poniedziałek, 15 stycznia 2024

SZCZAWNICKIE URODZINY







Wrażenia z urodzinowego weekendu

18 - 20.11. 2023

Henryk Sienkiewicz wybrał w 1909 roku Hotel Batory w Szczawnicy jako miejsce pracy nad swoim najnowszym dziełem literackim. W eleganckim, jak na tamte czasy, pokoju numer 210 powstawała powieść pod tytułem „Wiry”.

Dzisiaj hotel również robi bardzo dobre wrażenie. Jest stylowy, czaruje parkową lokalizacją i dopasowaniem do górskiego krajobrazu, wykonane z drewna przez lokalnych mistrzów ciesielstwa ozdoby i konstrukcje nadają mu lekkość i finezję. Budzi jakiś rodzaj nostalgii za minionymi czasy, gdy Szczawnica była uzdrowiskiem pełnym równie pięknych, drewnianych willi, w których górale podejmowali modnych i  wytwornych kuracjuszy.


Ze względu na własne wspomnienia też mam sentyment do tego miasteczka. Ileż fantastycznych wycieczek w Pieniny w czasach młodości rozpoczynało się właśnie tutaj.


Ale młodzi ludzie już nie oglądają Szczawnicy przez takie okulary jak ja. Dla nich jest trochę zapyziała, brakuje im w niej atrakcji większych kurortów, życia tętniącego pełną parą. Spacerki z pieskiem po parku są spoko, ale raczej głównie dla naszego Wafelka:).

- No nie, nie jest źle - Kaper stara się wyrazić swoją opinię najłagodniej, jak się da, by mnie nie urazić. - Po prostu wolimy Zakopane.


Dobrze, że mamy właśnie tam rezerwację na następny weekend. Otóż postanowiłam, że tegoroczny dzień moich urodzin, przypadający w środku tygodnia, otoczę klamrą weekendowych wycieczek. Tak dawno nigdzie rodzinnie nie byłam. Andrzej chorował przez cały zeszły rok szkolny, w wakacje już nie żył, a ja zdecydowałam się przed ponownym podjęciem pracy skorzystać z zaproszenia koleżanki, by wraz z jej rodziną wybrać się na tydzień na Istrię. Jak na okoliczności, w których się znalazłam, było nawet nieźle i mam dla Edi mnóstwo wdzięczności, ale jednak tamten wypad nie zaspokoił pragnienia wyjazdu z najbliższymi. 

Próbuję to nadrobić dopiero teraz, mimo że końcówka listopada to mało sprzyjająca wycieczkom pora roku. Pogoda nas nie rozpieszcza, choć i tak trzeba się cieszyć, że nie sprawdziły się wszystkie wcześniejsze prognozy, zgodnie z którymi w te dni w Szczawnicy miał padać nieprzerwanie deszcz, albo też deszcz ze śniegiem, ewentualnie sam śnieg. To znaczy, właściwie padało, ale nie można powiedzieć, że nieprzerwanie:).


Zresztą pierwsze przyprószenie śniegiem było atrakcją samą w sobie, zwłaszcza dla Wafelka. Przespacerowaliśmy się Doliną Białej Wody, a szczeniaczek nieprzerwanie prezentował nam, jak mu się taki zimowy świat podoba. Kacprowi znacznie mniej - jego narzekanie na chłód skutecznie zakończyło nasz kontakt z naturą:).

Chciałam, by towarzystwo rozgrzało się w Spa - w Hotelu Batorym można wynająć je na wyłączność, ale młodzi oświadczyli, że nie lubią takich atrakcji. 


Zdecydowałam się więc skorzystać sama - dla mnie nie ma lepszego sposobu na relaks, jak moczenie się w ciepłej wodzie. Ale wybrałam opcję poza Batorym - jako jego klient dostałam zniżkę na pobyt w Spa w hotelu zrzeszonym w jednej grupie z naszym z racji prowadzenia ich przez tego samego właściciela.


Szczawnica Park Resort to obiekt nowy, luksusowy i drogi. Położony jest nad brzegiem Grajcarka, do którego mam nieprzemijający sentyment. Nie byłam w hotelowych pokojach, ale na własne oczy przekonałam się, że lobby i Spa zasługują na swoje pięć gwiazdek. 


Na stronie hotelu w zakładce „Basen i sauny” można znaleźć podtytuł: ‘Atmosfera slow life” i coś w tym jest. Miejsce naprawdę można z czystym sumieniem każdemu polecić, a przysługujące mi w ramach otrzymanej w Batorym zniżki dziewięćdziesiąt minut, które spędziłam, rozkoszując się pięciogwiazdkowymi udogodnieniami, było niezwykłym i wyjątkowo dobrym czasem.

„Mikroklimat to świat prawdziwego odprężenia Dla komfortu i przyjemności korzystania z kąpieli w basenie zastosowaliśmy technologię OSPA - naturalna sól i bardzo aktywny węgiel gwarantują doskonałą jakość wody łagodną dla oczu i delikatną dla skóry” - można przeczytać w dalszej części hotelowego opisu. 

Dowiadujemy się też z niego o zainstalowaniu podwodnego systemu nagłośnienia, umożliwiającego  „słuchanie muzyki podczas pływania”, a także o wykorzystaniu w saunach „drewna cedrowego, co sprawia, że relaks i odnowa są najwyższej jakości.” No czy takiemu opisowi ktokolwiek mógłby się oprzeć? 

Po nich, w ramach kontynuacji najwyższej jakości odnowy i relaksu;), można rozkoszować się grzańcem w hotelowym Lobby Barze Leśne Echo i zagwarantować sobie miłe wspomnienia na resztę  pochmurnych listopadowyh wieczorów. Ja o to zadbałam i bardzo się tym cieszę - wiem, że muszę teraz o siebie dbać, by przetrwać.



Grzaniec buzuje mi w żyłach jeszcze podczas  wieczornego powrotu do Hotelu Batory. Dzięki temu nie marznę, choć temperatura obniża się coraz bardziej wraz z gęstniejącą nocą. Wyludniona Szczawnica, niszczejące stare, drewniane wille, próżno wyczekujące remontu i powrotu turystów, uzdrowisko, pozbawione splendoru i blichtru wpisują się w nastrój późnego listopada. 


Nic tu już po nas, nie wniesiemy za wiele życia w ten krajobraz, nawet jeśli żywiołowy szczeniak dwoi się i troi. Pobyliśmy tutaj trochę, przypominając o sobie Pieninom, ale nazajutrz bez żalu pożegnamy nasze miłe pokoje - jeden z widokiem na Palenicę, a drugi na park i po naprawdę dobrym śniadaniu (produkty wyśmienitej jakości - podejrzewam, że zaopatrzenie Batorego pochodzi z tego samego źródła, co w siostrzanym, pięciogwiazdkowym obiekcie), opuścimy hotel.


Będzie mi przy tym towarzyszyć refleksja, że gdybym została nawet takim pisarzem jak Sienkiewicz, to i tak nie byłabym w stanie napisać niczego w Szczawnicy. Za dużo tu we mnie melancholii, związanej z faktem, że czasy świetności ukochanego kiedyś przeze mnie miejsca odchodzą w niepamięć. Wydaje się, że służy ono obecnie w głównej mierze bywalcom tutejszych sanatoriów. 

Mimo wszystko mam jednak nadzieję, że nie jest bezwarunkowo skazane na taki rodzaj przyszłości. Że to tylko „wiry”, które jedynie tymczasowo zasypują piaskiem zapomnienia najświetniejsze dzieje miasta. Tyle, że ja przyjadę tutaj chyba dopiero wówczas, gdy one się wreszcie odkręcą...






ANEKS

„Wiry” przeczytałam dopiero w styczniu podcz
as okresu rehabilitacji. Po części dlatego, że to lektura, którą ciężko było zdobyć (nawet nie wszyscy pracownicy bibliotek wiedzą, że takie dzieło Sienkiewicza istnieje), a po części z tego powodu, że książka jakoś mnie nie porwała od pierwszych stronic. Bardzo to przesycony polityką tekst i to taką, którą zwykli uprawiać starsi ludzie o umiarkowanym, lecz skrystalizowanym już światopoglądzie, w żadnym razie nie chcący go zmieniać. Nie można odmówić tej narracji rozsądku, to prawda, ale słuchanie jej głosu, mimo słuszności wywodu, może znużyć, zwłaszcza gdy opowieść pełna jest dygresji.  


Niemniej, szkoda trochę, że powieść naszego noblisty została omal zapomniana, bo jednak warunkiem wyrobienia sobie własnej opinii o książce jest jej przeczytanie. Ja skorzystałam ze szczawnickiej podpowiedzi po naszej rodzinnej wycieczce i to właśnie uważam za jej wartość dodaną:)






GALERIA - wyjazd

























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz