niedziela, 22 kwietnia 2018

POŻEGNANIE Z GUSTAWEM

❤️

W tym roku wiosna nadeszła w sposób nagły. Nie zostawiła czasu na przygotowanie się do niej ani na stopniowe zmiany dostosowawcze. Wszystko stało się natychmiastowo.
Natychmiast przeszliśmy od mrozów do temperatury, w której miało się poczucie ugotowania, natychmiast trzeba było zrzucać ciepłe ubrania i szukać po szafie tych z krótkim rękawem, natychmiast świat zmienił kolor z ziemistych brązów na zieleń, natychmiast zakwitły krzewy.
Po powrocie ze świątecznego wyjazdu poczułam się tym zupełnie zaskoczona. Potem przestałam nadążać. Poddałam się całkowicie wiosennemu przesileniu. Wszystko zaczęło się wydawać ponad siły.
❤️



❤️
Gdy ma się nawroty depresji, to wiosna w miejsce ukojenia, potrafi przynieść skutecznie pogłębiający się dół. To chyba przez to, że z każdym dniem czuje się mniejsze dostrojenie tego, co wewnątrz, do tego, co dzieje się na zewnątrz. Wiem, że podążając za otaczającym światem powinnam być coraz bardziej pogodna i słoneczna. A nie jestem. Powinnam mieć coraz więcej sił i energii. A nie mam. I to jeszcze dodatkowo dołuje.
Ogarniają mnie wspomnienia. Smutne. Myślę o tych, którzy już nie mogą się tą wiosną cieszyć. O wszystkich bliskich, którzy stali się nieobecni na Ziemi na zawsze. Jest ich tak wielu. Nie ma końca dla tego umierania.
❤️

Z odgłosem kroków nadchodzącej wiosny do Krainy Nieobecnych przeszedł także Gustaw. Mój ukochany, najpiękniejszy kotek jako typowy samiec alfa wraz ze zmianami w przyrodzie ruszył na podbój wszechświata. I nie wrócił. Co dzień czekałam na jego powrót, przywoływałam i łudziłam się. Aż do wczoraj, kiedy sąsiadka powiedziała mi, ze jej syn pochował niedawno jakiegoś czarnego kota. Co się z nim stało, tego nie wiadomo. Świat jest pełen niebezpieczeństw dla wypełnionych łagodnością, a zarazem ciekawych życia stworzeń. Tak mi przykro Gusteczku, że nie posmakujesz już uroków tej wiosny.  Podbiłeś Wszechświat, ale zostałeś przygarnięty do jego  nieobecnej dla nas części.

Dopiero co zostałeś znaleziony przez Kacpra, przeżyłeś wakacyjne rozstanie, wrosłeś w nową rodzinę, uznając Lunę za zastępczą mamę, a Maciusia za młodszego brata. Potem był trudny wrzesień, kiedy ciężko chorowałeś (prawdopodobnie po zjedzeniu gdzieś w okolicznym ogrodzie trutki na ślimaki), miesiąc prawie trwało leczenie i ledwo Cię odratowaliśmy, siedząc godzinami pod kroplówką u weterynarza. Wreszcie osiągnąłeś dorosłość w niespotykanych rozmiarach i niezwykłym pięknie. Wtedy zaczęły Cię przywoływać głosy ze świata. Byłeś odważny, zbyt odważny i to też mogło zdecydować o Twoim losie.





Nie zdążyłam się z Tobą pożegnać. Nie wiem kiedy umarłeś. Mowę pożegnalną mogę wygłosić tylko w swoim sercu. Przytulam Cię do niego najczulej jak potrafię mój przytulny, najmilszy, zawsze mruczący Przyjacielu. Dziękuję za wszystkie chwile pocieszeń, które dawałeś swą obecnością, gdy nie spuszczałeś mnie ze swoich cudownych, wielkich, roziskrzonych oczu.






Niestety, zawsze będzie taka wiosna, której ktoś nie doczeka...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz