Poprzedni odcinek: SERBIA - NOC W MONASTYRZE STUDENICA
💟
Bałkany – 34 dni na 34 - tą rocznicę ślubu - odcinek ósmy - SERBIA
Dzień podróży: 7-9 (28 - 30.07)
Nocleg w Ovčar Banji zaplanowałam
posługując się innym niż poprzednio kluczem. Otóż mąż wyświetlił mi pewnego dnia
mapkę monastyrów w Serbii. Nie
było takiej możliwości, by pominąć miejsce, gdzie aż się od nich roiło. O
uzdrowisku czytam w anglojęzycznej Wikipedii (tłumacz google): „Położone w
pobliżu wąwozu Ovčar-Kablar w dolinie Zachodniej Morawy,
znane jest jako „serbska góra Athos” (https://en.wikipedia.org/wiki/Ov%C4%8Dar_Banja).
Dokładniejsza analiza mapki
pozwala też wytypować miejsce na nocleg idealny dla naszych potrzeb. Wellness
Centar Kablar to najdroższy z naszych hoteli w całej podróży po Serbii, ale za to z
gwarancją, że tu nabierzemy sił przed dalszym objazdem kolejnych bałkańskich
krajów.
Ze Studenicy musimy do niego
jechać w odwrotnym kierunku niż planowana wkrótce potem Macedonia. Trochę,
jakbyśmy wracali w stronę Polski. Ale co tam, gdybyśmy nie obrali takiej kluczącej,
a nawet "nieco" nielogicznej drogi, to przejazd przez Serbię mógłby znów zamienić
się w tranzyt. A przecież my chcemy pozwiedzać, co tylko się da.
Pierwsza okazja nadarza się już
niebawem, bo ciężko byłoby ominąć Monastyr Žica, który
jest chyba jednym z najlepiej reklamowanych (przynajmniej na kierunkowskazach)
w całej Serbii. Wiąże się też z piękną opowieścią:
„Według legendy przyszły święty
arcybiskup Serbii został doprowadzony do budynków klasztornych przez zesłaną z
nieba złotą nić (serb. žiča). Stąd też pochodzi potoczna nazwa monasteru”
- można przeczytać na stronie https://pl.wikipedia.org/wiki/Monaster_%C5%BDi%C4%8Da.
Niezwykłą ceglastoczerwoną bryłę
klasztoru fotografuję tylko z zewnątrz, bo we wnętrzu nie chcę znów złamać
jakiegoś zakazu (przekonałam się już, że to, iż go nie widzę, nie znaczy, że go
nie ma). W czasie zwiedzania mam za to okazję w bonusie obejrzeć film o
odbudowie monastyru, wyświetlany przez siostrzyczki w przedsionku świątyni dla
jakichś oficjeli, składających tam wizytę w tym samym czasie, co my. Potem
jeszcze zakupy w przyklasztornym sklepiku – i od tej pory likier morelowy (liker
od kajsije) musi zastąpić nieobecne tu wino jeżynowe podczas wznoszenia toastów
za kuma i przyjaciół:).
Niestety wkrótce się okaże, że
wybieranie trunków ze względu na kolor nie jest najlepszym pomysłem. Pięknie wyglądający
likier jest niezbyt fortunnym połączeniem przecieru z moreli z rakiją, na
dodatek ta mieszanka wciąż fermentuje, wywalając korek w czasie potrząsania w
wyższej temperaturze (czyli podczas każdego przejazdu samochodem:(. Nie byłam w stanie „zmęczyć”
tego wynalazku przez pozostałe 30 dni podróży (nawet toastami - wybaczcie mi kumie i przyjacielu:( - aż do powrotu do Polski:(.
Pozostając w klimatach poznawania
Serbii od kuchni (znaczy się żołądkiem) w dalszej drodze raczymy się gulaszem
na przydrożnym stoisku. I to jest
naprawdę strzał w dziesiątkę!
Tego pana polecamy z czystym
sumieniem.
I to jedzonko (gulasz z grilowanym pepperoni). Po prostu niebo w
gębie.
Następna kulinarna uczta czeka
nas w restauracji naszego hotelu (pobyt z wyżywieniem) w czasie kolacji, ... a potem w
czasie śniadania, kolejnej kolacji i jeszcze jednego śniadania... To już nie jest
zaspokajanie głodu – to najprawdziwsze ucztowanie.
No cóż, nie dogadałam się z recepcjonistką, żadne gesty rozbierania, czy ubierania nie pomogły. W końcu kobieta machnęła ręką i pozwoliła mi spokojnie zjeść. Zapomniałam szybko o całej sprawie, a po powrocie do pokoju zastałam tam... szlafroki, które w międzyczasie zostały dostarczone z recepcji:)
Ale Wellness Centar Kablar możemy
polecić nie tylko ze względu na jedzenie i miłą, uczynną obsługę. Znajdujemy tam wygodny pokoik, a przede wszystkim możliwość skorzystania z kąpieli w wodach
termalnych wewnętrznego basenu. Zewnętrzny, na który mamy widok z okna, z
jakiegoś powodu nie został napełniony ani raz w czasie naszego pobytu.
Jak czytam na stronie obiektu http://www.wellnesscentar-kablar.com/ (tłumacz google): „Woda lecznicza Uzdrowisko Ovčar, którego temperatura wynosi
38˚C, należy do kategorii homeoterm (normalna temperatura ciała ludzkiego), przez
co zostało ustalone, że w tych temperaturach dochodzi do największej wymiany
substancji z wód mineralnych i ciała ludzkiego. Zawiera: makroelementy wapnia i
sodu oraz potas, lit, rybid, cez, stront, bar, jod, brom, fosfor, fluor i
mangan.”
Dalej następuje wyliczenie chorób, które tam można wyleczyć i dowiaduję
się z niego, że jest to miejsce również dobre dla mnie ze względu na spondylozę (tak,
sprawdziłam w internecie tę nieznaną mi nazwę i okazało się, że to zespół
zwyrodnień kręgosłupa).
Tak więc moczę się w basenie, ile
się tylko da, wchłaniając, co tylko się da i pozbywając wszystkich możliwych spondylozowych dolegliwości. Wychodzę z wody zaledwie na
posiłki, no i oczywiście na zwiedzanie (jakby nie było, przecież te monastyry, no i Athos w serbskim wydaniu...).
Okolice rzeczywiście są
prześliczne. O naszej miejscowości czytam na stronie hotelu (tłumacz gogle): „Otoczona
jest zalesionymi górami Ovčar (985 m) i Kablar (890 m)”, a o wąwozie, że „jest
częścią niezwykłej różnorodności krajobrazu, piękna i atrakcyjności”:) - http://www.wellnesscentar-kablar.com/ovcar-banja-lokacija.html.
My tak wysoko nie dotarliśmy i z naszych słabo widokowych (choć
w moim odczuciu prześlicznych) miejsc, mogliśmy podziwiać jedynie poszczególne zakola
lub ich fragmenty - fotorelacja 1. Wpadam znów na pomysł przejażdżki łódkami, ale poza
niedzielą (dzień naszego przyjazdu do Ovčar Banji), już ich później nie
widzimy.
Na stronie hotelu jest też zakładka „Manastiri”, gdzie wyliczono dziesięć takich obiektów (i do tego dwie
cerkwie). My zwiedzamy te na lewym brzegu Morawy. I przyznam szczerze, że jeżeli
bym kiedyś miała przebywać jako mniszka w jakimś serbskim klasztorze, to chciałabym, żeby to
był któryś z nich. Panujący tam spokój nie ma sobie równych, a uroda
otaczającej przyrody po prostu powala na kolana.
Oto one – przedstawiam klejnoty
centralnej Serbii:
1. Jako pierwszy odwiedzamy
(żeński) Manastir Nikolje - fotorelacja 2. To po prostu prawdziwe
cudo. Znajduje się nad samą rzeką i jest bujnie ukwiecony - widać kobiecą rękę przemykających po nim siostrzyczek, zamieszkałych tam razem z kotami. Fotografuję tylko z zewnątrz –
już mi to chyba weszło w krew.
Obsługują nas wolontariuszki – jedna otwiera nam
cerkiew i monastyrski sklepik (no cóż – oprócz wielu innych pamiątek wzbogacam
się o leczniczą travaricę – jest tak zdrowa, że jak się okazuje, nie sposób jej pić, eh:), druga częstuje
chłodną wodą i wyrabianym w klasztorze rachatłukum z orzechami (ale pycha!). Cudne miejsce, żeby się wyciszyć pod kiściami
winogron w altanie. Mogłabym tam wypoczywać cały dzień i tylko perspektywa kolejnego bliskiego spotkania z termalną wodą skłania mnie do powrotu.
2. Drugim
odwiedzonym miejscem był (również żeński) Manastir Uspenje - fotorelacja 3. Tam akurat nie spotkaliśmy żadnej z
sióstr. Rzeczywiście miejsce wyglądało jak pogrążone we śnie i tylko obecność
robotników, remontujących wieżę, dodawała mu życia.
Klasztor jest ślicznie
położony nad zakolem Morawy, cerkiew otwarta i nie pilnowana – pozwoliłam sobie
zrobić zdjęcia wnętrza, bo odnowionym malowidłom nie powinno to sprawić
większej szkody.
3. Tego dnia trafiamy również do Manastiru Jovanje (męskiego, co było widoczne:) - fotorelacja 4. Wszystko
w nim piękne, ale już te szczegóły, tak dopracowane w żeńskich klasztorach,
jakoś tam nie rzucały się w oczy. Ale za to jaka gościnność!
Młody mnich
całkowicie nas ujął serdecznością – poświęcił nam mnóstwo uwagi, pokazał
wnętrze świątyni (zachęcając nawet do robienia zdjęć – malowidła i w tej
świątyni są odnowione, więc można), poczęstował wodą i słodyczami (ale tu już nie
domowymi, jak u kobiet), otworzył sklepik. Efekt? Zbiór pamiątek wzbogacony
likierem z melisy (liker od matičnjaka - "Jako je dobar kod nervoze, želuca, kod umora, za opuštanje organizma.....", ale ponieważ to też zdrowotny trunek, to już nawet nie
miałam odwagi próbować go w tej podróży). No i spory datek na klasztor - wszystko to zasługa niesamowitego mnicha (jak go
podsumował mój mąż – „jest młody, przed nim jeszcze całe życie, spędzone na
modlitwie”).
4. (Żeński) Manastir Blagoveštenje jest ostatnim, jaki zwiedzamy w wąwozie
Ovčar-Kablar. Obiekt, najbliższy naszemu hotelowi, wygląda urzekająco – to
naprawdę wyjątkowe miejsce z cudownie zachowanymi starymi freskami.
Oczywiście
z tego względu fotografowanie było możliwe tylko z zewnątrz. Wnętrza pilnowała
stara mniszka, która specjalnie się nami nie zainteresowała.
Pewnie dlatego, że była bardzo
przejęta wizytą prawosławnego duchownego i czym prędzej starała się nas pozbyć, by zorganizować dla niego gościnę. My – no cóż, pozostawieni sami sobie, wodą i śliwkami poczęstowaliśmy
się sami (leżały sobie i czekały na stoliku na werandzie na pewno właśnie na nas:).
Oczywiście mieliśmy czas, by podczas
pobytu w Ovčar
Banji zwiedzić więcej znajdujących się tam monastyrów. Ale to
raczej nie miałoby większego sensu. Obawialiśmy się, że wówczas wszystkie one
zlałyby się nam w jedno. Poza tym, należało sobie pozostawić co najmniej
sześć powodów (plus dwa w formie cerkwi), by tam wrócić.
Można było również pozwiedzać w bardziej intensywny sposób okolicę. W hotelu Wellness Centar Kablar to mąż odnalazł internetowy blog Dominiki Mróz (bo świat jest mały:) i po przeczytaniu jej wpisu trochę zazdrościłam chodzenia po górach (w naszej sytuacji zdrowotnej chyba już do tego nie wrócimy:(.
Ale te wszystkie myśli o niedoskonałościach w naszej podróży przychodziły mi do głowy tylko do momentu powrotu do ciepłej kąpieli. Bo tak naprawdę, gdybym miała przeżyć jeszcze raz wyjazd do Ovčar Banji, to nie zmieniłabym w nim niczego. Był w podróży najlepszym relaksem dla ciała i balsamem dla duszy.
Ciąg dalszy we wpisie: SERBIA - PRZEZ GUČĘ DO MACEDONII
ZAKOLA ZACHODNIEJ MORAWY (nasz punkt widokowy:) - fotorelacja 1
MONASTYR NIKOLJE - fotorelacja 2
MONASTYR JOVANIE - fotorelacja 4















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz