Plan spędzenia z dziećmi wczasów nad morzem rozsypał się niczym domek z kart, zanim jeszcze naprawdę zdążyłam się nim nacieszyć. Moje i tak obniżone już wcześniej samopoczucie wbiło się tym samym jakieś trzy piętra pod ziemię. Szybko się pewnie stamtąd nie wyczołga.


No ale cóż, w końcu musiałam się pogodzić z faktem, że Wiktoria z Kacprem nie mają na czas wyjazdu opieki dla Gacusia, Do nieakceptującego zwierząt hotelu też psiaka zabrać nie można. Jak więc ostatnio często już bywało, efektem mojego optymistycznego planu i zachowania stał się spory kłopot. Pozostałam z ręką w nocniku i opłaconymi z góry trzema voucherami, uprawniającymi do pobytu nawet sześciu osób w Blue Marine w Mielnie. I to zaledwie przy trójce chętnych do wyjazdu. Na szczęście Ania jakoś rozwiązała sprawę opieki nad króliczkami i w zbliżającej się podróży możemy liczyć przynajmniej na jej towarzystwo.




Uwzględniłam już właściwie znaczną stratę finansową w domowym budżecie i przepadek jednego z voucherów, gdy nieoczekiwanie wraz z odmrażaniem turystycznych atrakcji ich wartość wzrosła ponad dwukrotnie. Powiało nadzieją, że może ten zakupiony z myślą o Wiki i Kacprze, damy radę jakoś odprzedać po starej cenie. No i tak na szczęście dla naszych finansów się stało. Do wyjazdu udało mi się zachęcić... brata z bratową. W sumie więc pieniędzy nie straciliśmy. Za to okazja na wspólny wakacyjny wyjazd z synem i jego dziewczyną przepadła bezpowrotnie.
I żal z tego powodu pozostał. Mimo że bardzo odpowiada mi również obecny skład naszej wycieczki i chętnie spędzę te parę dni w Mielnie z bratem i jego żoną. Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam okazję z nimi gdzieś wyjechać. Nie to, że w ogóle nie spędzałam ostatnio z Robertem czasu, tyle że to było zawsze związane z pomaganiem mi w pracach przydomowych. Miło będzie pobyć ze sobą w mniej pracowitych okolicznościach.
Myślę więc, że ten wyjazd jednak jakoś się ułoży.
Choć oczywiście na razie wciąż ciężko mi pogodzić się z porażką pierwotnego planu i odpędzić czarne myśli, które przybyły z nawrotem depresji i nasiliły się wraz z utratą nadziei na wakacje z dziećmi.

Pogoda też to jakoś podkręca - nie przypominam sobie, żeby w maju był choć jeden ładny od początku do końca dzień. Nie mówiąc o tym, że zaliczyliśmy już kilkuminutowy opad śniegu po długim weekendzie, gradu dopiero co, no i nawet wiosenną burzę. A przy tym jest chłodno, wietrznie i sucho. Pierwszy poważny deszcz spadł na dobrą sprawę dopiero tej nocy.

Tak więc w moim ogródeczku rośnie teraz głównie to, co pozostało lub wysiało się samo w zeszłym roku.

Zasianym w tym miesiącu słonecznikom i łubinowi ledwo udaje się ostatnimi dniami przebijać na powierzchnię, a reszta nasion nie wykiełkowała wcale.

Pogoda też to jakoś podkręca - nie przypominam sobie, żeby w maju był choć jeden ładny od początku do końca dzień. Nie mówiąc o tym, że zaliczyliśmy już kilkuminutowy opad śniegu po długim weekendzie, gradu dopiero co, no i nawet wiosenną burzę. A przy tym jest chłodno, wietrznie i sucho. Pierwszy poważny deszcz spadł na dobrą sprawę dopiero tej nocy.

Tak więc w moim ogródeczku rośnie teraz głównie to, co pozostało lub wysiało się samo w zeszłym roku.

Zasianym w tym miesiącu słonecznikom i łubinowi ledwo udaje się ostatnimi dniami przebijać na powierzchnię, a reszta nasion nie wykiełkowała wcale.
Tymczasem na łące przed domem przekwita właśnie głóg, a nad rzeką kasztanowce, naznaczając czas, w którym powinny się odbyć matury.


Do kwitnienia zaś przygotowuje się ligustr i czarny bez.

Tak więc przyroda dokoła funkcjonuje bez zarzutu i nie obchodzi jej wcale to całe szaleństwo, które wywróciło nasz świat do góry nogami w momencie, gdy dotarł do nas wirus SARS-CoV-2.

Ludziom jakby trudniej powrócić do normalności. To nasze stawanie na nogach jest bardzo nieudolne. Niespójne decyzje władzy powodują chaos i zamieszanie. Zresztą decydenci wciąż nam pokazują, że wcale nie muszą stosować się do przepisów, które sami wymyślają rzekomo dla naszego dobra, a nie dla realizacji własnych pokrętnych celów. Strasznie to aroganckie i budzące sprzeciw.

Najlepszym przykładem jest chyba sprawa wizyty na cmentarzach. Piszę o tym, bo mnie w sposób szczególny dotknął brak możliwości pójścia na grób swojego dziecka od czasu wprowadzenia kwarantannowych restrykcji. I naprawdę nie wiem czemu, ponieważ mogę zaświadczyć, że z wyjątkiem Święta Zmarłych nigdy na tym cmentarzu absolutnie żadnych tłumów czy zgromadzeń towarzyskich nie było. No bo kto lubi odwiedzać takie miejsca, jeśli nie ma tam grobu kogoś naprawdę bliskiego? Tymczasem władza potraktowała cmentarze tak samo jak inne tereny zielone, na przykład parki, lasy, miejsca spacerowe i zamknęła je dla odwiedzających.
No ale oczywiście nie dla wszystkich. Gdy prezes rządzącej partii chciał odwiedzić grób matki przed Wielkanocą, to jemu było jak najbardziej wolno.


Pogodziłam się z tym, bo cóż innego mogłam zrobić. Ale kilka dni temu okazało się, że jest ktoś, kto przeciw temu głośno zaprotestował! I do tego jak skutecznie!


Pogodziłam się z tym, bo cóż innego mogłam zrobić. Ale kilka dni temu okazało się, że jest ktoś, kto przeciw temu głośno zaprotestował! I do tego jak skutecznie!


Oczywiście mam na myśli Kazika Staszewskiego, który bije teraz rekordy popularności w internecie najnowszą piosenką i skierowanymi do prezesa słowami: “Twój ból jest lepszy niż mój”. Usłyszałam ją, zanim naprawdę zrobiła się wielka chryja i natychmiast poczułam, że to o mnie. Zwłaszcza ta zwrotka:
“4 lata temu 10 kwietnia
Marii prosto pod koła córka uciekła.
Maria nie przekroczy bramy dziś tej,
bo Twój ból jest lepszy niż jej” (Kazik)
Marii prosto pod koła córka uciekła.
Maria nie przekroczy bramy dziś tej,
bo Twój ból jest lepszy niż jej” (Kazik)

No ale cóż, trzeba było odłożyć takie potrzeby na bok i zgodzić się na to, że ból prezesa jest lepszy niż mój. Tym, którzy poszli za głosem serca, przywalono solidne mandaty.


Pracująca w banku mama Ani opowiadała o starszym mężczyźnie, który przyszedł tam wypłacić pieniądze. Dostał mandat za odwiedzenie grobu żony (i to w takiej kwocie, jaką inni dostają co miesiąc w formie zasiłku za posiadanie dziecka!). Na pytanie, czemu się jakoś przed tym nie bronił, odparł, że bał się jeszcze wyższej kary. A dla niego już to obciążenie finansowe jest ogromne.

Tak teraz działa władza. Karze i zabrania. I ta piosenka jest właśnie o tym, że jej przedstawicielom wolno robić wszystko to, za co my jesteśmy karani.

Dzięki Kazik. Może dotąd nie byłam Twoją zagorzałą fanką, ale teraz to się radykalnie odmieni. I pewnie nie tylko mnie.

Jak się szybko okazało, wyświetlenia piosenki Kazika w internecie poszły w miliony. Jeszcze tego samego tygodnia utwór wygrał listę przebojów w radiowej Trójce. I nawet bym pewnie o tym nie wiedziała, bo nie miałam okazji w ogóle słuchać ostatnio radia, gdyby nie wyszła z tego straszna afera. Zgodnie z przewidywaniami Kazik rozbił system:)

Jak się szybko okazało, wyświetlenia piosenki Kazika w internecie poszły w miliony. Jeszcze tego samego tygodnia utwór wygrał listę przebojów w radiowej Trójce. I nawet bym pewnie o tym nie wiedziała, bo nie miałam okazji w ogóle słuchać ostatnio radia, gdyby nie wyszła z tego straszna afera. Zgodnie z przewidywaniami Kazik rozbił system:)


W trosce o dobre samopoczucie prezesa kierownictwo Trójki pomówiło dziennikarzy, pracujących przy liście przebojów, o oszukiwanie przy zliczaniu głosów i unieważniło wyniki głosowania. W sieci zawrzało. Nawet mnie przypomniały się czasy cenzury i jedynego prawomyślnego sposobu myślenia. Pod Trójką pojawili się protestujący, skrzętnie spisywani zresztą przez policję. Pomówieni dziennikarze oraz ich stronnicy złożyli wypowiedzenia lub zostali zwolnieni. Do zbadania sprawy powołano specjalną komisję. Wkrótce zobaczymy, czy to uratuje i sytuację, i radio. Mam nadzieję, że Trójka, na której wychowało się moje pokolenie i następne, jednak się po tym zdarzeniu zreformuje.


Zresztą cudownego uzdrowienia też potrzebowałyby teraz chyba wszystkie inne kawałki naszej rzeczywistości. Nic nie działa tak, jak przewidywano. Na przykład odmrażanie gospodarki jakoś jej nie odmraża. Obostrzenia są tak wymagające, że to często odstrasza potencjalnych klientów. Do tego przerzucane są na nich koszty odmrażania. Na stronie https://polki.pl/magazyn/o-tym-sie-mowi,oplata-covid-19-dotyka-juz-wszystkich-niewiele-osob-zdaje-sobie-sprawe-czego-dotyczy,10434377,artykul.html można przeczytać o salonach kosmetycznych i fryzjerskich, które mogły wreszcie od początku tygodnia zacząć ponownie działalność, ale do każdej usługi doliczają teraz dodatek wirusowy - opłatę związaną z utrzymaniem zaostrzonego reżimu sanitarnego.

“przedsiębiorcy oferujący rozmaite usługi, którzy muszą dezynfekować narzędzia i stanowiska pracy po każdym kliencie, podnieśli ceny, by pokryć koszty środków dezynfekujących i zabezpieczeń, takich jak maseczki i rękawiczki. To właśnie ta różnica nazywana jest „opłatą Covid-19”. Z artykułu wynika, że do każdej wizyty u kosmetyczki czy też fryzjera trzeba dodać obecnie koszt kilkunastu złotych, ale są miejsca, gdzie zapłacimy znacznie więcej.

“Najwyższą opłatę za koronawirusa pobierają dentyści. Jedna ze stomatolożek na Pomorzu zdradziła portalowi money.pl, że dodatkowe koszty, które pojawiły się przy obsłudze pacjenta w czasie pandemii, wynoszą nawet 80 zł” („Opłata Covid-19” dotyka już wszystkich. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, czego dotyczy”)

Nie mam wątpliwości, że również restauracje, które zdecydowano się odmrozić początkiem tygodnia, podniosą ceny. Zaostrzenia sanitarne są w nich bowiem bardzo restrykcyjne, co nie wróży właścicielom wielkiego zysku, a klientom wydaje się często zniechęcające.

Tak w ogóle to żadne z tych odmrożonych na nieprzyjaznych zasadach udogodnień jakoś mnie teraz specjalnie nie pociąga. “Dziwny jest ten świat “ obecnie. Widzę nawet, że ukuto nowy termin na określenie sytuacji, którą teraz mamy - w internetowym artykule dotyczącym odmrażania znajduję sformułowanie: “nowa normalność” https://wiadomosci.wp.pl/wiemy-na-jakich-zasadach-nastapi-otwarcie-restauracji-kolejne-etapy-odmrazania-gospodarki-6510400202143873a

Od początku pandemii było wiadomo, że świat po ataku koronawirusa nie będzie już taki, jak kiedyś. Niemniej nie podoba mi się ta “nowa normalność”. Jak mam coś robić według uciążliwych i często niezrozumiałych procedur, to wolę nie robić tego wcale. Być może rzeczywiście część z nich pomoże nam jakoś się uchronić przed chorobą, ale szczerze mówiąc, przestałam już wierzyć tym, którzy je wymyślają.

Mam wrażenie, że “nowa normalność” to rzeczywistość królika doświadczalnego i testera, który ma nieograniczone pole do eksperymentów społecznych. W zamian za udział w nich dostajemy klatki i siano. A ja chcę normalności pozbawionej testowania i życia w warunkach eksperymentalnych. Zwyczajnej, a nie tylko nowej.





































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz