Nasz hotel Oz Side Premium miał z zewnątrz wygląd omal pałacu. To jeden z tych obiektów, które jeszcze kilka lat temu, gdy pojechaliśmy do Turcji z Anią, wydawały się zupełnie niedostępne dla takich niskobudżetowych turystów jak my. Szczególnie ładnie wyglądał wieczorem, kiedy kolorowymi lampkami podświetlano jego kopuły
W środku też był niczego sobie - zwłaszcza przestronne lobby z marmurowymi posadzkami, kryształowymi żyrandolami oraz meblami w ostrych kolorach i w złotych ramach robiło wrażenie. Przed wyjazdem obejrzałam nagrania kilku vlogerów, u których przeważała opinia, że jego styl jest kiczem i w trakcie pobytu zastanawiałam się czasem, jakim trzeba być rodzajem turysty (czy też może raczej snoba?), by krytykować to, co jednak stanowi wyraz harmonijnego luksusu, choć może i w swoistym, bardziej egzotycznym niż nasz guście. Pytałam sama siebie (bo nie mogłam o to spytać autorów obejrzanych vlogów), jakie obiekty turystyczne są w stanie zadowolić i o których z nich pozytywnie się wyrażają tego typu osoby? I czułam niezmierną ulgę, że nie mam tak wyrafinowanych estetycznych upodobań, jak ci krytycy. Dzięki temu mogłam w pełni doceniać walory naszego hotelu i nie szukać dziur w całym, które potem rzucałyby się cieniem na radość przebywania w takiej miejscówce.
Jego nazwa, w której umieszczono miejscowość Side stanowiła jednak pewnego rodzaju zmyłkę. “Hotel przy plaży w mieście Manavgat” - tak zaczyna się opis naszego obiektu na popularnym portalu rezerwacyjnym Hotels.com. I to też wymaga uściślenia. Manavgat to duże miasto (według Wikipedii 250 tys. mieszkańców) z licznymi przysiółkami. Są nimi zarówno Side, jak i Evrenseki, w którym mieścił się nasz hotel. Przynajmniej tak twierdził przewodnik jedynej wycieczki fakultatywnej, na którą pojechałam podczas tegorocznych tureckich wczasów. Ale istnieje też taka możliwość, że jego język polski niestety nie był na tyle dobry, by uchwycić rozróżnienie między przysiółkami, a samodzielnymi miejscowościami, które przynależą do manavgatskiego dystryktu.
Tym tłumaczę sobie fakt, że Wikipedia nazywa Side miastem. Inne wzmianki o nim w internecie koncentrują się głównie na opisie jego atrakcyjności jako kurortu. Kładzie się w nich zwłaszcza nacisk na turystyczne walory zabytkowego kompleksu z czasów starożytnych. Na stronie polskiego biura podróży w Turcji (Metin Tour) możemy przeczytać, że miejscowość “słynie z zabytków takich jak: Świątynia Apollona i Ateny, teatr rzymski, ulica kolumnowa, nimfeum czy centrum przepowiedni gdzie pod wpływem zapachów ziół i olejków wróżbici wprowadzali się w trans.”
Ale antyczne Side to również kawałek trudnej historii: “ruiny znajdują się na przepięknym cyplu, gdzie niegdyś znajdowało się miasto słynące z piractwa i handlu niewolnikami" (https://metintour.pl/turcja-co-zwiedzi%C4%87/side)
Cóż, bez względu na to, jaki status i jakie historyczne dziedzictwo ma Side, powinno ono być raczej punktem obowiązkowym podczas zwiedzania tureckiego wybrzeża. Nie tylko zresztą z powodu zachowanych tu antycznych zabytków.
- Po sezonie Side to miasto duchów - to znów przewodnik naszej wycieczki. Rzeczywiście tłoku nie ma, ale z mojej perspektywy to raczej plus. Nie uważam też, że miejsce sprawia wrażenie wymarłego - oprócz turystów, których jak dla mnie jest w sam raz, dodatkowo panuje spory ruch wśród miejscowych. Podczas naszego pobytu wszędzie praca aż wre - przygotowania miasteczka do sezonu turystycznego idą pełna parą, trudno byłoby nie zwrócić uwagi na dobiegające zewsząd odgłosy robót budowlanych oraz mniejszych i większych remontów.
“Atutem Side (...) są klimatyczne zaułki, kameralne knajpki i restauracje” - tym razem to strona polsko - tureckiego biura podróży (https://alanyaonline.pl/wycieczki/side). Podczas naszej zorganizowanej wycieczki nie bardzo jest czas, by w pełni wykorzystać takie uroki kurortu (to chyba najbezpieczniejsze określenie Side:). Ale przynajmniej oczy zdążymy nacieszyć - wszystkie wymienione wcześniej elementy, tworzące niepowtarzalny klimat miasteczka, mieszczą się w pięknej, harmonijnej zabudowie w dość jednolitym stylu - przynajmniej tak było w centrum przez które przechodziliśmy. Do tego trzeba dodać część nadmorską z widokiem na zatokę oraz góry - naprawdę można znaleźć całą masę powodów, by odwiedzić Side. Polecam.
Nasza zorganizowana wycieczka obejmowała jeszcze zwiedzanie miasta Manavgat (według przewodnika jego nazwa oznacza “warzywniak’, ale może lepiej sprawdzić i tę informację:). W każdym razie odbywają się w nim rzeczywiście targi i to dwa razy w tygodniu (poniedziałek, czwartek). Zrobiłam tam wcześniej rekoneans z kilkoma turystami z naszego hotelu (korzystając z tego, że tuż przy nim znajduje się przystanek busów) - ogólnie szału nie było, ale w części owocowo - warzywnej naprawdę jest w czym przebierać.
Natomiast podczas wycieczki fakultatywnej odwiedziliśmy w Manavgat meczet - nowy, ładny, wzorowany na najsłynniejszej budowli tego typu w Stambule (można polecić tym, którzy nie widzieli pierwowzoru:) oraz wodospad - hmm, miłośnicy takich miejsc mogą czuć się jednak trochę zawiedzeni jego rozmiarami, choć to istotnie miejsce przyjemne dla oczu. Na zakończenie popłynęliśmy statkiem z przystani w centrum - aż prawie do ujścia rzeki (zarówno ona, jak i wodospady również noszą nazwę Manavgat:). Był to leniwy rejs po okolicach budzących się po zimie do życia, ale które jeszcze raczej nie doczekały się wiosennych porządków. No cóż, przymknęłam oko w niektórych miejscach na te zaniedbania i zrelaksowałam się, chłonąc widoki zazielenionych pól na tle wciąż ośnieżonych gór Taurus - nawet mi się nie bardzo chciało wysiadać (ale oczywiście to zrobiłam) na łasze piachu między rzeką a morzem, gdzie mieliśmy krótki przystanek. I za ten relaks bardzo dziękuję L. To ona mi przekazała bilet swojej koleżanki, bym mogła skorzystać z wycieczki. I mimo że normalnie takie zorganizowane formy zwiedzania mnie mało interesują, to tym razem była ona miłą odmianą od mojego samotnego przedreptywania okolicy na butach. Choć i to oczywiście sprawiało mi ogromną frajdę.
Pieszo przemierzyłam tereny aż do serca Çolakli - i to one właśnie okazały się - może nie miastem, ale prawdziwą “okolicą duchów”. Przepiękny, zielony obszar wdłuż plaży zajmowały przepiękne i... zamknięte na głucho pięciogwiazdkowe hotele. Dla mnie ta okolica stanowiła idealną trasę spacerową. Trudno mi jednak sobie wyobrazić, jakie oblicze przybiera ona podczas szczytu sezonu. I szczerze mówiąc, nawet nie wiem, czy chciałabym to zobaczyć. Wolę zachować w pamięci to miejsce jako oazę spokoju i pełne harmonii zespolenie nadbrzeżnej natury z morzem. To tam właśnie znalazłam najprawdziwszą wiosnę - łąkę anemonów - w odróżnieniu od izraelskich miały kolor bladoliliowy (ale i jeden czerwony się znalazł:). Zresztą w tym zielonym krajobrazie kwitły też inne rośliny, choć przede wszystkim te hodowane przy hotelach. A główna droga w naszym Evrenseki była obsadzona pięknie owocującymi mandarynkami.
Oczywiście nią też krążyłam wte i wewte, a nogi zawiodły mnie ostatniego dnia aż do Kumköy. Ale to już była miejska przechadzka, zakończona zresztą w centrum handlowym, więc raczej ten temat można od razu zamknąć.
Ten zaś, którym chciałabym się zająć w jednym z następnych postów, stanowi nawiązanie do artykułu ze strony przywołanego wcześniej polsko - tureckiego biura podróży. “Alanya czy Side? Gdzie warto jechać na wakacje w Turcji?” - zastanawiają się tam autorzy wpisu. Oczywiście nie ma na to prostej odpowiedzi, wszystko zależy od preferencji podróżnego. Ale zawsze warto mu dostarczyć, tyle informacji, ile tylko się da, by mógł dokonać jak najlepszego dla siebie wyboru. Tutaj napisałam o tym, jak znalazłam tereny wokół Side. Pora więc następnym razem dla porównania powspominać pobyt w okolicach Alanyi. Zwłaszcza, że taki post czeka na to, by go opublikować już od kilku lat...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz