środa, 1 stycznia 2025

ŚWIĘTA PEŁNE WDZIĘCZNOŚCI


Tegoroczne Święta przyniosły nieoczekiwanie… wyciszenie, co tym bardziej uzmysłowiło mi, w jakim przebodźcowaniu ostatnio funkcjonuję. A przecież mam w sobie tak ogromną potrzebę ciszy. Na pewno jest to związane z rodzajem i miejscem pracy, jaką wykonuję. Z każdym rokiem szkolnym coraz trudniej mi znosić hałas, który generuje życie w szkole.

Początkowo, dla czekającego na mnie w domu męża z niepełnosprawnością ruchową, było to trudne do przyjęcia, a nawet troszkę przykre. Moje powroty ze szkoły wiązały się bowiem z tym, że najpierw musiałam odpocząć od wszystkich bodźców i wszystkich ludzi (nawet włącznie z nim). A przecież on miał mi właśnie akurat tyle do powiedzenia, chciał t podzielić się ze mną muzyką, filmami albo wykładami, odkrytymi w sieci podczas samotnych godzin, spędzanych w domowych pieleszach. Niestety, musiał przywyknąć do tego, że mogłam wszystkiego (choć nie, nie wszystkiego, lecz tylko takiej części, która nie przebodźcowywała) wysłuchać dopiero po chwili odpoczynku bez żadnego towarzystwa i żadnego bodźcowania. Przywykł - zrozumiał i zaakceptował. Ułożyliśmy sobie dobre życie, które już się skończyło…

Teraz sama próbuję wszystko ułożyć na nowo. Nikt mi już nie podsuwa żadnych ekscytujących inspiracji. I bardzo mi tego brakuje. Czasem nie pamiętam nawet o tym, że sama powinnam o siebie zadbać...

I w takim niezadbaniu właśnie spędziłam okres przedświąteczny. Skończyło się tym, że w Wigilię przyplątało się do mnie jakieś choróbsko. Ale jeszcze dawałam radę, jeszcze się spięłam, żeby wzorem zeszłego roku, uczestniczyć w dwóch Wieczerzach Wigilijnych – u rodziny brata i w swoim własnym domu z Zuzią i Kacprem. Niestety w pierwszy dzień Bożego Narodzenia musiałam się wreszcie poddać. Zapakowałam się z aspiryną do łóżka. I nie wiem w końcu, czy to ona tak zbawiennie na mnie zadziałała, czy też właśnie zrobiło to wyciszenie i spędzenie czasu w towarzystwie jedynie kocyka, herbaty i książki. Bo cisza ma również moc uzdrawiającą. Przynajmniej u mnie to tak działa.

Wszystkie moje problemy zdrowotne skończyły się więc bardzo szybko. Od drugiego dnia Świąt jestem już na nogach – nie tylko w całkiem dobrym zdrowiu, ale i nawet nastroju. I aby wzmacniać nadwątlone ostatnio siły, korzystam na maksa z pogody, która jest teraz omal wiosenna. Przynajmniej podczas dnia, bo noce wciąż potrafią straszyć przymrozkami.

Mam teraz ambitny plan poprawienia swojej kondycji przed czekającymi mnie wyjazdami podczas ferii zimowych. I choć spacery bez psa są tylko smętnym plątaniem się po okolicy, to jednak postanowiłam się do nich codziennie mobilizować, by moje ciało całkiem sobie nie zapomniało, że istnieje coś takiego jak aktywność fizyczna. Nie mogę z tym czekać do chwili, gdy, nie daj Bóg, w czasie tak oczekiwanych feriowych podróży okazałoby się, że jestem całkowicie niewydolna w tym zakresie.

A plany na ferie są zacne. Na początku października dostałam od Agatki z Edytką zapytanie, czy poleciałabym z nimi w pierwszym tygodniu ferii zimowych do Bari. Aż chciało mi się skakać do góry z radości.

Bari cudowne, zawsze cudowne. Wy też – odpisałam, mając wciąż w pamięci przemiły czas, który spędziłam z nimi zeszłej zimy w Neapolu i okolicach.

Ale ta radość z planowanego wyjazdu niestety szybko została z mojego życia wymieciona wraz ze śmiercią uczennicy nowej szkoły. I w długi weekend, rozpoczynający następny miesiąc, znowu w przygnębieniu błąkałam się po świecie. Telefon od Ani zastał mnie, gdy akurat byłam przy Balatonie – to zbiornik wodny w miejscowości, gdzie pracowałam przez ponad trzydzieści lat. Starałam się zgubić tam zły nastrój. Próbowałam strząsnąć z siebie chociaż największe smutki. 

To też taka próba odzyskania sił do życia. Ania chce w tym pomóc, jak tylko może. Kieruje rozmowę na zawsze dla mnie miły temat podróży.

I nagle, zupełnie nieoczekiwanie nawet dla siebie samej, mówię jej, że chciałabym pojechać na Maltę. Dlaczego tam, skoro nie wspominałam tego miejsca chyba od śmierci męża? Naprawdę nie wiem. To był impuls, dokładnie w tamtej chwili poczułam takie pragnienie. Może to miało związek z miejscem, w którym akurat przebywałam? Balaton znajduje się w byłym kamieniołomie, może jego klifowe brzegi z jasnej skały, miały tu kluczowe znaczenie? Może gdzieś w moim mózgu zrobiło się wówczas połączenie z obrazem innych białych klifów – tych właśnie oglądanych na Malcie? Teraz już nie dojdę, co mną wówczas kierowało…

Ale powiedziałam to i zaraz o wszystkim… zapomniałam. Ania na szczęście nie. I to ona niedługo później przysłała mi pierwszą ofertę wyjazdu na Maltę. Wybrałyśmy w końcu inną – rzecz jasna najtańszą, ale decyzja o spędzeniu tam kilku dni zapadła omal na biegu.

I tak oto pojawił się plan na zagospodarowanie również drugiego tygodnia ferii. Wielka to dla mnie niespodzianka i oczywiście radość.

Może więc tegoroczny okres świąteczno – noworoczny jest dla mnie czasem uspokojenia również z tego względu, że wciąż noszę z tyłu głowy to radosne wyczekiwanie? Wiem, że to już blisko – w tym roku ferie zimowe w naszym województwie zaczynają się w drugiej połowie stycznia. To tylko dwa i pół tygodnia do pierwszego wylotu. I jak tu nie dziękować życiu za taką niespodziankę?

Tak w ogóle to dużo u mnie ostatnio wdzięczności. Gdy podczas Świąt siedziałam sobie przy moim, zasłanym czerwonym obrusem, połyskującym stole, to byłam wdzięczna każdemu, kto przyczynił się do jego wyglądu i świątecznej obfitości. Dziękuję więc:

- Madzi za piękny talerz na ciasteczka cieszyńskie, które dostałam od niej w prezentowym komplecie;

- Eli i jej Mamie za cudowną porcelanową ozdobę w kształcie konika na biegunach, otrzymanego wraz z dopasowaną wzorem podkładką;

- Kasi z katolickiej szkoły za absolutnie mistrzowskie pierniki i ulubionej bibliotekarce Alince za dopełnienie piernikowego zapasu;

- pobierającym tam naukę uczniom za stroiki, wykonane na bożonarodzeniowy jarmark;

- Beatce z zeszłorocznej placówki masowej za przepiękne, białe, zasuszone przeze mnie hortensje;

- Marcie – współpracującej ze mną przez wiele lat psycholożce za wyjątkowe, towarzyszące mi od dawna w Święta świece;

- Zuzi i Kacprowi za gwiazdkową paterę (była też świeczka otrzymana od nich na urodziny:).

Dzięki temu niewiele rzeczy tak naprawdę musiałam dokupić, żeby zaakceptować świąteczną dekoracje stołu.

Zwłaszcza że, gdy pomyślałam o tego typu zakupach, to już niczego, co mnie interesowało, w sklepach nie było. Tym samym na stole pojawiły się znów amarylisy z materiału oraz cyprysik, którego ze względu na ryzyko przemrożenia nie wyniosłam na cmentarz. Tak, gwiazdy betlejemskie też próbowałam zakupić zbyt późno. Gdy w końcu wybrałam jedną jedyną godną uwagi w pobliskim markecie, to pani kasjerka urwała moją roślinkę tuż przy korzeniu podczas próby skasowania ceny. No cóż, trzeba było wybaczyć zmęczonej nawałem przedświątecznej pracy kobiecie i wybrać okaz z tych niegodnych żadnej uwagi. Trudno byłoby nawet powiedzieć, że utrzymał się w jako takim stanie do końca Świąt, bo się nie utrzymał. Ale jakoś się tym za bardzo nie przejmowałam. I tak jeszcze na stole pozostało dużo dobra, dzieki któremu mogłam zapraszać myślami moich bliskich darczyńców żeby ze mną świętowali. Każdy nawet najmniejszy drobiazg ofiarowany prosto z serca jakoś mnie w tym roku wyjątkowo wzruszał.

Na przykład opłatki, przyniesione (wraz z resztą świątecznego ekwipunku) od Beaty i Roberta, a także z zakładowych wigilijek. Jak również sianko, pozyskane z wielkiego wora, który Ania zakupiła dla Mirusia.

Została jeszcze sprawa choinki (chodzi o tę największą, pod którą składamy prezenty). W tym roku miała być udekorowana kolorowymi, glinianymi serduszkami od Moniki. No i jeszcze Małgosia podarowała mi przepiękną bombkę w prezencie Mikołajowym. Tyle że nic z tego dekorowania nie wyszło…

Jak przychodzi do ubierania choinki, to każdy się u nas zarzeka, że najładniejsza naturalna – śmieję się z naszej rodziny.

A Ty wiesz, że taka 'goła' jest naprawdę śliczna – pociesza Monika.

Serduszka (..) w końcu skończyły pod. A choinka goła rzeczywiście – odpowiadam siostrze. Ale w duchu przyznaję, że śliczna.

No i tego się będę trzymała. W Święta i w czasie po nich. A sylwestrowo – noworoczne wspomnienie zamieszczę już w nowym poście...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz