Poprzedni odcinek: SERBIA - WIDZIAŁAM SĘPA CIEŃ - Uvac
💟
Bałkany – 34 dni na 34 - tą rocznicę ślubu - odcinek siódmy - SERBIA
Dzień podróży: 6 - 7 (27 - 28.07)
Informację o noclegu w
Monastyrze Studenica też zaczerpnęłam z internetu. Nasze zauroczenie czymś, co
w Macedonii zostało nazwane „turystyką monastyrową” (ale o tym w dalszych
odcinkach relacji) rozpoczęło się jakieś siedem lat wcześniej w zaczarowany sposób,
nocą spędzoną w świątyni w bułgarskiej Rile (to wspomnienie też zamieszczę na blogu, bo wydaje mi się ważne dla zrozumienia naszych podróżniczych fascynacji). Przez
długi czas uznawaliśmy nocleg w tym monastyrze za najpiękniejszy, jaki
przytrafił nam się w podróżach.
Ale nocleg w monastyrze Riła to jeszcze stare czasy, gdy nie było właściwie podróżniczego blogowania, z
którym mamy teraz do czynienia. Wówczas zdobywanie potrzebnych informacji stanowiło czasem nie lada wyzwanie.
Wspomnienie naszego noclegu w Monastyrze Riła:
Niewiele później natknęłam się jednak w internecie na wzmiankę Dominiki Mróz o spędzeniu nocy w
Monastyrze Studenica. Długo przechowywałam ją w pamięci. Wiedziałam, że kiedyś
marzenie musi się ziścić.
Teraz widzę, że Dominika Mróz w międzyczasie uzupełniła swój pierwotny wpis obszerną relacją ze spędzonego tam noclegu. Jest ona okraszona nawet pięknymi zdjęciami z
wnętrza Cerkwi Zaśnięcia Bogurodzicy. Naprawdę nie wiem, jak blogerka to zrobiła. Mnie po pierwszej
fotce z przedsionka, którą pstryknęłam, zresztą w jakiejś nieświadomości, od
razu poinformowano o zakazie fotografowania. Ale na szczęście teraz już nie
trzeba koniecznie mieć własnych zdjęć z odwiedzanych miejsc, bo internet jest wprost
zasypany cudzymi:). Polecam zatem wszystkim fotki Dominiki Mróz.
Adresem mailowym do konaku przy studenickim monastyrze dysponowałam już od dawna. Przygotowując się do ubiegłorocznych
wakacji, które mąż chciał spędzić w Grecji, oczywiście brałam pod uwagę
możliwość przenocowania w Serbii niejako "po drodze". No a gdzież byłby lepszy nocleg jak nie w wymarzonej Studenicy? Zatem już kilka miesięcy wcześniej nawiązałam
internetowy kontakt z duchownym prawosławnej parafii Św. Jana Teologa w
Białymstoku. Poźnolistopadowym rankiem skierowałam
zapytanie do wikariusza Michała:
"... w zeszłym
miesiącu miała miejsce pielgrzymka do Serbii, której Ojciec był organizatorem.
Ponieważ
w lecie chciałabym zorganizować taki wyjazd dla rodziny i przyjaciół, byłabym
ogromnie wdzięczna za odpowiedź na pytanie, czy w Domu Pielgrzyma w Studenicy
są pokoje dwuosobowe i czy można je jakoś zarezerwować przed wyjazdem z Polski?
Przepraszam
za zawracanie Ojcu głowy, ale niestety nigdzie nie udało mi się znaleźć tych
informacji."
Wikariusz Michał od razu przysłał odpowiedź i adres mailowy konaku w Studenicy. Skrzętnie przechowywałam je aż do zeszłych wakacji, kiedy mi się to... nie przydało. No niestety, nie wybraliśmy się wtedy do Grecji:(.
Cała ta historia jest wstępem do refleksji o tym, w jak szybkim tempie zwiększa się w internecie ilość dostępnych informacji, a tym samym wzrasta łatwość podróżowania.
Bo obecnie - w czasach intensywnego blogowania, jak się okazuje, nie ma
najmniejszych problemów z wyszukaniem samodzielnie takich informacji. Tak samo zresztą jak relacji z pobytu w monastyrze (no bo nie tylko Dominika Mróz tam nocowała:). Mało tego – na stronie http://www.bacieczki.cerkiew.pl/duchowiestwo mogę nawet bliżej zapoznać się z księdzem, który blisko dwa lata wcześniej okazał się tak uczynną osobą dla serbskiej dyletantki!
W tym roku, dysponując adresem mailowym Monastyru Studenica (i
tłumaczem google:) spełniam bez żadnego problemu swoje marzenia i rezerwuję nocleg. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym przy okazji nie dopytywała się o
pokoje z ładnym widokiem. Przychodzi odpowiedź:
„Nie mogę obiecać, że będą z
widokiem [...]. Ale możesz patrzeć na klasztor z tarasu.” (google translator:)
Do Studenicy przyjeżdżamy tuż
przed kolacją (wraz ze śniadaniem jest w cenie noclegu). Cieszymy się
przeogromnie, że oto jest inaczej niż ostatnimi dniami - nie musimy się nigdzie
spieszyć i nie ponagla nas chęć zobaczenia jeszcze kolejnej atrakcji przed snem. Wieczór
spędzamy na balkonie – okazuje się, że jednak nie potrzebujemy przenosić się na
taras, by oglądać klasztor:)! Patrzymy jak powoli jego mury zapadają w ciemność, rozpraszaną
światłem nielicznych latarni. Jest tak pięknie, że trudno w końcu skierować swoje kroki do łóżka. Posiadówka przeciąga się późno w noc. Jakby nie było, trzeba przecież
jeszcze wychylić toasty za wszystkich kumów i przyjaciół ;)
Przesyłam im zdjęcia monastyru
pogrążonego już w sennych klimatach. Helena odpisuje na moje pozdrowienia:
Hej, Bożenko. Studenica piękna. Zazdroszczę, bo na historii sztuki
naoglądałam się pięknych fresków
Potem wykładałam o nich, pokazywałam
Ale na żywo nie widziałam.
A my mamy to niezwykłe szczęście (fotorelacja), do tego także świadomość ogromu historii, która stoi za tym miejscem. Oglądamy na żywo do woli – jeszcze przez cały długi ranek. Freski rzeczywiście
piękne, choć nie posiadam na to dowodów na fotografiach – trzeba mi (i Helenie - a jakby nie było, to wykładowczyni UJ) wierzyć na słowo.
Mąż też przeżywa oczarowanie. Do Studenicy właśnie będzie tęsknił najbardziej po wyjeździe z Serbii. A ja postanawiam, że muszę
kiedyś koniecznie poszerzyć swoją wiedzę na temat tego miejsca na wykładzie u
Heleny. Nie chcę być w dalszym ciągu dyletantką, kiedy już tu powrócę. Studenico, oczekuj mnie znowu... Z głową pełną wiadomości na temat cudu, którym jesteś...
Ciąg dalszy we wpisie: SERBIA - RELAKS DLA CIAŁA I BALSAM DLA DUSZY - Ovčar Banja
MONASTYR STUDENICA - fotorelacja






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz