Majowy wpis, który się robi w ostatnim dniu miesiąca, staje się jego podsumowaniem bez względu na intencję piszącego.
Nawet gdybym chciała pisać o tym, co teraz dzieje się wokoło, na przykład o morzu zieleni, która otacza nasz dom, to nie sposób nie wspomnieć, że to skutek nieustannych deszczy nawiedzających nas tej wiosny prawie codziennie. Jeśli zaś poruszyłabym temat dzisiejszego dobrego samopoczucia, to i tak przy okazji powinnam nadmienić, że to między innymi z powodu rozdzielenia i odpoczynku od szkoły, które przydarzyły mi się w czasie ostatnich tygodni, poczynając omal od długiego weekendu początkiem miesiąca. Przerwa w pracy, spowodowana koniecznością zadbania o swoje zdrowie, dobrze mi zrobiła nie tylko w sensie fizycznym. Psychicznie miało to na mnie wpływ prawie zbawienny. Pozbyłam się pandemicznego strachu, poczucia chaosu, związanego ze zmieniającymi się z dnia na dzień charakterem i organizacją pracy oraz całego ogromu stresu i frustracji, wyzwolonych przez miesiące przeżyte w poczuciu uwięzienia i bezsilności.
Strasznie jest to dla mnie trudny rok szkolny, mam wrażenie, że najtrudniejszy w całym okresie mojej pracy zawodowej. Na szczęście widać już jego kres - jeszcze miesiąc i będę mogła napisać, że dotrwałam do wakacji.
Być może nawet, wbrew wcześniejszym obawom, uda nam się je miło spędzić i to na dodatek w jakiejś zagranicznej podróży. Mąż snuje plany...
Jeden z nich pojawił się również w formie propozycji na mojej skrzynce mailowej - i to całkiem niespodziewanie, tuż po tym, jak całkiem straciłam nadzieję, że podróżowanie będzie jeszcze kiedykolwiek możliwe dla takich ludzi jak my z mężem. Ten plan zwał się Madera, a jego główny atut polegał na tym, że oferta zawierała w cenie jeden test na koszt władz Wyspy, a drugi na koszt biura podróży. Czyli generalnie brak opłat dodatkowych związanych z covidem, a więc podróżowanie, jak za starych dobrych czasów:) Teraz to już naprawdę jakiś ewenement, tego typu możliwości można chyba traktować jako ofertowe prezenty od życia.
Mają one szczególne znaczenie zwłaszcza dla ludzi takich jak członkowie naszej rodziny. Należymy obecnie do upośledzonej pod względem uprawnień grupy w systemie segregującym społeczeństwa na zaszczepionych i niezaszczepionych. Coś, co jeszcze nie tak dawno nie mieściło się nikomu w głowie, teraz dzieje się całkiem oficjalnie w rzeczywistości. Polskie uczelnie posunęły się już nawet do tego, że próbują karać niezaszczepionych młodych ludzi. "Władze Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska poinformowały, że do praktyk w tym roku akademickim zostaną dopuszczone tylko osoby, które przedstawią zaświadczenie o zaszczepieniu się co najmniej jedną dawką" czytamy w raporcie rządowym na stronie: https://www.rpo.gov.pl/raport_1/1149. Z tego samego źródła pochodzi informacja, że "studenci [kierunku lekarskiego na Uniwersytecie Rzeszowskim - przyp.aut.] będą mogli realizować zajęcia w szpitalu jedynie po okazaniu dokumentu potwierdzającego pełne zaszczepienie się przeciwko Covid-19." Coraz częściej słyszy się również o przymusach tego rodzaju w miejscach pracy (patrz oświata).
Świat stanął na głowie. Paszporty covidowe są już w niektórych państwach w fazie testowania (Estonia), w innych (Węgry) nawet wstęp do restauracji i kawiarni mają tylko osoby, które się zaszczepiły, gdzieniegdzie też jedynie one będą ponoć wpuszczane na pokłady samolotów (deklaracja linii Quantas).
W rodzimym Krakowie rozważa się postulaty, by tylko zaszczepieni mieli możliwość korzystania z basenów, teatrów, muzeów czy nawet pojazdów komunikacji miejskiej (https://wrc.net.pl/sk-uwaga-tramwaje-i-autobusy-tylko-dla-osob-zaszczepionych-przeciw-covid-19-wszystko-na-to-wskazuje). Jeszcze dalej posunął się w swoich pomysłach niejaki Miłosz Parczewski - skądinąd lekarz, a do tego profesor, który w rozmowie z Radiem Zet oświadczył: “rozwiązaniem "mogłoby być np. wprowadzenie godziny policyjnej dla niezaszczepionych lub zakazu przemieszczania się między województwami" (https://www.wnp.pl/parlamentarny/spoleczenstwo/ekspert-w-radiu-zet-godzina-policyjna-dla-niezaszczepionych,141835.html)
Brakuje już tylko chyba propozycji kary śmierci do kompletu. Na razie przypomina to licytację - kto bardziej dowali niezaszczepionym? Choć oficjalne stanowisko głosi (a może trzeba już napisać “głosiło”?), że przymusu szczepionkowego nie ma, to jednak nieoficjalnie wiadomo, iż trzeba ich za wszelką cenę do szczepień przymusić. Tylko, gdy rano jadąc do pracy, słyszę, że dziś w Małopolsce jest jedynie 19 zachorowań, to zastanawiam się, po co? Dla kogo ta akcja szczepionkowa, podobno chroniąca przed zachorowaniem na covid19, który właściwie ostatnio kapituluje? (przynajmniej tak jest na razie, a co będzie w przyszłości, to jak pokazało życie, tego nie wie nikt). I nie jest to skutek szczepień, jeśli, jak oficjalnie wczoraj podawano: “Liczba osób w pełni zaszczepionych w Polsce zbliża się do 7 mln”. (https://www.radio.bialystok.pl/wiadomosci/index/id/200426).
Bardzo temu jeszcze daleko do osiągnięcia progu, za którym (zdaniem rządowych “ekspertów”) miała być osiągnięta odporność zbiorowa.
Trzeba jednak przyznać, że władze robią, co tylko mogą, żeby go osiągnąć. Minister ogłosił loterię z nagrodami dla zgłaszających się na szczepienia, a na moim rodzimym podwórku (szkolnym) po powrocie do pracy powitał mnie nowo otwarty punkt, gdzie można się im poddać. Jacyś chętni chyba są - ktoś dziś o niego pytał. Ja zaś omijałam tę część budynku szerokim łukiem:)
Szkołę zastałam jakże odmienioną od tej, z którą rozstałam się początkiem maja. Po krótkim okresie nauki hybrydowej w nasze mury wrócili już wszyscy uczniowie. Nie bez przeszkód. Nagle okazało się, że dzieciaki aż tak chętnie nie garną się do opuszczenia domowych pieleszy, jak to przez ostatnie miesiące było deklarowane. Tak naprawdę tylko bardzo nieliczni przedstawiciele starszych klas za tym tęsknili. Trzeba było specjalnych zachęt, obmyślania zabaw integracyjnych, zapewnień o braku sprawdzianów i odpytywania, żeby pozostali przystali na powrót. Ale jakoś w końcu się udało.
W szkolnych murach znowu zrobiło się gwarno i tłoczno. Znów szkoła przypomina to miejsce, w którym pracowałam przez tyle lat przed pandemią. Które kiedyś tak mocno pokochałam.
Jak dobrze byłoby obudzić się teraz z tego dziwnego snu i śmiać się, że to wszystko, co było trudne ostatnio, tylko nam się przyśniło. Już mi się nawet czasem zdaje, że słyszę budzik... Jeszcze się tylko leniwie przeciągnę. Tak, oczywiście, już wstaję... Zaraz będę gotowa, by znów z radością pognać do szkoły...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz