niedziela, 21 grudnia 2025

ZWYCIĘSTWO ŚWIATŁA NAD CIEMNOŚCIĄ

 

Z nadejściem adwentu dni w katolickiej szkole rozpoczynają modlitwy przy zapalonej latarence, a początek i koniec lekcji rozbrzmiewają słowami pieśni „Marana tha”. Czas ewidentnie przyspiesza. Próby do szkolnych jasełek stają się coraz bardziej intensywne, a śpiew kolęd dobiega omal z każdej sali lekcyjnej. Szybko przybywa w nich świątecznych dekoracji i wkrótce w szkole jest tyle podświetlonych elementów, że zaczynają się rodzić obawy co do wytrzymałości budżetu w kwestii dostawy prądu.

Z czasem piosenki na rozpoczęcie i zakończenie lekcji stają się bardziej urozmaicone. Skaldowie, wzorem poprzednich lat, zaczynają podśpiewywać nam swój słynny przebój „Z kopyta kulig mknie”, mimo że po śniegu już dawno pozostało jedynie wspomnienie, a Czerwone Gitary wkraczają w szkolne mury już ze swoim utworem wigilijnym:

„Niebo - ziemi, niebu - ziemia,
Wszyscy - wszystkim ślą życzenia,
Drzewa - ptakom, ptaki - drzewom,
Tchnienie wiatru - płatkom śniegu.”

(„Jest taki dzień”)

Abstrahując od kolęd, jak dla mnie jest to piosenka najlepiej oddająca klimat Wigilii. Bardzo ją lubię. W tym roku miałam okazję wysłuchać jej również na żywo podczas koncertu „Czerwonych Gitar” w poprzedni weekend. Pomysłodawczyniami spędzenia wspólnie czasu w taki sposób były moje koleżanki z katolickiej szkoły.

Nie chciałam się wyłamywać i zgodziłam się [pół roku wcześniej!], a potem skutecznie zapomniałam – piszę do Madzi.

Ale nieoczekiwanie bardzo dla mnie, dobrze się bawiłam, a śpiewanie starych przebojów typu: „Głupia miłość”, „Tak bardzo się starałem”, „10 w skali Beauforta” sprawiło mi prawdziwą frajdę. Taki trochę powrót w czasy dziecięcych kolonii.

To kolejna nauka o tym, że w każdej sytuacji trzeba sobie dać szansę, by się dobrze bawić… Nawet jeśli bardzo nam się nie chce z niej skorzystać, bo wolelibyśmy zostać w domu i odpoczywać.

Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie napisać o swoim wielkim zmęczeniu – w weekend poprzedzający koncert złapałam jelitówkę. Oj, było ostro, nie pamiętam kiedy ostatnio tak mnie dojechało. No i pojawiło się także osłabienie, które zresztą odczuwam do tej pory.

W związku z tym nie dość, że ciężko mi było zebrać się na koncert, to jeszcze teraz w ogóle mi nie idą przedświąteczne porządki. Ale znalazłam w internecie tekst, dzięki któremu udało mi się pogodzić z tą sytuacją. Na stronie „Teściowa śpiewa” influencerka geriatryczna (pani sama tak siebie nazywa:) odpowiada na nurtujące mnie obecnie pytania.

„Jak poczuć magię Świąt niskobudżetowo, a jednocześnie pozbyć się poczucia winy, że nie ogarniamy może do końca (...) przedświątecznego chaosu? Bo już wszyscy mają może ubrane choinki, czuć zapach cynamonu, kupują prezenty, dekorują domy… A u ciebie odwrotnie? Nie przejmuj się. To jest tylko to, że ty głębiej odczuwasz magię Świąt, dlatego że rekonstruujesz fakty historyczne. Pan Jezus urodził się w stajence. Tak że jeżeli u Ciebie rzeczywistość przypomina stajenkę, to jest tylko plus. I tego się trzymajmy.”

Cóż, wcale nie trzeba mnie do tego namawiać. Zważywszy na to, że podnosząc wczoraj torbę z zakupami, dołożyłam jeszcze do osłabienia jakiś uraz kręgosłupa, który nagle eksplodował bólem w odcinku lędźwiowym, mam jak w banku rekonstrukcję faktów historycznych. Tak że głęboka magia Świąt jest u mnie w zasadzie gwarantowana.

Choć tak naprawdę upatrywałabym jej gdzieś indziej. Rysunek udostępniony przeze mnie na stronie Akademii Rodzica przedstawia dwoje ludzi, którzy się relaksują – jedno na kanapie, drugie na fotelu. Za to w ich domu wszędzie krzątają się krasnoludki – czyszczą okna, myją podłogi, odkurzają, wynoszą worki ze śmieciami, gotują. Podpis głosi: „magia Świąt jakiej potrzebujemy” (https://www.facebook.com/photo/?fbid=1424425892380977&set=a.248770443279867). Jak dla mnie w punkt. Jakże by mi się przydali tacy mali pomocnicy.

Zwłaszcza, że na pomoc Kacpra nie mogę póki co liczyć – mój syn pojechał na przedłużony weekend do Warszawy, by spotkać się z kolegami. Ale to akurat mnie cieszy, myślę, że dość już czasu spędził w domu, próbując się pozbierać po wyprowadzce osoby, która była mu najbliższa przez ostatnie lata. Dobrze, że wraca do świata i do ludzi.

Ja zaś z przyjemnością w tym czasie przystałam na pozostawanie w domowych pieleszach i zwierzęce towarzystwo. Mam teraz pod opieką trzy kotki i Wafelka, a dodatkowo jeszcze podczas spaceru dwa pieski sąsiadów. Nie czuję się samotna, choć oczywiście trochę brakuje mi obecności Kacpra. Jego bliskość i dostępność mocno wpływa na moje poczucie bezpieczeństwa i stabilności.

Dzisiaj więc czekamy ze zwierzaczkami na jego powrót. A także na najdłuższą noc w roku. „Choć dziś mówimy innymi słowami, świętujemy tę samą chwilę, którą celebrowali nasi przodkowie tysiące lat temu – zwycięstwo światła nad ciemnością. Coraz więcej osób odkrywa przesilenie zimowe na nowo: jako czas zatrzymania, refleksji, domknięcia starego cyklu i otwarcia się na nowy” – czytam w poście pod adresem https://www.ekologia.pl/.../przesilenie-zimowe-tajemnica.../.

Jednocześnie to początek astronomicznej zimy, jutro rozpocznie się kalendarzowa. Pojutrze zaś Wigilia wprowadzi nas w czas Bożego Narodzenia. Usiądziemy do uroczystej wieczerzy. Połamiemy się opłatkiem. Złożymy sobie życzenia. Posłuchamy kolęd. I może nawet jeszcze zaśpiewają dla nas wówczas „Czerwone gitary”...

„Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy,
Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory.
Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich,
Dzień, który już każdy z nas zna od kołyski”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz