środa, 22 kwietnia 2026

KOCI PSYCHOLOG - do poprawy

 

Dziesięć tygodni. Podczas weekendu obliczyłam, że tyle czasu muszę przetrwać, radząc sobie ze zintensyfikowanym wysiłkiem. No i cóż, mamy środek pierwszego (z tych dziesięciu), a ja już powoli wymiękam. 

Jestem bardzo zmęczona fizycznie, ale chyba jeszcze bardziej psychicznie. To tydzień podejmowania nie tylko nowych wyzwań, ale także decyzji, które powodują dużo zamętu emocjonalnego i generują wizję nowych rozstań.

A przecież jeszcze nie zdążyłam odpłakać rozstania się z Elą. Mimo że już w najbliższy weekend przypadnie miesięcznica jej śmierci. A to nie wszystkie utraty, które przyniósł ostatni miesiąc. Całkiem niedawno, dowiedziałam się, że zmarł Tito, a także uczeń klasy integracyjnej, której byłam wychowawczynią. A do tego na wieczny spoczynek odeszła nauczycielka szkoły masowej, w której dwa lata temu pracowałam na zastępstwie. Zresztą znałam ją już dużo wcześniej, lata temu spotkałyśmy się podczas prowadzenia zajęć w College’u.

Madzia, która uczestniczyła w jej pogrzebie, opowiadała mi potem o poruszających momentach w trakcie ceremonii. Największe wrażenie zrobił na mnie syn Zmarłej, który, nawiązując do ulubionego czworonoga mamy, odczytał nad jej trumną wiersz Wisławy Szymborskiej pod tytułem „Kot w pustym mieszkaniu”. Przypomniałam sobie o tym, gdy pierwszy raz po rehabilitacji stawiłam się do pracy w katolickiej szkole. I pomyślałam wówczas, że gdyby w tytule wiersza Szymborskiej słowo kot zamienić na psycholog, a mieszkanie na gabinet, to słowa poetki oddawałyby w pełni to, co teraz czuję. Tak jakby były właśnie dla mnie napisane.

„Umrzeć - tego nie robi się kotu.

Bo co ma począć kot

w pustym mieszkaniu.

Wdrapywać się na ściany.

Ocierać między meblami.

Nic niby tu nie zmienione,

a jednak pozamieniane.

Niby nie przesunięte,

a jednak porozsuwane.

I wieczorami lampa już nie świeci.”

A choć może wieczorową porą tych naszych wspólnych z Elą zajęć nie było zbyt wiele, to przecież przyjdzie taki moment na pewno, że przy następnych z nich boleśnie odczuję brak tego światła, o którym wspomina poetka. I będę wyrażać tęsknotę jej słowami:

„Coś się tu nie zaczyna

w swojej zwykłej porze.

Coś się tu nie odbywa

jak powinno.

Ktoś tutaj był i był,

a potem nagle zniknął

i uporczywie go nie ma.”

Ale może nawet nie ta pustka jest dla mnie najgorsza. Trudno przeżyć żałobę w miejscu, gdzie człowiek, który nagle odchodzi, natychmiast zostaje zastąpiony innym.

„Słychać kroki na schodach,

ale to nie te.

Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,

także nie ta, co kładła.”

Miejsce Eli zajęła Agnieszka. W żaden sposób nie jest winna temu, co się wydarzyło.

- Nie możemy o tym myśleć w taki sposób, że Agnieszka jest z nami zamiast Elusi. To nowa koleżanka, która zaczyna pracę w naszym zespole – Krysia stara się jak zwykle jakoś ogarniać sytuację.

Tak, takie myślenie jest teraz najlepsze. Nowemu pracownikowi się pomaga, opiekuje się nim. Przynajmniej ja tak mam. A dodatkowo, ze względu na brak doświadczenia Agnieszki, zostałam o to poproszona przez dyrekcję. Trzeba wdrożyć nowego pedagoga do pracy w naszej szkole.

Tak więc znów przybyło mi obowiązków. A to zapoczątkowało proces zmian.

Nowe obowiązki są związane z przydzieleniem mi godzin nadliczbowych. W tym momencie to dla mnie kolejne obciążenie. Już teraz ledwie zipię ze zmęczenia.

Ale w przyszłym roku te godziny wejdą mi w etat w szkole katolickiej i go dopełnią. To będzie dla mnie istotna zmiana.

Na razie więc wszystkiego jest za dużo, ale jakoś postaram się wytrwać w tym przez te dziesięć tygodni do zakończenia obecnego roku szkolnego. Natomiast w przyszłym kontynuować tego niepodobna.

Musiałam podjąć trudne decyzje. I uznałam, że jeden etat w jednej placówce będzie dla mnie w zupełności wystarczający.

W następnym roku nie podejmę więc już pracy w drugiej szkole. Uprzedziłam dziś panią dyrektor, że złożę wypowiedzenie. Muszę odejść, choć to będzie oznaczało rozstanie z miejscem, które szczerze polubiłam.

Nade wszystko zaś tak trudno mi się żegnać z Małgosią. Kot znów zostanie pozbawiony towarzystwa kogoś, kto stał mu się bardzo bliski. Wszystko to dzieje się tak szybko, za szybko. Ale przecież ja, jak każdy kot, muszę dalej iść swoimi ścieżkami. Taki to koci los, nieprawdaż Pani Wisławo?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz