wtorek, 16 marca 2021

PODNOSZENIE NA DUCHU:)

Wiosna wniosła ożywienie w mój dotychczasowy - nieruchawy i monotonny tryb funkcjonowania. W domu pojawili się goście.

Pierwszy z nich był zupełnie nieoczekiwany. Otóż pewnego marcowego wieczoru do moich drzwi zastukała najbliższa mi kiedyś sąsiadka, która od wielu lat mieszka na stałe w Austrii. Okazało się, że Bożenka przyjechała do Polski mimo obostrzeń na każdej z mijanych granic, wymogu dwukrotnego testowania się pod kątem zarażenia koronawirusem i konieczności poddania się kwarantannie po powrocie do domu. Do tego jeszcze moja wieloletnia sąsiadka musiała sobie poradzić z załatwieniem mnóstwa formalności poprzez internet.

Od razu stała się więc dla mnie bohaterką. Udowodniła, że można wszystko, nawet jeśli to bardzo trudne. Przy sporej dawce desperacji najwyraźniej wciąż można odbyć swoją wyczekaną podróż.

Bardzo było miło znów zobaczyć Bożenkę po tak wielu miesiącach pandemicznej rozłąki, rozmawiać długo w noc o dziwności obecnego świata, a nawet ponarzekać na samopoczucie podczas przymusowej izolacji i zamknięcia nas w sidłach między domem a zakładem pracy bez możliwości stałych, częstych kontaktów z bliskimi osobami.

W ten chłodny, marcowy wieczór czułam się całkowicie zrozumiana i całkowicie rozumiałam Bożenkę, która przechodziła pandemiczny okres z całkiem podobnymi odczuciami jak ja. Przy okazji wielkie wrażenie zrobiła na mnie jej wiedza na temat wielu zagadnień, dotyczących pandemii. Mam wrażenie, że w naszym kraju panuje tak wielki chaos informacyjny, nie mówiąc już o zakłamywaniu rzeczywistości, iż jasność przekazu, który podawany jest obywatelom Austrii po prostu zachwyciła.

Od Bożenki dowiedziałam się więc na przykład wielu ważnych szczegółów, związanych z używaniem różnego typu maseczek oraz różnego typu szczepionek.

W dzień powrotu Bożenki do Austrii pojawiła się informacja o wstrzymaniu tam szczepień preparatem AstraZeneca.

https://kobieta.onet.pl/austria-wycofuje-szczepienia-preparatem-astrazeneca/e2r8wbb

Przekazałam tę nowinkę następnego ranka wraz z powyższym linkiem koleżance z gabinetu pedagogów, która właśnie czekała w szpitalnej kolejce, aby się zaszczepić. Oczywiście szczepionką AstraZeneca, bo dla Polaków, według naszych decydentów, to wciąż (i pewnie tak zostanie aż do samego końca), choćby nie wiem, co się działo, szczepionka bezpieczna.

Ale koleżanka już zdecydowała i zaszczepiła się tego dnia mimo wszystko. Jej wybór, nic mi do tego.

Tyle że w tym tygodniu jest już niestety na zwolnieniu lekarskim. Mogę mieć tylko nadzieję, że nie ma to żadnego związku z jakimikolwiek komplikacjami. Ale oczywiście martwię się o nią, bo nie chciałabym, żeby spotkało ją cokolwiek złego.

Wizyta Bożenki zwróciła moją uwagę na jeszcze inne pandemiczne aspekty. Przede wszystkim na to, w jaki sposób nawiązujemy teraz nasze kontakty międzyludzkie.

Normalna zrobiła się sytuacja, kiedy człowiek, który ma nas zamiar odwiedzić, od progu zgłasza fakt, że ma negatywny wynik testu na koronawirusa (jak Bożenka), albo że jest po dwóch dawkach szczepionki (jak Ania, która składała nam wizytę jako następna osoba po sąsiadce).

Nasz świat już nie będzie normalny. Za dużo się wydarzyło. Za dużo nieodwracalnych zmian zdążyło się zadziać. Za długo to wszystko trwa. Stare nawyki powoli umierają, kształtują się nowe. Nikt nie wie, co się z tego urodzi.

Kiedy przyjechała Ania, to przeżywaliśmy taki chwilowy tylko powrót do przeszłości - w czasy, gdy byliśmy z innymi bez poczucia zagrożenia w bliskich, bezpośrednich relacjach i to stanowiło dla nas źródło życiowego napędu. Znów razem mogliśmy pichcić sobie w kuchni eksperymentalne, wegetariańskie dania, dyskutować zażarcie podczas zakrapianych (albo raczej zalewanych) winem wieczorów, wymieniać uwagi na wspólnych seansach filmowych, półleżąc (a czasem przy tym i zasypiając) na kanapach przed telewizorem.

Nawet trudno zawrzeć w słowach, jak bardzo nam tego brakowało przez ostatnie miesiące.

Ania pracuje w dziekanacie Akademii Medycznej, z racji tego ma kontakt z licznymi przedstawicielami zawodów medycznych. Wielu z nich posiada, oprócz wiedzy i tytułów naukowych, bogate doświadczenie i wynikającą z niego mądrość życiową.

Ania opowiada o bardzo rozsądnym profesorze, który zwykł mawiać, że wirus nagle nie zniknie, będzie z nami do końca naszych dni i nie uda nam się przed nim zamknąć. Po prostu musimy się nauczyć z nim żyć.

Póki co, nie idzie nam to najlepiej. Znów pojawiają się na mapie naszego kraju czerwone plamy - obszary obejmowane lockdownem. Znów zamyka się w nich hotele, otwarte dopiero co pod groźbą strajków całych turystycznych regionów, znów przekształca się tam w oddziały covidowe miejsca dla chorych z innymi dolegliwościami, znów wprowadza się nauczanie zdalne w młodszych klasach szkół podstawowych.

Na razie problem nie dotyczy naszego województwa, ale pewne jest, że kolejna fala zarazy dotrze do nas raczej wcześniej niż później.

W mojej szkole już roznoszą się wieści o chorych rodzicach uczniów, a to znów oznacza, że dzieci mogą przenosić wirusa z własnych rodzin na każdego członka społeczności szkolnej i stanowić potencjalne zagrożenie. Potem już tylko będziemy się wzajemnie zarażać. Zaczyna się kolejna powtórka z rozrywki, a ja nie wiem, czy jestem w stanie jeszcze raz udźwignąć to psychicznie.

Staram się, jak tylko mogę, podnosić na duchu myślą o przeżytych ostatnio miłych chwilach, a także perspektywą wyjazdu za kilka dni do Zakopanego oraz nadzieją związaną z nadchodzącymi Świętami Wielkanocnymi i oficjalnym rozpoczęciem wiosny. Ale jak długo to może działać?

Gdy szukam w internecie nowych kubków na Wielkanoc, to natykam się na takie z podobno śmiesznymi napisami.

“Co mnie nie zabije, to mnie rozp*erdoli nerwowo” czytam na jednym z produktów, będącym częścią oferty firmy Timeforf.pl.

I niestety czuję, że tak to będzie u mnie w najbliższym czasie wyglądało...

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz