środa, 21 marca 2018

DŁUGIE CHŁODY



Tak trudno jest nadejść wiośnie w tym roku. Wczoraj skończyła się kalendarzowa zima, a na dworze wciąż mroźno i niezachęcająco do wychodzenia z domu. Dobrze, że kończącą ten miesiąc Wielkanoc zaplanowaliśmy spędzić na południu. Miło będzie po długich zimowych chłodach rozgrzać się w słońcu Kalabrii.

Z nadejściem kalendarzowej wiosny zakończyła się Zimowa Narodowa Wyprawa na K2. Szczyt pozostał niezdobyty, a himalaiści powrócili w tym tygodniu do Polski.  Jednak nie  wszystkie wyprawy miały szczęście w komplecie pożegnać zimę w Himalajach. Zapalam w myślach znicz na szczycie Nanga Parbat, która niespełna dwa miesiące wcześniej stała się grobem dla Tomka Mackiewicza. Odżywają znów uczucia związane z jego śmiercią po przeczytanej dziś w internecie informacji, że ojciec himalaisty otrzymał już akt zgonu syna. Chciałabym mieć amnezję i na zawsze zapomnieć, co dzieje się w takim momencie z rodzicem.

W internetowym wydaniu Gazety Wrocławskiej znajduję wczorajszy artykuł pod tytułem „Wzruszające pożegnanie ojca z himalaistą Tomaszem Mackiewiczem.” 
Tata żegna Syna wierszem:
„Śpij synku na Nanga Parbat
Wtulony w puszysty śnieg biały
Niestraszne Ci już lody i burze
broniące wejścia do chwały.
Śnij synku o naszych dysputach,
które niejedną noc trwały.
Teraz już znasz odpowiedź,
jak wielki jest Bóg,
jak wspaniały.”




Tak naprawdę po śmierci Bartka doświadczyłam amnezji. Nie pamiętam na przykład poprzedniego pobytu na rekolekcjach w Kleczy Dolnej, gdyby nie mój mąż to nawet bym nie była świadoma, że spędziłam tam cały weekend. Nie dalej jak wczoraj rozmawiałam o tym z Anią. Ona twierdzi, iż u niej bywało czasem i tak, że nie potrafiła sobie przypomnieć poprzedzającego dnia. Kacper z kolei ma w pamięci dziurę z czasu pierwszych po śmierci Bartka Świąt Bożego Narodzenia. To wygląda tak, jakby każde z nas oddzieliło się na trochę od zbyt bolesnej rzeczywistości. Być może nasze umysły próbowały w takim procesie wykasować  z pamięci to, co bolało najbardziej. Oczywiście żadna z tych prób się nie powiodła – przeżycie było zbyt mocne. Ślad niczym wypalone w sercu znamię pozostanie już w nas na zawsze.
 - Budzę się i od razu czuję się naznaczony – powiedział mi ostatnio mój mąż. Tak właśnie, poczucie naznaczenia to  coś, co w sobie nosimy.














Ukochany mój Bartku, nie umiem Ci pisać pięknych wierszy. Bo nie ma takich słów, które mogłyby oddać to, co czuję. Ale mam nadzieję, że te uczucia Cię dosięgają gdziekolwiek jesteś.
My rodzice przedwcześnie powołanych do wieczności dzieci, możemy tylko wierzyć, że ten dobry, wspaniały Bóg z wiersza Witolda Mackiewicza daje Wam teraz lepsze życie niż to, które czekałoby Was na Ziemi. Że pozwala się spełniać wszelkim Waszym pragnieniom. Że czyni Was po stokroć bardziej szczęśliwymi, niż my moglibyśmy to uczynić.



W swoim sercu widzę obraz Tomka Mackiewicza przechadzającego się w promieniach słońca po ośnieżonym stoku Nanga Parbat. Gdzieś tuż za nim podąża mój Syn, którego marzeniem, nie mającym czasu na ziemskie spełnienie, był wyjazd do Indii. Kto wie, czy nie pociągnęłyby go wznoszące się do nieba na ich pograniczu góry. Bartek zawsze lubił wyzwania.









Śpijcie, śnijcie nasi Synowie, którzy przeszliście na drugą stronę życia. A Światłość wiekuista niechaj Wam świeci...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz