wtorek, 15 października 2019

SERBIA - RELAKS DLA CIAŁA I BALSAM DLA DUSZY - Ovčar Banja

Poprzedni odcinekSERBIA - NOC W MONASTYRZE STUDENICA
💟


Bałkany – 34 dni na 34 - tą rocznicę ślubu - odcinek ósmy - SERBIA


Dzień podróży: 7-9 (28 - 30.07)



Nocleg w Ovčar Banji zaplanowałam posługując się innym niż poprzednio kluczem. Otóż mąż wyświetlił mi pewnego dnia mapkę monastyrów w Serbii. Nie było takiej możliwości, by pominąć miejsce, gdzie aż się od nich roiło. O uzdrowisku czytam w anglojęzycznej Wikipedii (tłumacz google): „Położone w pobliżu wąwozu Ovčar-Kablar w dolinie Zachodniej Morawy, znane jest jako „serbska góra Athos” (https://en.wikipedia.org/wiki/Ov%C4%8Dar_Banja).


Dokładniejsza analiza mapki pozwala też wytypować miejsce na nocleg idealny dla naszych potrzeb. Wellness Centar Kablar to najdroższy z naszych hoteli w całej podróży po Serbii, ale za to z gwarancją, że tu nabierzemy sił przed dalszym objazdem kolejnych bałkańskich krajów.


Ze Studenicy musimy do niego jechać w odwrotnym kierunku niż planowana wkrótce potem Macedonia. Trochę, jakbyśmy wracali w stronę Polski. Ale co tam, gdybyśmy nie obrali takiej kluczącej, a nawet "nieco" nielogicznej drogi, to przejazd przez Serbię mógłby znów zamienić się w tranzyt. A przecież my chcemy pozwiedzać, co tylko się da.


Pierwsza okazja nadarza się już niebawem, bo ciężko byłoby ominąć Monastyr Žica, który jest chyba jednym z najlepiej reklamowanych (przynajmniej na kierunkowskazach) w całej Serbii. Wiąże się też z piękną opowieścią:
„Według legendy przyszły święty arcybiskup Serbii został doprowadzony do budynków klasztornych przez zesłaną z nieba złotą nić (serb. žiča). Stąd też pochodzi potoczna nazwa monasteru” - można przeczytać na stronie  https://pl.wikipedia.org/wiki/Monaster_%C5%BDi%C4%8Da.

Niezwykłą ceglastoczerwoną bryłę klasztoru fotografuję tylko z zewnątrz, bo we wnętrzu nie chcę znów złamać jakiegoś zakazu (przekonałam się już, że to, iż go nie widzę, nie znaczy, że go nie ma). W czasie zwiedzania mam za to okazję w bonusie obejrzeć film o odbudowie monastyru, wyświetlany przez siostrzyczki w przedsionku świątyni dla jakichś oficjeli, składających tam wizytę w tym samym czasie, co my. Potem jeszcze zakupy w przyklasztornym sklepiku – i od tej pory likier morelowy (liker od kajsije) musi zastąpić nieobecne tu wino jeżynowe podczas wznoszenia toastów za kuma i przyjaciół:).


Niestety wkrótce się okaże, że wybieranie trunków ze względu na kolor nie jest najlepszym pomysłem. Pięknie wyglądający likier jest niezbyt fortunnym połączeniem przecieru z moreli z rakiją, na dodatek ta mieszanka wciąż fermentuje, wywalając korek w czasie potrząsania w wyższej temperaturze (czyli podczas każdego przejazdu samochodem:(. Nie byłam w stanie „zmęczyć” tego wynalazku przez pozostałe 30 dni podróży (nawet toastami - wybaczcie mi kumie i przyjacielu:( - aż do powrotu do Polski:(.


Pozostając w klimatach poznawania Serbii od kuchni (znaczy się żołądkiem) w dalszej drodze raczymy się gulaszem na przydrożnym stoisku.  I to jest naprawdę strzał w dziesiątkę!

Tego pana polecamy z czystym sumieniem.


I to jedzonko (gulasz z grilowanym pepperoni). Po prostu niebo w gębie.


Następna kulinarna uczta czeka nas w restauracji naszego hotelu (pobyt z wyżywieniem) w czasie kolacji, ... a potem w czasie śniadania, kolejnej kolacji i jeszcze jednego śniadania... To już nie jest zaspokajanie głodu – to najprawdziwsze ucztowanie.


Podczas pierwszego posiłku spotkała mnie zabawna sytuacja w restauracji. Recepcjonistka podeszła wskazując na moje ubranie. W pierwszym momencie przeraziłam się, że może szybkoschnąca bluzeczka w kolorze fuksji, którą każdorazowo ubieram do podróży, nie jest najlepszym strojem do kolacji. Ale nie, przy sąsiednich stolikach widzę osoby znacznie skromniej ubrane, wręcz rozebrane. I na pewno nie są to wieczorowe stroje w serbskim wydaniu. 

No cóż, nie dogadałam się z recepcjonistką, żadne gesty rozbierania, czy ubierania nie pomogły. W końcu kobieta machnęła ręką i pozwoliła mi spokojnie zjeść. Zapomniałam szybko o całej sprawie, a po powrocie do pokoju zastałam tam... szlafroki, które w międzyczasie zostały dostarczone z recepcji:)



Ale Wellness Centar Kablar możemy polecić nie tylko ze względu na jedzenie i miłą, uczynną obsługę. Znajdujemy  tam wygodny pokoik, a przede wszystkim możliwość skorzystania z kąpieli w wodach termalnych wewnętrznego basenu. Zewnętrzny, na który mamy widok z okna, z jakiegoś powodu nie został napełniony ani raz w czasie naszego pobytu.


Jak czytam na stronie obiektu  http://www.wellnesscentar-kablar.com/ (tłumacz google): „Woda lecznicza Uzdrowisko Ovčar, którego temperatura wynosi 38˚C, należy do kategorii homeoterm (normalna temperatura ciała ludzkiego), przez co zostało ustalone, że ​​w tych temperaturach dochodzi do największej wymiany substancji z wód mineralnych i ciała ludzkiego. Zawiera: makroelementy wapnia i sodu oraz potas, lit, rybid, cez, stront, bar, jod, brom, fosfor, fluor i mangan.” 

Dalej następuje wyliczenie chorób, które tam można wyleczyć i dowiaduję się z niego, że jest to miejsce również dobre dla mnie ze względu na spondylozę (tak, sprawdziłam w internecie tę nieznaną mi nazwę i okazało się, że to zespół zwyrodnień kręgosłupa).


Tak więc moczę się w basenie, ile się tylko da, wchłaniając, co tylko się da i pozbywając wszystkich możliwych spondylozowych dolegliwości. Wychodzę z wody zaledwie na posiłki, no i oczywiście na zwiedzanie (jakby nie było, przecież te monastyry, no i Athos w serbskim wydaniu...).



Okolice rzeczywiście są prześliczne. O naszej miejscowości czytam na stronie hotelu (tłumacz gogle): „Otoczona jest zalesionymi górami Ovčar (985 m) i Kablar (890 m)”, a o wąwozie, że „jest częścią niezwykłej różnorodności krajobrazu, piękna i atrakcyjności”:) - http://www.wellnesscentar-kablar.com/ovcar-banja-lokacija.html. 



Myślę, że na specjalną wzmiankę zasłużyła też rzeka Zachodnia Morawa, meandrująca na tym terenie w sposób niewiele odbiegający od Uvaca. Widzę to na zamieszczonych na stronie hotelu zdjęciach, robionych z którejś z gór otaczających wąwóz (ewentualnie z drona?). 



My tak wysoko nie dotarliśmy i z naszych słabo widokowych (choć w moim odczuciu prześlicznych) miejsc, mogliśmy podziwiać jedynie poszczególne zakola lub ich fragmenty - fotorelacja 1. Wpadam znów na pomysł przejażdżki łódkami, ale poza niedzielą (dzień naszego przyjazdu do Ovčar Banji), już ich później nie widzimy.


Na stronie hotelu jest też zakładka „Manastiri”, gdzie wyliczono dziesięć takich obiektów (i do tego dwie cerkwie). My zwiedzamy te na lewym brzegu Morawy. I przyznam szczerze, że jeżeli bym kiedyś miała przebywać jako mniszka w jakimś serbskim klasztorze, to chciałabym, żeby to był któryś z nich. Panujący tam spokój nie ma sobie równych, a uroda otaczającej przyrody po prostu powala na kolana.



Oto one – przedstawiam klejnoty centralnej Serbii:

1. Jako pierwszy odwiedzamy (żeński) Manastir Nikolje - fotorelacja 2. To po prostu prawdziwe cudo. Znajduje się nad samą rzeką i jest bujnie ukwiecony - widać kobiecą rękę przemykających po nim siostrzyczek, zamieszkałych tam razem z kotami. Fotografuję tylko z zewnątrz – już mi to chyba weszło w krew.

Obsługują nas wolontariuszki – jedna otwiera nam cerkiew i monastyrski sklepik (no cóż – oprócz wielu innych pamiątek wzbogacam się o leczniczą travaricę – jest tak zdrowa, że jak się okazuje, nie sposób jej pić, eh:), druga częstuje chłodną wodą i wyrabianym  w klasztorze rachatłukum z orzechami (ale pycha!). Cudne miejsce, żeby się wyciszyć pod kiściami winogron w altanie. Mogłabym tam wypoczywać cały dzień i tylko perspektywa kolejnego bliskiego spotkania z  termalną wodą skłania mnie do powrotu.


2. Drugim odwiedzonym miejscem był (również żeński) Manastir Uspenje - fotorelacja 3. Tam akurat nie spotkaliśmy żadnej z sióstr. Rzeczywiście miejsce wyglądało jak pogrążone we śnie i tylko obecność robotników, remontujących wieżę, dodawała mu życia. 


Klasztor jest ślicznie położony nad zakolem Morawy, cerkiew otwarta i nie pilnowana – pozwoliłam sobie zrobić zdjęcia wnętrza, bo odnowionym malowidłom nie powinno to sprawić większej szkody.



3. Tego dnia trafiamy również do Manastiru Jovanje (męskiego, co było widoczne:) - fotorelacja 4. Wszystko w nim piękne, ale już te szczegóły, tak dopracowane w żeńskich klasztorach, jakoś tam nie rzucały się w oczy. Ale za to jaka gościnność! 


Młody mnich całkowicie nas ujął serdecznością – poświęcił nam mnóstwo uwagi, pokazał wnętrze świątyni (zachęcając nawet do robienia zdjęć – malowidła i w tej świątyni są  odnowione, więc można), poczęstował wodą i słodyczami (ale tu już nie domowymi, jak u kobiet), otworzył sklepik. Efekt? Zbiór pamiątek wzbogacony likierem z melisy (liker od matičnjaka - "Jako je dobar kod nervoze, želuca, kod umora, za opuštanje organizma.....", ale ponieważ to też zdrowotny trunek, to już nawet nie miałam odwagi próbować go w tej podróży). No i spory datek na klasztor - wszystko to zasługa niesamowitego mnicha (jak go podsumował mój mąż – „jest młody, przed nim jeszcze całe życie, spędzone na modlitwie”).


4. (Żeński) Manastir Blagoveštenje  jest ostatnim, jaki zwiedzamy w wąwozie Ovčar-Kablar. Obiekt, najbliższy naszemu hotelowi, wygląda urzekająco – to naprawdę wyjątkowe miejsce z cudownie zachowanymi starymi freskami. 


Oczywiście z tego względu fotografowanie było możliwe tylko z zewnątrz. Wnętrza pilnowała stara mniszka, która specjalnie się nami nie zainteresowała. 



Pewnie dlatego, że była bardzo przejęta wizytą prawosławnego duchownego i czym prędzej starała się nas pozbyć, by zorganizować dla niego gościnę. My – no cóż, pozostawieni sami sobie, wodą i śliwkami poczęstowaliśmy się sami (leżały sobie i czekały na stoliku na werandzie na pewno właśnie na nas:).


Oczywiście mieliśmy czas, by podczas pobytu w Ovčar Banji zwiedzić więcej znajdujących się tam monastyrów. Ale to raczej nie miałoby większego sensu. Obawialiśmy się, że wówczas wszystkie one zlałyby się nam w jedno. Poza tym, należało sobie pozostawić co najmniej sześć powodów (plus dwa w formie cerkwi), by tam wrócić. 


Można było również pozwiedzać w bardziej intensywny sposób okolicę. W hotelu Wellness Centar Kablar to mąż odnalazł internetowy blog Dominiki Mróz (bo świat jest mały:) i po przeczytaniu jej wpisu trochę zazdrościłam chodzenia po górach (w naszej sytuacji zdrowotnej chyba już do tego nie wrócimy:(. 


Ale te wszystkie myśli o niedoskonałościach w naszej podróży przychodziły mi do głowy tylko do momentu powrotu do ciepłej kąpieli. Bo tak naprawdę, gdybym miała przeżyć jeszcze raz wyjazd do Ovčar Banji, to nie zmieniłabym w nim niczego. Był w podróży najlepszym relaksem dla ciała i balsamem dla duszy.



Ciąg dalszy we wpisie: SERBIA - PRZEZ GUČĘ DO MACEDONII





ZAKOLA ZACHODNIEJ MORAWY (nasz punkt widokowy:) - fotorelacja 1





























MONASTYR NIKOLJE - fotorelacja 2













MONASTYR USPENJE - fotorelacja 3








MONASTYR JOVANIE - fotorelacja 4































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz