sobota, 26 lutego 2022

WARA OD NASZYCH SYNÓW

Nie wierzyłam, że to może się kiedykolwiek wydarzyć. Słuchałam ostrzeżeń, pogróżek, prognoz i wciąż nie docierało do mnie, że to prawdopodobne scenariusze.

Przedwczoraj nad ranem za naszą wschodnią granicą rozpoczęła się wojna. Ukraina stara się odpierać ataki rosyjskich najeźdźców. W dwudziestym pierwszym wieku, w Europie, która, jak się wydawało, odrobiła bolesną lekcję sprzed ponad osiemdziesięciu lat, ludzie znów są zabijani. Jest to tak straszne i nieprawdopodobne, że wciąż trudno zmierzyć się z myślą, że to się dzieje naprawdę.

Nie jestem w stanie przestać myśleć o zagrożonych w sąsiednim kraju miejscach, z którymi wiąże mnie tyle wspomnień - nasz ostatni pobyt w Kijowie w wakacje poprzedzające założenie bloga, krótki wypad do Odessy podczas urlopu zdrowotnego, rodzinne wczasy nad Morzem Czarnym w bardziej już odległej historii.

Ale przede wszystkim martwię się okrutnie o moje ukraińskie dzieci ze szkoły. Tata L. został na Ukrainie podczas gdy dziewczynka przyjechała do Polski z mamą. Tak samo jest u M. Tyle razy rozmawialiśmy z nią o jej ojcu, który jest zawodowym żołnierzem i od lat walczy na froncie wschodnim. Jak teraz musi się czuć to dziecko? Tym bardziej, że pochodzi z miasta, położonego niezbyt daleko od obecnych pól bitwy. Zostały w nim jej siostra z mężem i dwójką malutkich dzieci, babcia w rodzinnym domu, koleżanki i koledzy z poprzedniej szkoły.

- Ta wojna ma dla mnie ludzką twarz - tłumaczę mężowi swoją niezwykle emocjonalną reakcję na wszelkie doniesienia o kolejnych działaniach wojennych. - Twarz każdego z moich ukraińskich dzieci. Nawet nie wiem, jak mogłabym to wszystko skomentować.

Nie mam pojęcia, jak można ochronić uczniów z Ukrainy przed tymi okrucieństwami wojny, które do nich na pewno docierają teraz ze wszelkiego rodzaju mediów. Myślę i myślę o tym, jakie są w szkole możliwości pomocy i nic poza wsparciem i towarzyszeniem im w całej tej sytuacji nie przychodzi mi do głowy. Właściwie to potrzeba upewnienia się, że jakoś sobie radzą jest dla mnie teraz główną motywacją, by powrócić po weekendzie do pracy.

Wiem też, że wkrótce tych ukraińskich dzieciaków może się pojawić u nas znacznie więcej. I to na dodatek takich, które mogły mieć bezpośredni kontakt z okropieństwami wojny. Polską granicę na wschodzie przekraczają tłumy uchodźców. W tej chwili to praktycznie same kobiety z dziećmi, bo od wczoraj na Ukrainie obowiązuje powszechna mobilizacja mężczyzn w wieku 18 - 60 lat. Jeszcze rok temu oznaczałoby to dla mnie, że wojna rozdzieliłaby mnie z mężem i synem, gdyby podobna sytuacja zdarzyła się w naszym kraju. Czy mogłabym teraz nie współczuć innym matkom i żonom? Zresztą dotyczy to kobiet po obydwu stronach konfliktu. 

Tego po prostu nie da się pojąć - jak to jest, że jeden oszołom lub być może psychopata, popychany przez swoje żądze władzy, pychę i arogancję, siedząc w zaciszu bezpiecznych gabinetów ma prawo wysyłać młodych chłopaków w środek wojennego piekła? Czy sam wystawia się w jakikolwiek fizyczny sposób na niebezpieczeństwo śmierci, ciężkiego kalectwa, frontowej katorgi? Czy naraża na to swoją rodzinę? Według internetu oficjalnie rosyjski przywódca ma dwie córki i pilnie strzeże rodzinnej prywatności, by chronić przed wszelkimi zagrożeniami najbliższe mu osoby. A ochrona innych najwyraźniej go tyle obchodzi co zeszłoroczny śnieg. Jedną swoją decyzją “skazuje ludzi na cierpienie związane z wojną, rozdziela rodziny, dzieci pozbawia rodziców, domów i poczucia bezpieczeństwa”, jak można przeczytać w artykule na temat życia rodzinnego prezydenta Rosji. (https://www.edziecko.pl/rodzice/7,79361,28154652,dzieci-putina-oficjalnie-prezydent-rosji-ma-dwie-corki-jego.html)

Do kiedy świat będzie się godził na odbieranie matkom synów, żonom mężów po to tylko, by ich użyć do urzeczywistniania chorych celów i mrzonek psychopatycznych przywódców? Osób, które najwyraźniej mają podwójne standardy w kwestii bezpieczeństwa - swojego (i swoich najbliższych) oraz wszystkich pozostałych ludzi. Jak długo my kobiety będziemy rodzić i wychuchiwać nasze dzieci po to tylko, by za pomocą jednego rozkazu ktoś mógł je wysyłać na śmierć? Ile cierpienia musi się jeszcze przelać, żeby ludzie wreszcie się opamiętali?

Zadaję sobie te pytania raz po raz i nie wierzę w to, że muszą zostać bez odpowiedzi. Nie godzę się na  to, że jako ludzie nie jesteśmy w stanie wymyślić lepszego świata, w którym nikt nie będzie miał nad nami takiej władzy, by mógł nas skrzywdzić w dowolnej chwili jedną destrukcyjną decyzją.

I do tego perfidnie oszukać. "Pojechaliśmy na manewry, trafiliśmy tutaj" – sztab ukraińskiej armii publikuje zeznania schwytanych rosyjskich żołnierzy, którzy mówią, jak trafili na Ukrainę. Niektórzy twierdzą, że "nie wiedzieli", że jadą na wojnę, inni, że przyjechali z terytorium Białorusi. (”https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/8366934,manewry-rosyjski-zolnierz-wojna-ukraina.html)

Patrzę na filmik w sieci, gdzie młodziutki (ile może mieć lat - czy na pewno jest chociaż pełnoletni?) żołnierz armii rosyjskiej udziela takich wyjaśnień. Serce mi się kraje, gdy widzę, że dzieciak ledwo panuje nad tym, by nie wybuchnąć płaczem. Całe swoje zawodowe życie pracowałam z młodymi ludźmi, w tym z nastolatkami. Czy na stare lata zaczęła mnie zawodzić intuicja, gdy czuję, że chłopak nie kłamie? A co teraz muszą przeżywać jego matka i ojciec? A przecież życie przygotowało jeszcze nie najgorszy scenariusz dla ich syna. Żyje, a to prawdziwy łut szczęścia w porównaniu do tych, którzy już leżą w kostnicach.

Każda śmierć jest zazwyczaj tragedią dla najbliższych, ale bezsensowna śmierć tych młodziutkich chłopaków (bez względu na to, czy to po ukraińskiej, czy po rosyjskiej stronie), przed którymi życie dopiero się otwiera, jest do tego wszystkiego kompletnie niezrozumiała, wręcz nie do ogarnięcia ludzkim rozumem.

Ale w tej sytuacji nie musimy podejmować żadnych prób zrozumienia tego bezsensu. Możemy się po prostu temu bezwzględnie sprzeciwić. Dać wszelkim imperialnym decydentom świata jasny i bezdyskusyjny przekaz:

NIE WYCHOWUJEMY SWOICH CHŁOPCÓW NA WASZYCH ŻOŁNIERZY - 

WARA OD NASZYCH SYNÓW!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz