piątek, 21 sierpnia 2020

WRACAJĄC Z WAKACJI

Gdy życie w dalszym ciągu uparcie odmawiało spełniania moich życzeń, to mąż postanowił podjąć się tego zadania - przynajmniej w takim zakresie, jaki był w jego mocy. Na zakończenie urlopu zdrowotnego zaplanował tak bardzo mi potrzebny wakacyjny wyjazd. W czasach zarazy wybraliśmy kierunek Podlasie - bo nieturystycznie, bezpiecznie, spokojnie i praktycznie bez zakażeń koronawirusem (ich ilość w całym regionie, to tylko, jak podawały statystyki, 6 osób dziennie). Zdecydowaliśmy się pojechać tam na parę dni, gdy tylko mąż poczuł się lepiej. 

I naprawdę nie mogliśmy znaleźć lepszego miejsca na odpoczynek i zebranie sił na dalsze życiowe wyzwania i konieczności. Ale o Podlasiu napiszę więcej po zakończeniu naszej podróży.

Bo teraz jeszcze wciąż przebywamy poza domem. Wczoraj zjechaliśmy z Podlasia do niewielkiej wsi niedaleko Sandomierza. Korzystamy z kuponu Grouponu - właśnie zaczął się nasz luksusowy weekend w Dworze Dwikozy. Ma być relaksująco i bez pośpiechu na koniec wakacji. Złapanie ostatniego oddechu, zanim związane ze szkołą szaleństwo rozpęta się na dobre.

W poniedziałek muszę stawić się już na pierwszą konferencję, dotyczącą organizacji nowego roku szkolnego. A ta świadomość jednak sprawia, że nie jestem w stanie się tak do końca teraz wyluzować. Zamiast wylegiwać się na leżaczku przed dworem, siedzę więc przed komputerem i szukam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i wątpliwości, które nie dają mi spokoju.

Internet ma to do siebie, że przechowuje wszelkie umieszczone w nim informacje. Sięgam do tych z początków zarazy. I cóż czytam w wiadomościach podanych 11 marca, czyli niewiele ponad 5 miesięcy temu?

“Podjęliśmy decyzję o zamknięciu wszystkich placówek oświatowych i szkół wyższych na dwa tygodnie - poinformował w środę premier Mateusz Morawiecki. W czwartek i piątek szkoły zapewnią opiekę, ale nie będzie w nich lekcji. (...) Zaapelował jednak, by już od czwartku ci, którzy mogą, powstrzymali się od posyłania dzieci do szkoły.”

https://tvn24.pl/polska/koronawirus-w-polsce-szkoly-przedszkola-i-zlobki-zamkniete-w-calym-kraju-na-dwa-tygodnie-4344016

Artykuł ten zaraz po wstępie jest przerwany inną wiadomością, która brzmi:

“Ministerstwo Zdrowia potwierdziło w środę trzy kolejne przypadki koronawirusa w Polsce. Tym samym łączna liczba zakażonych koronawirusem wzrosła do 25 osób.”

Te informacje pojawiły się pod linkiem, głoszącym drukowanymi literami: “KORONAWIRUS SIĘ ROZPRZESTRZENIA. RAPORT TVN24.PL>>>”

Oczywiście zamknięcie placówek przedłużyło się do końca roku szkolnego. Ale znamienny jest tu fakt, że proces ten rozpoczął się przy stanie 25 osób zarażonych w całym kraju, co w dzisiejszej fazie rozwoju koronawirusa wydaje się wizją omal wymarzonego bezpieczeństwa.

Tymczasem dzisiejszego ranka, gdy oglądałam w naszym hotelu TVN Info, to na czerwonym pasku u dołu ekranu wyczytałam następujące hasła (również drukowanymi literami): 

pierwsze -“MZ: 903 NOWE ZARAŻENIA KORONAWIRUSEM”, 

a zaraz po nim kolejne: “BEZPIECZNY POWRÓT DZIECI DO SZKOŁY 1 WRZEŚNIA”. 

I chwilami myślę, że to nie dzieje się naprawdę, że to jakiś matrix. To, że w takiej sytuacji czeka nas wszystkich powrót do szkół - i co trzeba wyraźnie podkreślić: bez żadnej ochrony, z jakimiś zaledwie mydleniem społeczeństwu oczu, jest trudne do uwierzenia, a nawet do wyobrażenia. Pojutrze rozpocznie się dla mnie horror oczekiwania. Myślę tak jak wielu nauczycieli, że pytanie w tej kwestii nie brzmi “czy?” tylko “kiedy?” 

Ania radzi, by w ogóle nie wracać do szkoły. Ale raczej nie mogę sobie na to pozwolić. Urlopu przedłużyć się nie da, a trudno zwolnić się z pracy, gdy jest się w wieku przedemerytalnym. No i wiadomo, że żyć z czegoś trzeba. 

Jeszcze nie wiem, jak to zorganizować, by w razie czego nie zarazić również męża. Chyba przyjdzie nam się w ogóle nie stykać ze sobą. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego władza funduje nam taki koszmar. Na facebooku koleżanki z pracy ktoś, równie jak ja przygnębiony sytuacją, pyta, czy Minister Edukacji Narodowej zapłaci za jego pogrzeb. Czy to się dzieje naprawdę?

Kończę, by jeszcze podjąć próbę zapomnienia o tym wszystkim podczas wycieczki do cudnego Sandomierza. To moja ostatnia szansa na beztroski luz, bo jutro już stąd wyjeżdżam i wracam do zawodowej rzeczywistości, która mnie po prostu przeraża. Nie ma z mojej strony zgody na rozwiązywanie problemów ogółu społeczności kosztem mojego życia. Ono jest mi potrzebne, by jeszcze zadbać o męża i syna, dość już było bólu w historii naszej rodziny. 

I jeśli by nawet minister zapłacił za mój pogrzeb, to mnie to jakoś nie satysfakcjonuje. Są przecież jeszcze inne, dużo lepsze rozwiązania, które w czasie pandemii pozwolą zachować życie takim osobom jak ja.

Swoją długoletnią pracą w zawodzie panie ministrze nie zasłużyłam teraz na karę śmierci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz