czwartek, 19 listopada 2020

MAGIA DROBNYCH SPRAW


 Jeszcze wczoraj rozsyłając przez messengera tę fotkę zrobioną w ostatnich promieniach zachodzącego słońca, wymieniałam ze znajomymi słowa zachwytu nad zjawiskowym obliczem tegorocznej jesieni.


- złoty listopad - napisała siostra. Kto by się spodziewał, że tak właśnie można będzie podsumować miesiąc, który do niedawna stanowił dla nas symbol jesiennej szarugi.

 - I nawet z motylami, które fruwają po domu:)- dorzucam, załączając kolejne listopadowe zdjęcie.

- Dokładnie😉  - otrzymuję natychmiastową odpowiedź wraz z fotką Moniki:)

fot. Monika

Tak było wczoraj. A dziś... otworzyłam oczy i ujrzałam świat zabielony pierwszym przygruntowym przymrozkiem. Zapowiedź nadchodzącej zimy. Śmierć ostatnich nasturcji w ogródku. Oszronione płatki czerwonego anemona. I zmroziło się lekko serce. No bo niby wiedziałam, że zima nadejść musi, ale trochę udawałam, że może niekoniecznie do mnie... Bo mnie tak dobrze było w tej złocistej jesieni.

A tak w ogóle to myślę, że zima jest dobra dla dzieci. A ja, no cóż, ja się zestarzałam...


Co prawda, potem już dzisiejszy dzień starał się jak mógł, nadrobić niekorzystne wrażenie, jakie wywołał na samym wstępie. Ale mój humor długo pozostawał lekko zważony. Nawet spacer w jesiennym słonku nie od razu pomógł, choć mam teraz nowego towarzysza wypadów nad rzekę .


Maksiu - cudowny, malamutowy mieszaniec od sąsiadów postanowił być mi pocieszycielem podczas żałoby po moim ukochanym psim Przyjacielu. To prawdziwa magia. Bo podczas tego weekendu Maksiu zjawił się przy moim boku w momencie, gdy tęsknie patrzyłam w stronę rzeki i sprawiał wrażenie, jakby chciał, żebyśmy poszli razem. Czy mogłam go nie posłuchać?

A ze wszystkich psów na świecie, to właśnie obecność Maksia jest dla mnie teraz najbardziej kojąca. Towarzystwo ojca Lunkowego szczeniaczka. Psa, który stanął nad grobem Luny w momencie, gdy złożyliśmy w nim jej ciało. Czy to nie jest zdarzenie rodem z bajek dla dzieci w disneyowskim stylu? Maksiu i ja w czasie pogrzebania Luny. A teraz Maksiu i ja w miejscu, gdzie mi jej najbardziej brakuje. Jak pomost między przeszłością a przyszłością. Magia trwa nadal.










Teraz wystarczy tylko machnąć ręką na Maksia za płotem, a już jest przy nodze. Na kolejnym spacerze. Dla Maksia żaden płot nie jest zbyt wysoki:)

Oglądaliśmy więc wczoraj we dwoje zmiany, jakie zachodzą teraz na świecie. Gospodarskim okiem trzeba było przecież zerknąć przed zimą na owoce drzew i krzewów, które, mam wrażenie, jakby kwitły nad rzeką dopiero wczoraj - kasztanowców, ligustru, kaliny. Na łące pod domem znaleźliśmy malutkie czerwone jabłuszka opadłe z połamanej jabłonki, owocuje głóg i dzika róża. Na gruszy, pod którą tak lubiłam fotografować Lunkę, ostał się jeszcze jakiś zagubiony i zasuszony owoc. Tylko orzechy i żołędzie wyzbierane do czysta - trochę przez ludzi, a trochę przez dziki, które o nas wciąż pamiętają. 
Sarenki natomiast zaczęły grasować nawet w moim ogródeczku - objadły mi dalię i czerwoną stokrotkę. Fotografuję je we mgle o świcie już w burych, zimowych futerkach.


- Takim Słodziakom można wybaczyć- pisze Ania. Wybaczam.

Po nocnym przymrozku liście z drzew sypią się jak złoty deszcz. Już niedługo na pustych konarach będzie się zwieszać jedynie nostalgia.

Ale może nie będę miała dla niej zbyt dużo czasu tej jesieni. Nauczanie zdalne zabiera mi go więcej niż mogłabym przypuszczać. Ale umiem już sporo i wciąż się uczę. A spokój łapię w otwarte ramiona - ile tylko zdołam go objąć.
Czuję, jakby moje życie powracało na wiosenne tory, kiedy to z domowego azylu podglądałam jedynie to, co działo się w głównym nurcie świata, właściwie w nim nie uczestnicząc. Bardzo mi to odpowiada w tych czasach pełnych szaleństwa. Zwłaszcza, że świat pogrąża się dalej, o czym można co dnia usłyszeć i przeczytać w mediach, ot, np. w artykule pt. “Lekarze nie pozostawiają złudzeń. “System się zawalił", a ja nie mam na to żadnego wpływu (https://www.money.pl/gospodarka/lekarze-nie-pozostawiaja-zludzen-system-sie-zawalil-krzyk-rozpaczy-minierstwa-6572009160338112a.html).











Jestem już zmęczona rolą kronikarza czasów zarazy, którą na siebie wzięłam. Nie chcę dłużej koncentrować się na ogólnoludzkich problemach, sprawiających, że czuję się coraz bardziej nieszczęśliwa z powodu bezsilności. Mój świat składa się z rzeczy małych, więc teraz będę znów skupiać się na swoich drobiazgach. Tych, z którymi obcuję na co dzień. W nich znajduję siłę do przetrwania.

- Pamiętasz o winie online? - pyta wieczorem Paulina przed kolejnym spotkaniem zdalnym, dedykowanym moim urodzinom.

- Tak, już się doczekać nie mogę:)

 I niech ta magia drobnych spraw trwa i daje moc...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz