Kiedy lata temu zaczynałam pracę w zawodzie pedagoga szkolnego, przekonawszy samą siebie, że to chwilowe zajęcie, to miałam przy tym pewną wizję tego, kto się do takiej pracy nadaje. Zgodnie z nią ów wyobrażony sobie “przyjaciel dzieci i młodzieży” od strony psychiczno-duchowej powinien posiadać wszelkie możliwe przymioty - to miał być po prostu ideał wychowawczy. Pod względem fizycznym zaś stawiałam tylko jeden warunek. Ten ktoś miał koniecznie być ... młody. Bo w moim odczuciu młodość gwarantowała możliwość porozumienia z innymi młodymi, zrozumienia ich świata, udzielenia pomocy w radzeniu sobie z jego najbardziej aktualnymi i dobrze znanymi pomagaczowi problemowymi obszarami.
Konieczność odejścia z zawodu, gdy tylko młodość przeminie, motywowałam mniej więcej takimi słowy:
- Trudno sobie wyobrazić, że dzieciom będzie potrzebna w zmaganiu się z ich problemami sześćdziesięcioletnia, niedosłysząca, niedowidząca babcia, która podpierając się laseczką z trudem przemieszcza się po szkolnym korytarzu do swojego gabinetu. Nie da się pracować w tym zawodzie do emerytury.
Los mnie pokarał za te słowa. Praca w szkole mnie wciągnęła, nie koncentrowałam się na upływających szybko latach. Zanim się spostrzegłam, zrobił ze mnie pedagogiczną babcię. Wprawdzie jeszcze widzę i słyszę dość dobrze (a przynajmniej tak mi się zdaje:) i z laseczki nie korzystam, ale do sześćdziesięciu lat dobiję już w przyszłym miesiącu. Czyli jednak emerytura zastanie mnie na stanowisku pedagoga szkolnego.
Czy mam świadomość problemów, z którymi borykają się współczesne dzieci? Pewnie nie całkiem, ale z latami wykonywania swojego zawodu doszłam do przekonania, że nikt z dorosłych jej nie ma. Bo życie pędzi tak szybko, generując wciąż nowe płaszczyzny, na których pojawiają się wciąż nowe zagrożenia. Nawet nauczyciele tuż po studiach mogą nie mieć pojęcia, z czym muszą mierzyć się osoby kilka, kilkanaście lat młodsze od nich. To już przeważnie zbyt duża różnica wieku. Tym bardziej dotyczy to rodziców, których od własnych dzieci dzieli już całe pokolenie doświadczeń.
Uświadamiam sobie to bardzo ostro uczestnicząc w kolejnych szkoleniach doskonalących warsztat pracy. Formuła online jest tu genialną pomocą. Nigdy nie udało mi się wziąć udziału w tylu konferencjach, kursach, warsztatach, co podczas pracy zdalnej. Zawsze brakowało czasu albo możliwości zwolnienia z pracy. Teraz zaś wystarczy tylko usiąść przy komputerze - koniec z dojazdami w różne, czasem naprawdę odległe miejsca. Mało tego, większość webinarów odbywa się wieczorem - na spokojnie po skończonym dniu nawet domowej pracy. I jest tego tyle, że można wybierać naprawdę same wyjątkowo ciekawe oferty. Więc wybieram, uczestniczę i korzystam...
Ostatnio dość dużo czasu poświeciłam doskonaleniu zawodowemu z zakresu bezpieczeństwa uczniów w świecie nowych technologii. Ten przykład chyba najlepiej uświadamia, jak bardzo trudno nam dorosłym nadążyć za zmianami, które są udziałem naszych dzieci.
Niedawno jeden z szóstoklasistów spytał mnie, jakie są moje ulubione gry komputerowe. Uczciwie odpowiedziałam, że nie gram w takie. P.... na to:
- No dobra, ale w co Pani grała, gdy była mała?
Nasze dzieci zastały świat już z całym dobrodziejstwem (i przytłaczającym bagażem) technologii, o których nam się kiedyś nie śniło. Na moich oczach do codziennego użytku weszły najpierw magnetowidy, potem komórki, komputery, wreszcie sieci internetowe. Teraz widzę, że nawet własnych dzieci nie byłam w stanie przygotować na zderzenie się z zagrożeniami, które przyniosły. Nie miałam o nich pojęcia. Nowinki techniczne zawsze wymagają czasu, by dokładnie zbadać ich możliwości. Problem w tym, że dzieci eksperymentują z nimi w tym samym czasie, a nawet wielokrotnie wcześniej i szybciej niż my. W jaki sposób więc możemy je przygotować na rozsądne i bezpieczne używanie nowych technologii? Bo mam wrażenie, ze kiedy już my dorośli sformułujemy wreszcie zasady dotyczące konkretnego obszaru technologicznego, to młodzi już są w jakimś kolejnym. Jakby zawsze o krok przed nami...
Teraz widzę więc, że nawet jako matka nie przygotowałam moich dzieci na nowinki, w które weszli przede mną - media społecznościowe, internetowy hejt, cyberprzemoc... W szkole też dopiero od niedawna o tym mówimy. Nawet jeśli staramy się ją zmieniać i przystosowywać do współczesności, to i tak nie nadążamy za życiem.
Przy okazji ostatniej konferencji online na temat bezpieczeństwa dzieci w sieci mieliśmy okazję obejrzeć film dokumentalny pt. “Influencer”. Dla nas dorosłych znów nowy obszar zainteresowań, ale, jak się wydaje, przez naszych uczniów już od dawna eksplorowany. No bo jak inaczej rozumieć wyniki badań, o których napisano w tekście reklamującym dokument?
“Influencer. W pogoni za lajkami” to film opowiadający o tym, jak działa świat nastoletnich influencerów, którzy obecnie są dla wielu dzieci i nastolatków autorytetem i wzorem do naśladowania. Ich obserwatorzy podążają za ich podpowiedziami (np. zakupowymi), patrzą na ich życie, pełne bogactwa, luksusu i blichtru. Pragną dosięgnąć do pokazywanego ideału. Sami pragną zostać influencerami, czego dowodzą badania na temat preferowanych zawodów - aż 48% badanych dziewcząt w wieku 10-15 lat widzi swoją karierę w prowadzeniu swojego kanału w mediach społecznościowych.”
https://www.facebook.com/bezpiecznyinternet/photos/gm.1011425603041099/4247846998615354/
To niesamowite, że dopiero zaczynamy mówić o tym zjawisku, gdy przybrało ono tak masowe rozmiary. Czy my w ogóle jeszcze rozumiemy świat naszych dzieci?
Świat influencerów, youtuberów, vlogerów wszelkiej maści...
Streamują (transmisja na żywo w internecie ) teraz chyba wszyscy - autystyczna dziewczynka przedstawia się na moich zajęciach (i nie tylko) jako youtuberka i chwali się swoimi wrzutkami do sieci, chłopczyk z trzeciej klasy, który jeszcze niestety nie nauczył się czytać i pisać bierze przykład ze swojego idola Friza z Ekipy i umieszcza filmiki w internecie, przeżywając wzrastające (lub nie) ilości lajków, nawet mój syn działa w ramach jakiejś stworzonej przez siebie grupy poświęconej grom komputerowym. Czy my dorośli potrafimy w pełni zrozumieć ten świat? Świat równoległy, w którym żyją nasze dzieci? Świat, wydający nam się często iluzją, wykreowaną dla zysku wizją, kłamstwem stworzonym pod jak najliczniejszą publikę?
Ale dzieci trudno byłoby o tym przekonać. Dla młodych ludzi to wzorzec wyznaczający zachowania, ideał życiowy, marzenie, za którym podążają... Jako dorośli nie potrafiliśmy ich ustrzec przed takim widzeniem świata oglądanego na ekranach monitorów i komórek. I żadne to pocieszenie, że w przyszłości oni też nie ustrzegą swoich dzieci przed zagrożeniami, które jeszcze nadejdą. Nawet jeśli będą mieli do pomocy w tym zadaniu cały sztab bardzo młodych pedagogów...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz