Jeszcze wczoraj rozsyłając przez messengera tę fotkę zrobioną w ostatnich promieniach zachodzącego słońca, wymieniałam ze znajomymi słowa zachwytu nad zjawiskowym obliczem tegorocznej jesieni.
- złoty listopad - napisała siostra. Kto by się spodziewał, że tak właśnie można będzie podsumować miesiąc, który do niedawna stanowił dla nas symbol jesiennej szarugi.
- I nawet z motylami, które fruwają po domu:)- dorzucam, załączając kolejne listopadowe zdjęcie.
- Dokładnie😉 - otrzymuję natychmiastową odpowiedź wraz z fotką Moniki:)
![]() |
| fot. Monika |
Tak było wczoraj. A dziś... otworzyłam oczy i ujrzałam świat zabielony pierwszym przygruntowym przymrozkiem. Zapowiedź nadchodzącej zimy. Śmierć ostatnich nasturcji w ogródku. Oszronione płatki czerwonego anemona. I zmroziło się lekko serce. No bo niby wiedziałam, że zima nadejść musi, ale trochę udawałam, że może niekoniecznie do mnie... Bo mnie tak dobrze było w tej złocistej jesieni.

A tak w ogóle to myślę, że zima jest dobra dla dzieci. A ja, no cóż, ja się zestarzałam...
Co prawda, potem już dzisiejszy dzień starał się jak mógł, nadrobić niekorzystne wrażenie, jakie wywołał na samym wstępie. Ale mój humor długo pozostawał lekko zważony. Nawet spacer w jesiennym słonku nie od razu pomógł, choć mam teraz nowego towarzysza wypadów nad rzekę .

A ze wszystkich psów na świecie, to właśnie obecność Maksia jest dla mnie teraz najbardziej kojąca. Towarzystwo ojca Lunkowego szczeniaczka. Psa, który stanął nad grobem Luny w momencie, gdy złożyliśmy w nim jej ciało. Czy to nie jest zdarzenie rodem z bajek dla dzieci w disneyowskim stylu? Maksiu i ja w czasie pogrzebania Luny. A teraz Maksiu i ja w miejscu, gdzie mi jej najbardziej brakuje. Jak pomost między przeszłością a przyszłością. Magia trwa nadal.
- Takim Słodziakom można wybaczyć- pisze Ania. Wybaczam.

Po nocnym przymrozku liście z drzew sypią się jak złoty deszcz. Już niedługo na pustych konarach będzie się zwieszać jedynie nostalgia.
Ale może nie będę miała dla niej zbyt dużo czasu tej jesieni. Nauczanie zdalne zabiera mi go więcej niż mogłabym przypuszczać. Ale umiem już sporo i wciąż się uczę. A spokój łapię w otwarte ramiona - ile tylko zdołam go objąć.

Jestem już zmęczona rolą kronikarza czasów zarazy, którą na siebie wzięłam. Nie chcę dłużej koncentrować się na ogólnoludzkich problemach, sprawiających, że czuję się coraz bardziej nieszczęśliwa z powodu bezsilności. Mój świat składa się z rzeczy małych, więc teraz będę znów skupiać się na swoich drobiazgach. Tych, z którymi obcuję na co dzień. W nich znajduję siłę do przetrwania.
- Pamiętasz o winie online? - pyta wieczorem Paulina przed kolejnym spotkaniem zdalnym, dedykowanym moim urodzinom.
- Tak, już się doczekać nie mogę:)
I niech ta magia drobnych spraw trwa i daje moc...

































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz