niedziela, 1 października 2017

WOLNY WEEKEND

To już mój ostatni wolny weekend. Od następnego rozpoczynam ostro naukę na studiach. Ale jeszcze teraz mogę ze swoim czasem zrobić, co tylko chcę. Zapraszam gości.
Przyjeżdża i moja siostra ze swoją rodziną, i kuzyn męża z żoną. Cieszę się ich obecnością, już dawno się nie widzieliśmy. Próbujemy wszyscy przekazać pozostałym, co się u nas działo w ostatnim czasie. Mój mąż zaczyna opowieść przy stole.

- Jest to historia o tym, że czasem przytrafia nam się w życiu coś, co poczytujemy, jako bardzo złe – wtrącam swój komentarz. - W konsekwencji zaś okazuje się, że ta sytuacja w najlepszy sposób rozwiązuje problemy, z którymi nijak wcześniej nie umieliśmy sobie poradzić. 


HISTORIA O CHŁOPCU, KTÓRY NIE LUBI, GDY SIĘ O NIM OPOWIADA


Był sobie raz chłopiec, który przeżył śmierć najbliższej osoby. Ponieważ czuł się z nią bardzo mocno związany, od tego wydarzenia jego życie zmieniło się całkowicie. Stał się depresyjnie smutny i w tym smutku ogromnie osamotniony.
Rodzice chłopca nie potrafili mu pomóc, bo sami nie umieli uporać się ze swoim bólem po takim przeżyciu w rodzinie. Bezsilnie patrzyli, jak ich syn odsuwa się coraz bardziej od ludzi i zamyka w sobie. Z czasem zupełnie przestały go interesować nauka, szkoła, kontakty z rówieśnikami. Nie chciał znikąd pomocy – odmówił rozmów z psychologiem, terapeutą, księdzem. Już tylko Bóg może pomóc, pomyślała matka, modląc się za swoje ukochane dziecko.
Tymczasem na domiar złego chłopcu przytrafiło się nieszczęście. Przed Bożym Narodzeniem pośliznął się na przydomowej skarpie tak pechowo, że spadł z wysokości około trzech metrów. Okazało się, że nie może chodzić. Dobrze, że udało mu się doczołgać do domu. Rodzice byli wstrząśnięci.
Na pogotowiu miły, młody lekarz chciał włożyć obie nogi chłopca do gipsu. Rodziców ogarnęło przerażenie. W końcu po konsultacjach z ortopedą zagipsowano połamaną nogę, stłuczona zaś trafiła "tylko" w bandaże. Rodzice wypożyczyli wózek inwalidzki, by móc dowozić chłopca do lekarzy. Stwierdzili oni ostatecznie złamanie śródstopia w trzech miejscach, dodatkowo kości te były przemieszczone, a ich główki zmiażdżone.
- Rzecz w tym, że to jest takie nieoperacyjne miejsce – westchnął na zakończenie wizyty miły, młody ortopeda.
Trwałe kalectwo zajrzało rodzinie w oczy.
Ojciec chłopca postanowił modlić się o uzdrowienie syna. Matka załatwiła formalności, związane z nauczaniem indywidualnym w domu.
Trochę to trwało, zanim ono się rozpoczęło. W tym czasie chłopiec, już bez żadnych protestów załamanych rodziców, spędzał czas w swoim pokoju wyłącznie z komputerem. Kategorycznie nie chciał żadnych odwiedzin.

Ale w końcu jednak nauczyciele zaczęli przychodzić do chłopca i rozpoczął się etap ponownego nawiązywania kontaktów z ludźmi. Również modlitwy ojca o uzdrowienie zostały wysłuchane. Kości zrosły się prawidłowo, a ich główki się nadlały i ułożyły na swoim miejscu. Chłopiec powoli zaczął chodzić, najpierw o kulach, potem już jedynie w bandażach.
Pewnego dnia niespodziewanie oznajmił rodzicom, że wyjeżdża na spotkanie do pobliskiego miasta wojewódzkiego. Okazało się, że poznał dziewczynę na jakimś forum facebookowym, a znajomość zaczęła się rozwijać bardzo obiecująco. Na pierwszym spotkaniu zaiskrzyło od razu i wkrótce pojawiła się miłość, która zmieniła wszystko. Świat chłopca zaczął napełniać się kolorami. Razem z dziewczyną tworzą od wielu miesięcy fajną, świetnie dobraną parę. Rodzice poczuli się uszczęśliwieni, widząc tyle pozytywnych zmian. Ich syn powrócił do szkoły po okresie rehabilitacji, stęskniwszy się wreszcie za kontaktem z rówieśnikami. Nauczanie indywidualne pozwoliło nie stracić roku i pozostać w tym samym zespole klasowym. Wiele jeszcze zostało do zrobienia, lecz życie ruszyło naprzód. Na horyzoncie chłopca na powrót pojawiła się przyszłość.

Czasem to, co widzimy jako nieszczęście przeobraża się w cud, zmieniający życie w tak pozytywny sposób, jakiego nie potrafilibyśmy sobie wcześniej nawet wyobrazić.

*


Dodatkowo: Inna historia o tym samym prosto z sieci:

Może to dobrze, a może to źle?


(http://przypowiesci.blogspot.com/2012/04/moze-to-dobrze-moze-to-zle.html)

*

ANEKS:
Po dwukrotnym stawieniu się do lekarza orzecznika i złożeniu stosownej dokumentacji, związanej z wypadkiem i rehabilitacją, Towarzystwo Ubezpieczeń S.A. Gothaer, z którym miała umowę szkoła Kacpra, wypłaciło mu odszkodowanie. Kwota wynosiła mniej więcej tyle. ile wpłaciłam, ubezpieczając dziecko podczas trzyletniej nauki w tym liceum. Nawet gdy dołożyłam do tego "odszkodowanie" od siebie i męża, to i tak przykro mi było, że mogę Kacprowi przekazać tylko tak niską kwotę jako zadośćuczynienie za to, co przeżył. Ale Gothaer stwierdził, że uszczerbek na zdrowiu to 1%, a ubezpieczenie nic innego nie obejmuje. To tak gwoli przestrogi przed firmami ubezpieczycielskimi, które wybierają szkoły. Jeśli rodzicom się wydaje, że tego typu ubezpieczenie wystarczy, to bardzo się mylą. Szkoda, że tę wiedzę zdobywa się dopiero wówczas, gdy już nieszczęśliwy wypadek sie zdarzy...

*

P.s. Ciasto dla gości na niedzielę:
http://www.mojewypieki.com/post/szarlotka-sypana


 "To jedno z tych ciast, które korci by upiec od pierwszej chwili, bo przepis na nie jest naprawdę niewiarygodny! Bez zagniatania, bez miksera, bez ucierania. Niemożliwe? A jednak! A jeszcze bardziej niesamowite jest to, że ciasto wychodzi, ładnie się prezentuje i smakuje... mmm... sami sprawdźcie!
(...)
Składniki:
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1 szklanka drobnego cukru do wypieków (lub mniej, w zależności od słodkości jabłek)
  • 1 szklanka kaszy manny
  • 1,5 czubatej łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1,5 kg jabłek, najlepiej kwaśnych
  • odrobina cynamonu, jeśli lubicie
  • 170 g masła (zimnego, najlepiej prosto z zamrażarki)
Mąkę, cukier, kaszę i proszek przesiać i wymieszać. Podzielić na 3 równe części. Jabłka obrać, wydrążyć gniazda nasienne, zetrzeć na tarce o dużych oczkach (często mieszam je z sokiem z jednej cytryny, ale nie jest to konieczne).
Tortownicę o średnicy 23 wyłożyć papierem do pieczenia (sam spód). Boki wysmarować masłem.
Na dno formy wysypać jedną część suchych składników, na nie rozłożyć połowę jabłek (każdą warstwę jabłek można oprószyć delikatnie cynamonem, jeśli lubicie). Następnie wysypać drugą część suchych składników, rozłożyć równomiernie resztę jabłek. Na wierzch wysypać ostatnią porcję suchych składników.
Masło zetrzeć na tarce o dużych oczkach i równomiernie rozłożyć na wierzchu ciasta.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 60 minut. Masło podczas pieczenia roztapia się i razem z sokiem z jabłek zespala wszystkie warstwy. Warto podczas pieczenia spód zabezpieczyć większą formą (np. położoną poziom niżej w piekarniku), ponieważ często nadmiar soku i tłuszczu wydostaje się z tortownicy (u mnie około 3 łyżek).
Szarlotka bardzo dobrze się kroi nożem z piłką, nawet na ciepło. Ma lekko chrupiący wierzch, który kolejnego dnia mięknie.
Smacznego :-)."

Dobra rada: Ja pozostałą część 200 g kostki masła starłam na spód blachy, tak jak radzono w niektórych komentarzach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz