalnego spotkania z Panią Półtawską po koncercie. Świadomość, że jej wiek przekroczył już stulecie, sprawiła, iż (zachęceni zresztą przez organizatora koncertu) na chwilę odłożyliśmy na bok skrupuły związane z dokładaniem zmęczenia bohaterce wieczoru. Chcieliśmy zdążyć z podziękowaniem za wieloletnie wzruszenia. Podeszliśmy więc, by się przywitać i... być może już pożegnać, bo przecież na to zawsze trzeba być przygotowanym po tej stronie życia...
![]() |
| Zdj. Adam Róg |
Ale spotkanie...
Tak blisko . - Beata po przesłaniu jej zdjęcia wyraziła celnie to, co czułam podczas mojego tete-a-tete z Panią Półtawską...
A wczoraj rano, gdy byłam w pracy, mąż jeszcze raz wrócił do koncertowych wzruszeń z pomocą nagrania umieszczoego w internecie. Prezentowane na koncercie wiersze młodziutkich autorek zamordowanych w Ravensbrück nieodmiennie wyciskają mu z oczu łzy. Ja również jakoś niezwykle mocno przeżyłam tegoroczną "Siłę miłości". Może wspomnienie dramatu, który dotknął dziewczęta w niemieckim obozie podczas okrutnych wojennych lat, bardzo mocno korespondowało z moimi odczuciami dotyczącymi obecnej wojny za wschodnią granicą? Dopiero co przecież ujawniono zbrodnie ludobójstwa na okupowanych ziemiach ukraińskich. Kiedyż my ludzie zrozumiemy to, co przedwczoraj tyle razy powtarzała Pani Półtawska:
"człowiek to nie jest byle co"
i to zobowiązuje.
Jeszcze tak niedawno współczułam młodym rosyjskim chłopakom, którzy znaleźli się na wojennym froncie - prawie tak samo jak tym ukraińskim, a teraz po odkryciu masowych grobów w Buczy czy Hostomelu, nie mogę przestać myśleć o zezwierzęceniu okupantów. I to dotyczy nie tylko żołnierzy, którzy dokonali mordów, gwałtów czy tortur, ale też tych, którzy ich wspierają w dokonywaniu tego typu okrucieństw. Bo jak nazwać zachowanie matek, nie reagujących na opowieści o tym, co wyrabiają teraz synowie Rosji na Ukrainie, czy też słowa ich żon, podżegających do grabieży i przestępstw natury seksualnej na Ukrainkach? Cóż to za naród, który wyznaje taką moralność? To wszystko w sposób aż za nadto dosłowny przypomina zachowanie rosyjskich sołdatów na polskich ziemiach podczas drugiej wojny światowej.
“Ta wojna niczym się nie różni, od tych, które doświadczyli nasi dziadkowie i pradziadkowie” - napisała na swoim blogu moja siostra. (https://www.facebook.com/Kawkowerozmyslanki)
“Z opowiadań babci wiem jedynie, że jak wkroczyli Niemcy to kradli stojące zegary, wartościowe obrazy i wszystko co przedstawiało jakąkolwiek wartość. Jak wkroczyli Rosjanie to kradli co popadnie, srali (bo inaczej tego nie można ująć) z ganku domu babci, a jak zakukała kukułka z zegara to ją zastrzelili bo nie wiedzieli co to jest. Taki mam przekaz o Rosjanach. Ale dzisiaj patrząc na to co teraz wyrabiają, czy czymś się różnią od swoich przodków? “
Smutne to bardzo. “Ufałam, że to dobry naród tylko przywódców ma okrutnych i szalonych” - konkluduje Monika. Szczerze mówiąc, też się w taki sposób łudziłam. Długo przekonywałam siebie, że Rosjanie są ofiarami dezinformacji, czy też strachu przed ujawnianiem swoich rzeczywistych poglądów. Ale ludobójstwa nie da się niczym wytłumaczyć. To zatracenie człowieczeństwa. I zaprzeczenie słów Pani Półtawskiej, że "człowiek to nie jest byle co".
Takiego przesłania nie powinny zagłuszyć w nas żadne okoliczności zewnętrzne. Opamiętajcie się ludzie.
I niech opamiętaniu posłużą także słowa piosenki kończącej przedwczorajszy koncert:
"Zostanie po nas fotografia w pustym pokoju na komodzie,
Pamięć zła, dobra albo żadna,
Miejsce przy stole.
Zostanie po nas tak niewiele,
Tym mniej, im więcej złota w trzosie,
Tylko po drodze rozrzucone miłość i dobroć,
Miłość i dobroć".
Mirosław Welz "Po nas"
Gdyby ludzie pamiętali, że życie jest takie krótkie, to może nie byłoby na świecie wojen. Gdyby ludzie chcieli po sobie zostawiać pamięć dobrą, spuściznę w postaci miłości i dobroci, to nie zezwierzęcaliby się w żadnej sytuacji. Gdyby przyznali, że "człowiek to nie jest byle co", dokonywaliby wyborów, które wynosiłyby ich omal w boskość za życia.
Wiem, tylko marzę...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz