Kolejne Święto Kota wydaje się dobrą okazją, żeby skłonić się nisko wszystkim naszym zwierzakom. I podziękować im za to, co każdego dnia wnoszą do naszej rodziny. Chciałabym tu wspomnieć nie tylko o kotach, które rzeczywiście dziś są gwiazdami dnia, ale także o psach i królikach, mających wprawdzie swoje odrębne święta, ale takie z krótszymi tradycjami, więc chyba trochę mniej znane i celebrowane (Światowy Dzień Psa - 1 lipca, Światowy Dzień Królika 26 września).
Maciuś, Kajtuś i Zosia, mimo rozłąki, spowodowanej przeprowadzką młodszej części rodziny do Krakowa, zaprzyjaźnili się ze sobą. Ostatnio kotki miały okazję spędzać wspólnie ze sobą nawet całkiem sporo czasu - wyjeżdżając w każdą z podróży, oddawaliśmy naszego pupila pod opiekę Wiki i Kacpra.
Otóż wywołuję teraz nasze “gwiazdy dnia” na czerwony dywan (no prawie):
ZOSIA
KAJTUŚ
MACIUŚ
APPLAUSE!!!
Nasze pieski też już są zaprzyjaźnione.
Mały adopciak ze schroniska został ostatecznie Gacusiem.
I już wiadomo czemu:)
Nam się bardzo podoba wybrane przez Wiki i Kacpra szczeniaczkowe imię. Mamy z nim miłe skojarzenia. “W dzieciństwie mały Bartuś miał ulubioną bajkę: “Zamek Eureki” - fajną, a najfajniejszą postacią był Gacuś właśnie” - wyjaśniam Ani na messengerze. Wysyłam jej także filmiki na których pieski się bawią ze sobą - rozkoszne. Luna jest bardzo ostrożna i jakby czując, że gabaryty są w tej sytuacji rozłożone bardzo nierównomiernie:), stara się jak tylko może, żeby maluszkowi nie stała się krzywda podczas zabawy.


“Pewnie dla niej to jak dzieciątko” - pisze Ania. Tak rzeczywiście, Wiki opowiada, że podczas wspólnych spacerów w Krakowie, ludzie uważali Gacusia za szczeniaczka Luny. Cieszy mnie to bardzo. Biedna Luna straciła kiedyś własnego szczeniaczka, niech więc teraz ma dziecko adoptowane. A i Gacusiowi przyda się nowa mama - nie wiadomo tak naprawdę, jaka jest jego historia. Na szczęście nie spędził w schronisku za dużo czasu. Wiki i Kacper zabrali go stamtąd nazajutrz po tym, jak ktoś go oddał.
Na studiach mam w grupie dziewczynę, która jest wolontariuszką w schronisku dla zwierząt, na zajęciach w trakcie ostatniego zjazdu opowiadała nam o tym podczas prezentacji. Opiekuje się pieskami właśnie. Podziwiam ją szczerze i z całego serca. Wiem na pewno, że to jest taki rodzaj wolontariatu, którego bym nie mogła wykonywać.
- Wiesz, niektóre z tych psów są w schronisku latami. I za każdym razem cieszą się, wybiegają, witają, gdy ktoś przyjdzie - Kacper też jest poruszony po swojej wizycie w takim miejscu.
Wszyscy podopieczni schroniska mają nadzieję na dom i na “swojego” człowieka. Serce by mi pękło, gdybym na to musiała patrzeć bez przerwy. No bo przecież nie mogłabym zaadoptować ich wszystkich.
Krzywda zwierzaków jakoś boli szczególnie. Już nawet z ludźmi jest mi prościej, bo wiem, że oni zazwyczaj potrafią sobie (choćby w najmniejszym zakresie) tłumaczyć czy zrozumieć położenie, w którym się znaleźli (oczywiście oprócz dzieci, z nimi też miałabym ogromny problem). A na ten przykład pies w takiej sytuacji nie wie nic. Nie można mu niczego wyjaśnić, przemówić do rozsądku... Obdarza bezgranicznym zaufaniem człowieka, który tak bardzo potrafi skrzywdzić...
Na szczęście są też dobrzy ludzie na świecie. Tacy jak wolontariuszka z mojej grupy na studiach. I tacy, jak moje dzieci, które za pomocą adopcji spełniają zwierzęce pragnienia.

Wiki z Kacprem mają na koncie zaadoptowanie Kajtusia i Gacusia.

Wiki z Kacprem mają na koncie zaadoptowanie Kajtusia i Gacusia.
Ania zaś adoptuje króliczki.
Jakieś dwa lata temu pojawiły się u niej Boguś i Helenka. Dwie prześliczne królicze miniaturki.
Jakieś dwa lata temu pojawiły się u niej Boguś i Helenka. Dwie prześliczne królicze miniaturki.
Niestety ponad dwa tygodnie temu Helenka zakończyła swój ziemski żywot.


Załamana Ania musiała się rozejrzeć za jakimś nowym towarzystwem dla osamotnionego Bogusia. No i w taki właśnie sposób doszło do adopcji Czarusia. Początki nie były jednak łatwe i trochę czasu musiało upłynąć, zanim króliczki przywykły do siebie.
Jeszcze tydzień temu Ania pisała:


Załamana Ania musiała się rozejrzeć za jakimś nowym towarzystwem dla osamotnionego Bogusia. No i w taki właśnie sposób doszło do adopcji Czarusia. Początki nie były jednak łatwe i trochę czasu musiało upłynąć, zanim króliczki przywykły do siebie.
Jeszcze tydzień temu Ania pisała:
Muszą się jakoś razem dogadać. Siedzą w klatce, mam ich nie wypuszczać, nie mówić do nich, nie faworyzować żadnego. Tortura.
Ale już wczoraj nadeszły dobre wieści:
A Czaruś właśnie zmienił imię na Miruś:)
I to już cała nasza trzódka. Szczęśliwe zwierzaki uszczęśliwiające swoich właścicieli. Psy, koty, króliczki - to dzięki nim nasza rodzina przestała być tak mała. I taka smutna jak była.
Otwarcie drzwi swojego domu dla nowego życia to dobre lekarstwo na smutek. Chyba powinni się o tym dowiedzieć wszyscy, którzy nie dzielą życia ze zwierzętami.
A schroniska wciąż są pełne wiernych przyjaciół, którzy czekają tam na adopcję... Żeby obdarzyć szczęściem tego, kto je przygarnie...
Ps. Poprzednie Święto Kota znajduje się we wpisie
https://podobrejdrodze.blogspot.com/2019/02/swieto-kota.html
Zdjęcia zwierzaczków należą do Wiki i Ani
A schroniska wciąż są pełne wiernych przyjaciół, którzy czekają tam na adopcję... Żeby obdarzyć szczęściem tego, kto je przygarnie...
Ps. Poprzednie Święto Kota znajduje się we wpisie
https://podobrejdrodze.blogspot.com/2019/02/swieto-kota.html
Zdjęcia zwierzaczków należą do Wiki i Ani






















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz