Właśnie upłynął drugi miesiąc od dnia, w którym zdecydowaliśmy się na dobrowolne odosobnienie. Zgodnie z ówczesnymi wyobrażeniami o przyszłości, powinniśmy teraz zaczynać powracanie do normalności. Wszystko po to, żeby za kolejny miesiąc osiągnąć pełne (choć może lepiej zadeklarować, że w zdroworozsądkowych granicach) zaprzestanie izolacji od świata.


No i szczerze mówiąc, nikt na razie nie ma dla nas alternatywnego planu. Wygląda na to, że jednak pozostaje nam trzymać się tego, co sami wymyśliliśmy na początku epidemii.


Zresztą w kwestii zdrowia już trudno byłoby teraz zaufać jakiemukolwiek decydentowi, bo chyba każda ze sław przez te ostatnie dwa miesiące zdążyła zaliczyć drogę od jakiegoś rodzaju bohatera do kompletnego zera (spektakularnym przykładem jest tu minister zdrowia). Zdaje się, że w obecnej sytuacji możemy tylko polegać na własnym rozsądku.


Trochę to dołujące. Dodając do tego przygnębiającą pogodę, która raczy nas wilgotnym chłodem dzień za dniem, trudno tryskać dobrym humorem. A przecież jest maj w pełni rozkwitu i pora na najbardziej romantyczne chwile w całym roku. Świat powinien wydawać się szaleńczo rozkoszny i upojny do zakochania. A ja tego niestety tak nie czuję.

Tyle, że to nie wina świata. Czarnym cieniem kładzie się na nim raczej to, co jest we mnie i rzutuje z mojego środka na zewnątrz. Cóż, od śmierci Bartka mam wiosną cykliczne problemy z nawracającymi stanami depresyjnymi i zdaję sobie coraz częściej sprawę, że to się już może nie zmienić. Trzeba po prostu nauczyć się z tym żyć.


Ale depresję można leczyć nie tylko lekami. Wysłuchałam tej informacji kolejny raz na ostatnim zjeździe online (już z działającą super kamerką - wizyta Kacpra pomogła od ręki:), ale może potrzebowałam do tego cudownego pana psychiatry, który prowadzi z nami w tym semestrze wykłady z przedmiotu Zaburzenia psychotyczne i afektywne, żebym to wreszcie usłyszała! Aktywność fizyczna jest nieocenionym środkiem do odzyskiwania zdrowia i stabilizacji nastroju, choć czasem trzeba się do niej straszliwie przymuszać. Ale to naprawdę działa. Jeśli już uda nam się wprawić w jakiś ruch, to w zasadzie natychmiast doświadczamy jego dobroczynnego działania.
![]() |
| Dar od Maćka, już dwie uratowane tej wiosny:) |
Ponieważ jakoś trudno zmusić się do spacerów w taką pogodę, to staram się każdego dnia choć trochę, czasem troszkę lub nawet troszeczkę, popracować przy utrzymaniu mojego maleńkiego ogródeczka lub też zapuszczonego bardzo trawnika przed domem. Już wolę, żeby bolały mnie mięśnie, stawy i kręgosłup, niż serce i dusza.


I to nie to, że jakoś specjalnie lubię prace ogrodnicze. Ale rośliny w cudowny sposób wymuszają aktywność ruchową, zawsze jest przy nich coś do roboty - a to trzeba je podlać, a to opielić albo też przystrzyc. Lub chociaż wyjść z domu, by na nie popatrzeć - czy zakiełkowały, rozkwitły, wypuściły nowe gałązki i czy aby nie potrzebują pomocy, bo właśnie zaatakowało je stado ślimaków przypełzłych w nocy z łąki.
A u mnie przecież odpowiedzialność płynie w żyłach wespół z krwią. I jak Mały Książę stwierdzam, że jest się odpowiedzialnym za to, co się oswoiło, nawet jeśli to tylko (aż) róża. Nie pozwoliłabym umrzeć moim roślinom tylko i z powodu mojej depresji.
Tak więc jakoś sobie radzę, a w moim ogródeczku kwitną kolejne kwiaty, a nawet krzaczki poziomek i truskawek, które się tam wzięły całkiem nie wiem skąd, może jeszcze przetrwały z jakichś zamierzchłych czasów. W każdym razie wygląda na to, że w tym roku zbiorę pierwsze owoce:)

Z innych sezonowych nowości to oczywiście najbardziej cieszy teraz kwitnienie bzów. I tak, mam ten cud na swoim podwórku - od sąsiadów zwieszają się na mój trawnik całe obsypane kiściami konary, a powietrze jest wypełnione właśnie tym zapachem - szaleńczo rozkosznym i upojnym do zakochania.

Na łące zaś między rzeką a domem kończą kwitnienie jakieś rachityczne, połamane (i tego bobry nie zrobiły) jabłonki, które w cudowny sposób zdołały się tam ostać. Na odmianę do działania zbierają się pąki głogu. Jednym słowem w około cały czas coś się dzieje, a przyroda jest niedościgłym pierwowzorem nieustającego (i bardzo harmonijnego) ruchu.



Nawet nie próbuję jej dotrzymać kroku, a jedyne działania, jakie podejmuję w moim obecnym stanie spowolnienia psychoruchowego, mają mi pomóc przetrwać. Widać instynkt samozachowawczy nie przestał działać.

Kierując się nim, próbuję się także sprawdzać w innych (poza ogrodniczych) aktywnościach. Bardzo intensywnie staram się ostatnio na przykład zaplanować nasz wyjazd na czerwcowe wakacje (bo to już za ten miesiąc, który pozostał nam do rozpoczęcia normalnego życia:). Trudne to wyzwanie, bo zorganizowanie wakacyjnego wypoczynku dla naszej rodziny w Polsce przy obecnych cenach w pierwszym podejściu jawi się jako ruina finansowa, której byśmy raczej doświadczyć nie chcieli.
Na jednym z portali podróżniczych znajduję artykuł, podejmujący ten temat: “jeśli liczyliście, że po tygodniach zamkniętych obiektów, coś się zmieni i nagle ich właściciele będą szukali sposobów, żeby przyciągnąć turystów obniżając ceny, to nic z tego. Byliście tak naiwni jak ja. Wszystko wskazuje na to, że stało się wręcz przeciwnie, a wszyscy chcą się czym prędzej odkuć. I najprawdopodobniej podobnie stanie się we wszystkich innych odnogach branży – w wypożyczalniach sprzętu, w sklepach z pamiątkami, cukierniach, smażalniach ryb, bacówkach czy karczmach” (https://www.fly4free.pl/wady-polskiej-branzy-turystycznej/)
Niestety alternatywy dla turystyki w Polsce na razie nie ma - granice pozamykane, a nawet w przypadku otwarcia nie wiadomo, jakie przy ich przekraczaniu będą obowiązywać procedury - chodzi o przepisy dotyczące badań na Covid-19, kolejki do sprawdzania temperatury, wymogi kwarantanny po powrocie itp.
Nie ma wyjścia - trzeba się zmierzyć z realiami jedynego prawdopodobnie możliwego do realizacji wakacyjnego planu. Z polskimi atrakcjami w roli głównej. A, jak słusznie się wytyka polskiej branży turystycznej w cytowanym powyżej artykule, sytuacja w niej panująca czasem po prostu straszy. „Wakacje nad Bałtykiem droższe niż w Tajlandii” – nie ma chyba portalu podróżniczego, który nie przygotowałby takiego czy podobnego zestawienia (zagraniczny kierunek może się zmieniać). Nie jest tajemnicą, że wakacje w Polsce potrafią zrujnować budżet . (...) Bo powód do podniesienia ceny jest zawsze. A to słaby początek sezonu, bo pogoda nie dopisała, a to pogoda dopisała, ale ludzie jednak te alinkluziwy wolą teraz i nie ma komu sprzedawać, a to ceny składników poszły w górę, a to ZUS podnieśli, a to benzyna droższa, a to pracownicy już nie chcą pracować za 3 zł/h.” .
Toteż nic dziwnego, że cały tekst został poprzedzony znamiennym wstępem: “Mamy spędzić wakacje w Polsce? To niech polska branża turystyczna się w końcu ogarnie”.

A mnie pozostaje mieć nadzieję, że jej przedstawiciele usłyszą apel autorki tych słów i wezmą go sobie do serca. Bo koniecznie chciałabym spędzić kilka czerwcowych dni z najbliższymi nad Bałtykiem i nie płacić drożej niż w Tajlandii. I nie przemawia do mnie umieszczony pod artykułem komentarz: “Pamiętajcie (...), że polski Bałtyk to impreza SEZONOWA, tam trzeba zarobić w 3 miesiące na cały rok. A Tajlandia działa na nieco innych zasadach kalendarza wakacyjnego” (Łukasz).

A mnie pozostaje mieć nadzieję, że jej przedstawiciele usłyszą apel autorki tych słów i wezmą go sobie do serca. Bo koniecznie chciałabym spędzić kilka czerwcowych dni z najbliższymi nad Bałtykiem i nie płacić drożej niż w Tajlandii. I nie przemawia do mnie umieszczony pod artykułem komentarz: “Pamiętajcie (...), że polski Bałtyk to impreza SEZONOWA, tam trzeba zarobić w 3 miesiące na cały rok. A Tajlandia działa na nieco innych zasadach kalendarza wakacyjnego” (Łukasz).


Czyli dlatego mam akceptować ceny z kosmosu, że ktoś chce w ciągu trzech miesięcy pracy wyciągnąć z turystów tyle, na ile inni pracują cały rok? Zżymam się na to i powoli tracę nadzieję, przeszukując strony z ofertami. Bezskutecznie próbuję coś zarezerwować w Ustroniach Morskich, a potem w Kołobrzegu (wszędzie spotykam się z kosmiczną dopłatą do ceny wyjściowej w wybranym przeze mnie terminie).
CIĄG DALSZY WIĘC NASTĄPI...
(W CZERWCU:-)!!!
(W CZERWCU:-)!!!































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz