środa, 8 kwietnia 2026

KWIECIEŃ - PLECIEŃ

 

Kwiecień plecień, bo przeplata – na szczęście na razie nie tyle zimę z latem, co dni słoneczne z bezsłonecznymi. Przy tym temperatury utrzymują się wciąż na bardzo niskim poziomie. Ale możliwe, że to i lepiej, bo w chłodzie przyroda wyraźnie zwolniła. I może dłużej będzie można cieszyć się tego roku rozkwitającymi krzewami i drzewami, wiosennymi kwiatami, kolorami wczesnej zieleni. Zawsze miałam wrażenie, że przy ostro przygrzewającym słonku te kwietniowe cuda przemijają omal na biegu. I jakoś było mi wtedy żal, że nie zdążyłam się tym wszystkim, co w kwietniu najpiękniejsze, wystarczająco nasycić…

Teraz więc w zasadzie nasycam się w odpowiednim tempie, ale z kolei trapi mnie coś innego. To, że moje ciało również wyraźnie zwolniło. Mimo zbliżania się do końca trzytygodniowej rehabilitacji jakoś nie może wystartować do przodu. Trudno mi nad nim zapanować. Co rusz odmawia posłuszeństwa.

A tyle sobie robiłam nadziei w związku z tą wiosną. Tak pięknie ją przywitałam – i to znów dzięki Madzi. Dostałam od niej fantastyczny prezent – bilet na koncert „Wiosna z Fryderykiem w Zamku Pszczyńskim”. Przeżycie to było ogromne, usłyszeć na żywo, jak Piotr Pawlak - półfinalista, a zarazem faworyt publiczności, zeszłorocznego Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina wykonuje Chopinowskie Mazurki, Poloneza-Fantazję a także Koncert fortepianowy f-moll op. 21 przy współudziale Quartetu Mimesis i kontrabasisty NOSPR-u Jacka Burzyka. A do tego w takiej oprawie – pszczyńskie wnętrza (i zewnętrza) kocham całym sercem.

Dawno mnie w nich nie było. Ostatni raz miałam okazję odwiedzić Pszczynę jeszcze przed ciążą z Kacprem. Ale dla kilkuwiecznego zamku moja nieobecność to zapewne ledwie chwila. Nic się w nim w tym czasie nie zmieniło.

Znowu więc mogłam się tu poczuć niczym księżna i korzystałam z tego upojnego poczucia na maksa. Przechadzałam się razem z nim długimi korytarzami od komnaty do komnaty w magnackiej posiadłości. Zasiedliśmy wspólnie przy fortepianie mistrza w sali lustrzanej. I cieszyliśmy oczy rozkwitającymi pąkami magnolii na dziedzińcu.

A na Pszczyńskim Rynku Daisy i ja posiedziałyśmy chwilę na ławeczce w marcowym słonku. Wypiłyśmy kawę z dodatkiem ręcznie robionych czekoladek (kolejny prezent). I wraz z Madzią i jej Mamą cieszyłyśmy się wiosną, która właśnie pojawiła się na scenie. Jak widać więc, towarzystwo tego dnia miałam naprawdę wyśmienite.

I nie było nawet okazji żałować, że zrezygnowałam w ten weekend z wyjazdu do Swystowego Sadu i przywitania wiosny z Edytą i jej kobiecą grupą. Choć z tego, co widziałam na facebooku, to tam też działy się wspaniałe rzeczy. Szczególnie podobała mi się rolka z relacją jednej z uczestniczek. Podkładem muzycznym na niej był utwór „Jestem spełnieniem” Quantum Mentis. Jego słowa bardzo pięknie wpisują się w powitalne rytuały na zmianę pory roku:

„Stoję boso na progu świtu

W korze drzew mam swoje imię

Z rosą piję nowe życie

A lęk topnieje jak szron w dolinie.

To co było dziękuję puszczam

To co idzie witam śmiało

W moich dłoniach rośnie światło

w mojej piersi bije prawo”.

Na Youtube pod piosenką można znaleźć zakładkę "Informacje", gdzie zamieszczono taki wpis:

„Quantum Mentis to autorski projekt słowno-muzyczny, łączący duchowość, psychologię, słowiańską symbolikę i nowoczesne brzmienia. Piszę teksty, tworzę koncepcje i prompty muzyczne, w których słowo staje się narzędziem przekazu, wglądu, wzmocnienia i wewnętrznej przemiany. (…) Muzyka tworzona jest z wykorzystaniem narzędzia Suno AI zgodnie z warunkami licencji”.

To tylko taka ciekawostka. A może i znak czasów, w których sztuczna inteligencja zaczyna z powodzeniem zastępować prawdziwych wykonawców. Ale że robi to naprawdę dobrze w tym przypadku, to można w pełni przyklasnąć takiemu hymnowi na cześć wiosny. Szkoda tylko, że i on nie przyniósł mi wiosennego zrywu do życia, mimo wielokrotnego wysłuchania.

Ale może po prostu mój czas jeszcze nie nadszedł. Zgodnie z hasłem z kalendarza Beaty Pawlikowskiej, które przesłałam moim przyjaciołom, zdaje się, że powinnam teraz cierpliwie czekać.

„Bądź jak ziarno w żyznej ziemi, miej w sobie gotowość do nowego początku i rozpoczęcia nowego życia. Słońce poprowadzi Cię dalej” – takie hasło autorka zamieściła na przedostatni wtorek marca.

Tyle, że od tamtej pory minęły ponad dwa tygodnie i nic. Jakoś ta wiosna nie może się przebić przez śmierć Eli. Właśnie gdy próbowałam wykiełkować, to przyszedł do mojego życia przymrozek. Czy jestem nasionem wystarczająco odpornym, żeby to przetrwać? Czy to tylko spowolnienie wzrostu w zimnym kwietniu? Czy światło jeszcze mnie ożywi i poprowadzi dalej? I czy nadejdzie taki czas, gdy powiem o sobie, że jestem swoim spełnieniem?


Aneks z dnia 10.04.

A dziś w nocy całkiem realny przymrozek zniszczył kwiaty czereśni, nektaryny, jagody kamczackiej i agrestu. I już żadna pozytywna narracja w tej sytuacji nie pomoże. Można tylko się pocieszać tym, że kwitnienie dopiero się zaczęło, więc być może drzewa i krzewy jeszcze się pozbierają i wytworzą owoce z późniejszego zakwitu. Ale gwarancji żadnej nie ma. Dokładnie tak, jak to jest u ludzi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz