poniedziałek, 18 lutego 2019

ŚWIĘTO KOTA


Światowy (Międzynarodowy) Dzień Kota (…) - święto obchodzone corocznie 17 lutego we Włoszech (od 1990) i Polsce (od 2006), mające podkreślić znaczenie kotów w życiu człowieka, niesienie pomocy wolno żyjącym i bezdomnym zwierzętom, które miały kiedyś dom, ale go straciły, a także uwrażliwienie ludzi na często trudny koci los.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awiatowy_Dzie%C5%84_Kota




To tyle Wikipedia. A co ja na to? Otóż uważam, że Światowy Dzień Kota  jest nadzwyczajnym powodem do świętowania! Gdy o nim myślę, to wprost czuję pod ręką miękkość biało – szarego futerka i słyszę delikatne, pełne szczęścia mruczenie. Od razu mi cieplej na sercu na samą myśl o moim Maciusiu. A ściślej - na myśl o znaczeniu jego obecności i przytulania się do słodkiego, łagodnego stworzenia przez wszystkie te ostatnie miesiące przeczołgania przez życie między jednym czarnym dołem depresji a drugim.


Dzień, w którym Wiki i Kacper po przeprowadzce do Bażantowa zostawili mi pod opieką swojego kotka, był początkiem jednej z najbliższych i najmilszych relacji, jaką ostatnio nawiązałam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że znalazłam taką miłość w małym futrzastym kłębuszku. Kogoś, kto będzie za mną chodził krok w krok i nie opuści mnie w chwilach, kiedy nawet mnie samej ze sobą trudno było wytrzymać. „To nie człowiek wybiera kota, to kot wybiera człowieka” – można tu przytoczyć powiedzenie, które przywołują w swoim dokumencie twórcy ostatnio oglądanego przez nas filmu  „Kedi”. Maciuś wybrał mnieJ
W tym roku celebrujemy Święto Kota zamiast Walentynek, spędzonych przez męża na starciu z zastępem wirusów, czyli w łóżku. Pasuje mi taka zamiana. To ciekawsze niż Dzień Zakochanych, gdy wszystkie atrakcje są takie przewidywalne. Kiedy mąż już staje na nogi, wybieramy się do Krakowa. W małym kinie w Krakowskim Ogrodzie Sztuki jest pokaz filmu, który można obejrzeć tylko raz w roku – właśnie 17 lutego. "Kedi" to fenomenalny dokument o życiu stambulskich kotów, który podbił serca publiczności na całym świecie. Kociarze, oto film waszego życia!” czytam recenzję na stronie https://www.swiatksiazki.pl/kedi-sekretne-zycie-kotow-booklet-dvd-6370031-film.html
I wszystko, co tam jest napisane, to szczera prawda. Natychmiast zakochuję się w każdym występującym w filmie kocie oraz w ludziach, którzy potrafią nadać sens relacjom z czworonogami, w bezpretensjonalny sposób znajdując pod powierzchnią więzi głębię, wzbogacającą ich życie i poruszającą widza.
Dlatego mi bardzo żal, że mój młodszy syn ze swoją dziewczyną nie mogli z nami obejrzeć „Kediego”. To niezmordowani pozyskiwacze kotów dla naszej rodziny.  Oprócz Maciusia, dzięki Wiktorii i Kacprowi przybyło ostatnio w naszym otoczeniu jeszcze dwoje milusińskich. I od Świąt możemy się cieszyć towarzystwem Zosi i Kajtusia, mieszkających obecnie w domku nad garażem. Ich historia rozpoczęła się pojawieniem, dzięki pośrednictwu OLX - a, trójkolorowego maleństwa wiosną zeszłego roku na Bażantowie. Przez ostatnie miesiące kociczka zdążyła wyróść na prawdziwą kocią piękność. A teraz ma jeszcze przybranego czarnego brata.








Opowieść Wiki na temat Kajtusia brzmiała mniej więcej tak:
Gdy poszliśmy pierwszy raz z Zosią do weterynarza, to zobaczyliśmy tam kocie maluchy, przeznaczone do adopcji. Wystarczyło, ze Kacper powiedział, że może kiedyś się na nią zdecydujemy, to pół godziny później mieliśmy już dwa koty.  










Myślę, że dzięki nim, Wiktoria i Kacper mają teraz dom, w którym czują się szczęśliwi. Przypomina mi się tu powiedzonko, które usłyszałam w radiu rankiem 17 lutego. „Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?" - pyta retorycznie Mark Twain. Z całą pewnością był on wielkim kociarzem. Już samodzielnie wyszukuję w internecie inne z jego powiedzeń: "Gdyby tak człowieka skrzyżować z kotem, człowiekowi wyszłoby to na dobre, ale kotu by z pewnością zaszkodziło." Wygląda na to, że w każdych czasach zwierzę to miało swoich zagorzałych wielbicieli. Teraz chylę czoła przed mieszkańcami Stambułu.









Kedi” podbił i moje serce. Szczególnie zaś opowieść o testowaniu przez Boga. Miłość i opieka, jakie okazujemy stworzeniom od nas słabszym jest jedną z miar zdania lub niezdania egzaminu z życia i człowieczeństwa. Zdaje mi się to zgodne ze słowami największego barda naszego pokolenia, do którego ostatnio wrócił mój mąż:


„A ty siej. A nuż coś wyrośnie.
A ty - to, co wyrośnie - zbieraj.
A ty czcij - co żyje radośnie,
A ty szanuj to, co umiera.”

Cytat pochodzi z utworu „Niech...” 
Jacka Kaczmarskiego.








Ale na zakończenie mam jeszcze kilka słów od Oskara Wilde (właściciela grobu, który zrobił na mnie największe wrażenie na cmentarzu Père-Lachaise w Paryżu): "Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los."J



P.s. Zdjęcia Zosi i Kajtusia pochodzą od Wiki i Kacpra




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz