środa, 27 maja 2026

MAJ W TRYBIE PRZETRWANIA - do poprawy

 

„Upływa maj, upływają skowronki. Czas nie zatrzymuje się w miejscu tylko płynie” - taki post wrzuciła przedwczoraj Maja Kowalewska na konto „Chaos i inne piętra”. A ja pożyczyłam sobie to poetyckie sformułowanie dla potrzeb Akademii Rodzica.

Tak naprawdę, to nie wiem, kiedy ten maj upłynął. Albo raczej zupełnie odwrotnie – wiem i to bardzo dobrze. To było wtedy, gdy spędzałam całe dnie w pracy lub desperacko próbowałam po niej wypocząć, by przygotować się do kolejnego dnia, spędzanego w pracy. Bez czasu poświęcanego na zachwyty nad światem, zanurzonym w obfitość zieleni w iście barokowy sposób. Bez wystarczającej dawki wąchania bzów i konwalii, słuchania ptasich trelów, wystawiania twarzy do słonka. Bez spacerów po lesie, pikników na trawie, wypadów za miasto…

„Maj przepływa przez serca, przez oczy i palce” – napisała w swoim poście Kaja. I tak szybko przechodzimy z tym zdaniem z czasu teraźniejszego w przeszły. Już prawie po maju...

Tak, spędziłam ten miesiąc w trybie przetrwania. Wciąż odliczam dni i tygodnie do zakończenia obecnego roku szkolnego. Ale na szczęście także podejmuję działania, żeby w następnym mieć więcej czasu na cieszenie się życiem.

Dziś jest ten dzień, gdy pierwszy raz w życiu zwolnię się z pracy – napisałam rankiem do Madzi, dołączając fotografię swojego wypowiedzenia.

Jak zapowiedziałam, tak zrobiłam. To jest właśnie mój pierwszy krok w celu zapewnienia sobie większego komfortu w przyszłości. Taki był plan. I wszystko zgodnie z nim idzie. Już nawet pani dyrektor pokazała mi podanie o zatrudnienie mojej następczyni. Dyrekcję interesowała moja opinia na temat wykształcenia nowej psycholożki. Wydałam jej pełną rekomendację, ukończyła tę samą uczelnię co ja. Cieszę się bardzo, że Małgosia będzie miała profesjonalną współpracowniczkę, a moi kochani uczniowie opiekę na najwyższym poziomie.

Drugi krok wygląda zupełnie podobnie do pierwszego tylko dotyczy Centrum Wsparcia i Rozwoju Kraina Możliwości. Już końcem kwietnia zapowiedziałam tam Beacie, że kończę u nich pracę z ostatnim dniem roku szkolnego i informuję o tym dwa miesiące wcześniej, by właścicielki znalazły za mnie zastępstwo na wakacje. Znalazły, z czego bardzo się cieszę. Postanowiłam więc ustąpić pola nowej psycholożce na stałe i nie wracać do Krainy Możliwości od września. No i to się niestety nie do końca udało. Bo po pierwsze nie wszystkie procesy terapeutyczne zdążę dokończyć w czerwcu. Po drugie opór Beaty jest spory. A do tego naprawdę lubię tę pracę i dużo się w niej uczę. Gdyby nie obecne przemęczenie, to bym się pewnie dalej jej trzymała. To naprawdę dobra odskocznia od szkoły.

Ale niestety mój organizm się buntuje po całości przeciwko wieczornym powrotom z Oświęcimia. I muszę coś z tym zrobić. Być może jakimś kompromisem byłoby, gdybym w przyszłym roku szkolnym pracowała w Centrum tylko w jedno popołudnie w tygodniu. Czas pokaże. Ta sprawa jest jeszcze otwarta.

Szczerze mówiąc, jeszcze niedawno miałam huraoptymistyczną nadzieję, że od września będę psychologiem już w swoim własnym centrum. Marzyłam o tym od dawna, lecz za każdym razem, gdy na poważnie przygotowywałam się do tego przedsięwzięcia, to życie zaskakiwało mnie jakimś kolejnym zakrętem. No i jak miałam iść w nowe, gdy waliły mi się tyły po całości? Gdy trzeba było skupić się na tym, by w ogóle przetrwać?

Ale Beatę lojalnie uprzedziłam, że temat założenia własnego centrum jest wciąż otwarty. Od pierwszej rozmowy w sprawie zatrudnienia w Krainie Możliwości znała moje plany. Teraz też nie ukrywam przed nią, że stawiam kolejne kroki, przybliżające mnie do spełnienia tego zawodowego marzenia. Jestem na etapie rozmów biznesowych na temat zakupu nieruchomości pod swoje centrum.

To mój krok trzeci – bardzo konkretny, poważny i pewnie ryzykowny. Niemniej podjęłam już decyzję i choć się boję konsekwencji, to prę do przodu. Miło stać się na powrót człowiekiem decyzyjnym.

Zdaje mi się, że to pragnienie podróży nauczyło mnie na powrót decydowania. Zaczęło się od szalonego pomysłu na wyprawę na Malediwy i Sri Lankę w zeszłe wakacje, potem były ferie w Gambii i Senegalu, a teraz…, teraz też jestem w trakcie przygotowań do pięknej wakacyjnej podróży. I choć za każdym razem podejmowanie tych podróżniczych decyzji, to ogromne wyzwanie, stres i obawy, to jednak uczę się, że mimo wszystko warto realizować marzenia. I doskonalę umiejętności w zakresie decydowania, które później przekładają się na inne dziedziny mojego życia.

Tak więc to dzięki potrzebom podróżowania na powrót wraca w nie sprawczość. Jestem za to podróżom bezgranicznie wdzięczna. I sobie, gdy wbrew całemu światu za tymi potrzebami podążam. Już niewiele mi zostało do następnej podróży. Muszę tylko jeszcze przetrwać w pracy równo miesiąc.

„Za tydzień zaczyna się czerwiec. Czekają nas trzy miesiące ciepłych wieczorów, tuptania bosymi stopami po nagrzanej ziemi. Lody, truskawki, kawa na tarasie o poranku. Zapach deszczu na ciepłym asfalcie. Kwiaty, pełno kwiatów. Będzie pięknie” (Kinga Arciszewska) – to z kolejnego przedwczorajszego postu, który też zamieściłam na koncie Akademii Rodzica. I to nie tak, że jakoś chcę wyróżnić specjalnie i promować te blogerki czy pisarki, które tutaj cytuję, bo nawet specjalnie nie znam ich twórczości. Ot, wpadam na facebooka i z tego, co mi się wyświetli, wybieram coś, co do mnie w danej chwili trafia, przekazuję dalej i… wypadam.

W taki sposób na razie prowadzę swoją Akademię Rodzica, bo na nic innego czasu nie mam. No trudno, jak wiele innych spraw w moim życiu tak i ona teraz musi poczekać. Tak jak tuptanie bosymi stopami po nagrzanej ziemi. Jak kawa na tarasie o poranku.

Czy nie przegapię czerwcowych truskawek i lodów, to tego też jeszcze nie wiem. Ale mam nadzieję, że poczuję chociaż zapach deszczu, który nadejdzie po upalnych ostatnio dniach. Ciepło wieczorów. Zachwyt nad letnimi kwiatami. Nad pełnią kwiatów…

Oby...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz