środa, 18 marca 2026

PODRÓŻNICZA ELITA:)

 

Kilka dni przed wyjazdem do Afryki zadzwoniła Madzia, by dodać mi otuchy. Roztaczała piękne wizje tego, co czeka mnie na mojej pierwszej, zorganizowanej przez biuro podróży, objazdowej wycieczce. Oczywiście w rozmowie odniosła się też do tego, że wyjeżdżam bez żadnego towarzysza/towarzyszki. Ale, zdaniem Madzi, to nie problem na tego typu wyjazdach.

- Zobaczysz, jakie tam spotkasz towarzystwo. Na takie wycieczki wyjeżdżają zupełnie inni ludzie niż gdzie indziej. Zobaczysz, kogo tam poznasz. To towarzystwo na zupełnie innym poziomie.

Była to dobra wiadomość. Z optymizmem oczekiwałam więc spotkania z gronem elitarnych, pełnych kultury i obytych w świecie podróżników.

I z takim oczekiwaniem ustawiłam się na lotnisku w kolejce do stanowiska odprawy Rainbow. Oczywiście nie spodziewałam się spełnienia Madzinej zapowiedzi tak od razu. Byłam w drodze od czwartej rano, by na czas zdążyć do Warszawy i tak naprawdę to myślałam tylko o spaniu a nie o nawiązywaniu nowych kontaktów towarzyskich. Kleiły mi się oczy, w opadającej ze zmęczenia głowie nie było miejsca nawet na small talki.

No ale jak to powiedzieć dziadziusiowi, który stanął przede mną w kolejce i rozpoczął nawijanie historia po historii? Zwłaszcza, że naczytałam się o tym, jak to starsi ludzie często bywają samotni, tęskniąc za rozmowami z innymi i snuciem opowieści o własnym życiu. Ich początek był zresztą bardzo interesujący. Trochę wspomnień z dzieciństwa i młodości, rozważania o swojej dwujęzyczności, wrażenia z różnych ciekawych miejsc na świecie. Potem starszy pan przedstawił kilka teorii na temat funkcjonowania mózgu i raportów z badań nad biologicznymi aspektami starzenia. Mimo swoich, jak twierdził, dziewięćdziesięciu dwóch lat, umysł miał ostry, myślenie jasne, bogate słownictwo. Sprawiał wrażenie emerytowanego naukowca, który wciąż śledzi nowości ze swojej dziedziny. Tak, pomyślałam, oto już spotkałam pierwszego turystę z rodzaju takich, o których mówiła Madzia. Pan rzeczywiście wydawał się potwierdzać te domysły każdym słowem. Mówił o tym, że jedzie do Gambii po raz trzydziesty trzeci, a suma jego kilometrów spędzonych w podróży przewyższyła odległość z Ziemi do księżyca. Wow!, no pełen szacun. Byłam oczarowana.

Czar prysł jak bańka mydlana, w momencie, gdy „dziadzio” wyjął telefon. Tylko po to, by pokazać mi zdjęcia jego kolejnych gambijskich „narzeczonych”. Czy muszę dodawać, jak bardzo były młode? Seks turystyka do biedniejszych krajów na świecie to temat często pojawiający się w internecie, ale nigdy nie spotkałam się z nim w tak osobisty sposób.

Kontakt z panem natychmiast mi się urwał. Ale i tak właściwie nadeszła nasza kolej na oddanie bagażu, więc mogłam czym prędzej rozstać się z tą nową znajomością. Dostałam bilet na miejsce przy oknie i zasiadłam w lotniskowej kawiarni nad piernikową latte, błogosławiąc chwile, gdy mogę pobyć trochę w samotności bez poznawania żadnego nowego, nawet najbardziej interesującego towarzystwa, co do którego właśnie nabrałam delikatnych podejrzeń.

Niestety potwierdziły się one na całej linii podczas lotu. Podsumuję to słowami niejakiego Kamila, który dokładnie rok wcześniej dodał opinię na stronie organizatora jego i mojej podróży, choć ja akurat daleka jestem od tego, by winić Rainbow za sytuacje na pokładzie samolotu:

„Biuro wysyła ludzi w czarterze. Już nad Krakowem część pasażerów jest pijana w sztok. Załoga samolotu nic z tym nie robi. 7h leci się z pijakami, którzy drą japy, są wulgarni i nieznośni do samego lądowania na Goa". No cóż, jeśli by zamienić miejsce odlotu na Warszawę, a przylotu na Banjul, to niestety mój lot przez długi czas wyglądał tak samo. Ale może to niewyspanie sprawiło, że było to dla mnie tak niekomfortowe.

W każdym razie jakoś próbowałam jednak sobie tłumaczyć to wszystko, by nie zniechęcić się do elity turystyki masowej. Przynajmniej tak było, dopóki nie stanęłam w kolejce pod drzwiami toalety. Ale gdy po dłuższej chwili przecisnęli się przez jej drzwi pani z panem, to się poddałam. No nie, nie jestem purytanką, ale do tej chwili myślałam, że takie rzeczy dzieją się jedynie w filmie „Emmanuelle”. A już na pewno nie w toalecie samolotu czarterowego, której odwiedzenie podczas długiego lotu samo w sobie bywa czasem dość ekstremalnym doświadczeniem.

Madziu wiem, że Twoje słowa były podyktowane chęcią wsparcia na duchu, ale w tamtej chwili zwątpiłam w ich prawdziwość. Tyle, że nie miałam wówczas ani czasu, ani siły, żeby się tym załamywać. Na szczęście. Bo na miejscu okazało się, że moja grupa była naprawdę na poziomie i spędziłam z nią mnóstwo miłych chwil podczas całej wycieczki. Poznałam ciekawych, fajnych ludzi. A jedna z osób była wręcz absolutnie wyjątkowa. Nasza przewodniczka po prostu mnie urzekła. Ale Małgosia zasługuje na zupełnie odrębny wpis na tym ( czy innym) blogu...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz