Ostatni tydzień maja był w całości nie tylko chłodny, ale i deszczowy. Padało albo przez całe dnie, albo czasem z krótkimi i bardzo szybko przemijającymi przejaśnieniami. Ostatniego dnia miesiąca było już tak zimno, że w mediach znalazła się informacja pod tytułem: “Pogoda w górach. Śniegu przybywa z każdą godziną” (https://turystyka.wp.pl/pogoda-w-gorach-sniegu-przybywa-z-kazda-godzina-6516388170042208a)




Na szczęście wreszcie zaczął się czerwiec. Zaświeciło słońce i wszystko zaczęło powracać do normalności. My też (można nawet powiedzieć, że ostatnio zrobiliśmy krok omal milowy w tej dziedzinie:)


I tu będzie wyliczanka:
1. Po pierwsze kwestia zdrowia. Kiedy po blisko rocznym oczekiwaniu na przyjęcie męża do Poradni Kardiologicznej w Ochojcu zadzwoniono, że termin pierwszej wizyty zostaje przesunięty, przyjęliśmy to z pokorą. Był to okres początków pandemii i rozumieliśmy, że nowa sytuacja epidemiologiczna może powodować takie komplikacje. Dzwoniąca pani z marnym skutkiem próbowała stwarzać wrażenie, że panuje nad sytuacją i na biegu, improwizując trochę, zagospodarować jakoś terminarz na dwa miesiące do przodu. Ale wszystko było pisane patykiem na wodzie do tego stopnia, że poradzono nam ani nie zapisywać nowego terminu, ani się do niego nawet nie przywiązywać myślami.
Nie posłuchałam. Przywiązałam się do niego tak bardzo, że zmusiłam prawie męża, aby po przeszło dwóch miesiącach sprawdził, czy jest wreszcie szansa na podjęcie leczenia. Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że tymczasowy termin jakimś cudem jednak się utrzymał.

Nie posłuchałam. Przywiązałam się do niego tak bardzo, że zmusiłam prawie męża, aby po przeszło dwóch miesiącach sprawdził, czy jest wreszcie szansa na podjęcie leczenia. Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że tymczasowy termin jakimś cudem jednak się utrzymał.

Pełni nadziei pojechaliśmy więc tydzień temu do Ochojca. I tam w przyszpitalnej poradni po przeszło 400 dniach oczekiwania miły pan doktor oznajmił nam, że... to nie ta poradnia. W tym miejscu nigdy nie zajmowano się schorzeniem, na które cierpi mój mąż. No a przecież on sam sobie nie wypisał skierowania gdzie indziej niż było potrzeba.
Załamaliśmy się całkiem. Ale miły pan doktor był naprawdę miły. Wypisał następne skierowanie tym razem tam, gdzie trzeba i opatrzył je dopiskiem PILNE! Bez tego, jak się wkrótce okazało, odjechalibyśmy z Ochojca z kwitkiem. Póki co można tam ustalić jakikolwiek termin wizyty u lekarza tylko wtedy, gdy sprawa jest naprawdę pilna. Zaś z tym dopiskiem oraz z mężowym orzeczeniem o niepełnosprawności doczekaliśmy się przyjęcia w innej poradni przyszpitalnej zaledwie w tydzień. A tam inny miły pan doktor zdecydował o skierowaniu męża na oddział szpitalny w celu diagnostyki i leczenia. Aż trudno było uwierzyć, że wreszcie ktoś ma zamiar zająć się jego biednym, ciężko uszkodzonym sercem. A jednak - kolejny miły pan doktor, po telefonie tego poprzedniego, ustalił nam termin przyjęcia do szpitala już na koniec miesiąca!
No i taki sukces przeszedł już wszelkie nasze oczekiwania. Dziś wróciliśmy z Ochojca do domu jako Zwycięzcy zwycięzców!
Gloria victoribus!
2. Sprawa otwartych restauracji. Pewnie byśmy jeszcze do nich nie zajrzeli, gdyby nie wyprawy do Ochojca. Po związanym z nimi stresie, chcieliśmy gdzieś przysiąść, otrząsnąć się, zrelaksować, żeby nie przywozić napięcia do domu, no i też oczywiście żeby coś zjeść (to głównie ja i moje kompensacje poprzez jedzenie, ale na swoją obronę mam fakt, że wizyty u lekarzy były związane z długim oczekiwaniem i pora robiła się bardzo obiadowa).

Nadarzyła się tym samym okazja sprawdzić swoje przypuszczenia co do wzrostu restauracyjnych cen. O ile o restauracji w Katowicach nic powiedzieć nie mogę, bo byłam tam drugi raz po dwuletniej przerwie i niewiele pamiętam z poprzedniej wizyty, to w mojej ulubionej “Borowej Chacie” nastąpiły zmiany zgodne z przewidywaniami.

Na przykład nasze ulubione danie podrożało o ponad 40%. Rozumiem, że koszty restauratorów wzrosły, ale ta polityka cenowa raczej nie sprawi, że zostaniemy ich stałymi gośćmi. Zwłaszcza, że trochę się załamałam widząc nowy image obiektu, który zamiast tradycyjnie tonąć w pelargoniach i fuksjach, postawił tej wiosny na... sztuczne, plastikowe kwiaty. No drodzy właściciele, tak się tego nie robi...

3. Wyjazdy - to powrót do normalności, na którym mi zależało najbardziej.

No może niekoniecznie chodziło o te do Ochojca, chociaż w zasadzie one też były wyczekane i jednak mogłam w ich trakcie podziwiać świat, “kiedy wiosna buchła majem” :)
Mało tego, powracaliśmy z przyszpitalnych poradni drogami nieoczywistymi, a także może nie najkrótszymi, ale za to ładnymi widokowo i zahaczającymi o atrakcyjne dla nas miejsca.
W ten sposób trafiliśmy i wspominkowo na Bażantowo, i odstresowująco na pobliską Pańską Górę, a także z sentymentem nad stawy między miejscowością, z której pochodzę, a tą, w której mieszkam obecnie. Czasem w tych miejscach zabłysło na moment słonko, czasem zlał nas deszcz, ale i tak świat wprawiał mnie w podziw i czułam, że żyję.


W ten sposób trafiliśmy i wspominkowo na Bażantowo, i odstresowująco na pobliską Pańską Górę, a także z sentymentem nad stawy między miejscowością, z której pochodzę, a tą, w której mieszkam obecnie. Czasem w tych miejscach zabłysło na moment słonko, czasem zlał nas deszcz, ale i tak świat wprawiał mnie w podziw i czułam, że żyję.


Ale najwspanialszym wyjazdem ostatnio był ten do Krakowa, bo nie dość, że powróciliśmy po miesiącach kwarantanny do ukochanego miasta, to jeszcze odwiedziliśmy dzieciaki, a dla mnie spotkanie z nimi to najwspanialszy element każdej wycieczki.
Ta zaś była wyjątkowo udana także ze względu na swój program, w którym znalazło się miejsce na spacer... po Kopcu Kościuszki (pustym, jeszcze całkiem bez turystów!). Dla mnie super, mega, giga i mogłabym tak wyliczać dalej...
4. Pożegnanie z maseczkami w otwartej przestrzeni. Ten rodzaj powrotu do stanu sprzed pandemii był szczególnie wyczekiwany w kontekście zbliżających się wakacji i letnich urlopów. Sprawa maseczek budziła od początku wiele kontrowersji, a posunięcia ministra zdrowia, który w nie zaopatrzył nasz kraj 1. bardzo drogo, 2. u znajomego (i to instruktora narciarstwa!), 3. na dodatek w rodzaj nie chroniący przed koronawirusem, to już w ogóle skandal i większa afera. Nic dziwnego, że w internecie wrze z tego powodu.
Już na etapie zamysłu zniesienia wymogu zasłaniania nosa i ust pojawiły się niewybredne komentarze. Na przykład pod artykułem pod tytułem: “Maseczki już niedługo niepotrzebne? Wiceminister zdrowia ujawnia plany resortu” niejaki “Piotr” napisał:
Już na etapie zamysłu zniesienia wymogu zasłaniania nosa i ust pojawiły się niewybredne komentarze. Na przykład pod artykułem pod tytułem: “Maseczki już niedługo niepotrzebne? Wiceminister zdrowia ujawnia plany resortu” niejaki “Piotr” napisał:
“Sprzedały się maseczki zakupione od kolegi instruktora to można znieść obowiązek maseczkowy. Trzeba było wywołać popyt, by móc zrobić podaż.”
I chyba tyle w tym temacie, bo ilekroć zahaczam o politykę i posunięcia rządu, to od razu gorzej się czuję.
5. Zniesienie obostrzeń w innych dziedzinach życia.
Na przykład po nieudanym powrocie dzieci do przedszkoli (kolejne ogniska zarażeń) rząd podjął decyzję, że końcem maja także klasy I - III mogą ponownie zostać uruchomione.
Oczywiście bez wcześniejszych testów na obecność koronawirusa, bo przecież skoro rodzice młodszych dzieci wracają do pracy, to ktoś musi opiekować się ich pociechami. Nauczycielami nikt nie będzie się przejmował, bo to teraz taki standard przy tej władzy. Społeczeństwo jest i tak już nakręcone przeciwko nim. Więc można im nawet bezkarnie napluć w twarz, jak to zrobił niedawno minister rolnictwa. Jego ostatnie słowa po prostu szokują. “W poniedziałek szef resortu rolnictwa mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM, że Polacy, którzy pozostają bez pracy, nie mają prawa do zasiłku, w tym młodzież i nauczyciele, którzy nie będą pracować, żeby przez "kilka, kilkanaście dni popracowali u rolników". W tej samej wypowiedzi “Na uwagę, że na bezpłatne testy nie mogą liczyć nauczyciele, a pracownicy sezonowi owszem, Ardanowski powiedział, że "pracownicy sezonowi przyjeżdżają też po to, by nauczyciele mieli co jeść". https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/polska/news-nauczyciele-maja-zbierac-truskawki-po-wywiadzie-w-rmf-fm-ard,nId,4519773

Na przykład po nieudanym powrocie dzieci do przedszkoli (kolejne ogniska zarażeń) rząd podjął decyzję, że końcem maja także klasy I - III mogą ponownie zostać uruchomione.
Oczywiście bez wcześniejszych testów na obecność koronawirusa, bo przecież skoro rodzice młodszych dzieci wracają do pracy, to ktoś musi opiekować się ich pociechami. Nauczycielami nikt nie będzie się przejmował, bo to teraz taki standard przy tej władzy. Społeczeństwo jest i tak już nakręcone przeciwko nim. Więc można im nawet bezkarnie napluć w twarz, jak to zrobił niedawno minister rolnictwa. Jego ostatnie słowa po prostu szokują. “W poniedziałek szef resortu rolnictwa mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM, że Polacy, którzy pozostają bez pracy, nie mają prawa do zasiłku, w tym młodzież i nauczyciele, którzy nie będą pracować, żeby przez "kilka, kilkanaście dni popracowali u rolników". W tej samej wypowiedzi “Na uwagę, że na bezpłatne testy nie mogą liczyć nauczyciele, a pracownicy sezonowi owszem, Ardanowski powiedział, że "pracownicy sezonowi przyjeżdżają też po to, by nauczyciele mieli co jeść". https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/polska/news-nauczyciele-maja-zbierac-truskawki-po-wywiadzie-w-rmf-fm-ard,nId,4519773

No i to już wszystko na temat szacunku dla nauczycielskiej pracy. Czasem trudno uwierzyć w to, co się słyszy “na własne uszy” i nawet hasło “gloria victis” wtedy nie pociesza:(

Ale to wszystko jest polityką - rządzenie przez dzielenie i odwracanie uwagi od swoich aferowych działań przez skierowanie niezadowolenia społecznego na tę grupę, której wolno w majestacie władzy dokopać. Nie chcę uczestniczyć w tym spektaklu nienawiści. Nie przyłożę ręki do zmieniania świata na gorsze. Nie mam zamiaru wychowywać dzieci do brania w tym udziału - ani swoich, ani cudzych.
“Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.” (Desiderata)
Niech pozostanie w swym pięknie...* Zdjęcia w maseczkach Ani i Wiki pochodzą od dziewczyn. Mam nadzieję, że maseczkowe obostrzenia to już historia, która nigdy się nie powtórzy, a fotki będzie można traktować jako "historyczne"





































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz