czwartek, 8 sierpnia 2024

DROGA NA WAKACJE

Jadę… Jadę i jadę. I mam wrażenie, że ta jazda końca nie ma. Nawet jeśli pierwszą część trasy w związku z nocną bezsennością przespałam. Ale za to po przebudzeniu widziałam piękny wschód słońca, potem pole kwitnącego słonecznika, a niedawno żurawie nad stawem. No i wkrótce dojadę do Szczecina. O tym, jak piękne jest to miasto (a Andrzej zawsze to podkreślał), przekonam się dopiero w drodze powrotnej. Gdy będziemy wracać z pobytu nad morzem w pustym przedziale i nikt nie będzie przeszkadzał w podziwianiu krajobrazów.

Od tak dawna nie jeździłam koleją na swoje wakacje, że aż trudno mi się w tym odnaleźć. I jakoś czas się dłuży bardziej niż w podróży samochodem, mimo że w pociągu można w dowolnej chwili wstać, rozprostować kości, a nawet się przespacerować (co prawda albo do toalety, albo do Warsu, ale to zawsze coś:). Niemniej świadomość, że nie da się w dowolnej chwili przerwać podróży, opuścić środka lokomocji, czy nawet zmienić trasy, trochę doskwiera i odbiera poczucie wolności.

Z drugiej jednak strony ten rodzaj podróżowania ma swoje niewątpliwe plusy – nie trzeba się martwić o kondycję kierowcy, no i generalnie o nic w ogóle. Można się zająć swoimi sprawami: czytanie, pisanie, beztroskie napawanie się widokami zza okien. I taki właśnie był plan. Który ciężko mi zrealizować. Bo na razie muszę trzymać nos głęboko w telefonie, jeśli nie chcę konwersować przez całą 12-godzinną trasę z panem z naprzeciwka, jadącym w bardzo towarzyskim nastroju do sanatorium w Świnoujściu.

My wysiądziemy wcześniej – w Międzyzdrojach czeka na nas apartament, którego wynajem załatwiła Ela. Pan z naprzeciwka, któremu jakoś w końcu udaje się wyciągnąć ze mnie informacje na temat celu naszej podróży, raz po raz robi odniesienia do znajdującej się w tym mieście Promenady Gwiazd. Czyli czegoś w sam raz teraz dla mnie;). Zresztą Ela z mamą też nie mają obecnie lekkiego kawałka życia. A gwiazdorzenie na życiowym zakręcie jest ostatnią rzeczą, na którą miałybyśmy ochotę. Lecz wolę dalej scrollować i wystukiwać wiadomości, niż tłumaczyć to współtowarzyszowi podróży.

Pan myśli, że ja tu wypisuje listy miłosne, bo się uśmiecham do telefonu - komentuję messengerowo sytuację do Ani.

No taka ze mnie się zrobiła aspołeczna jędza. Wolę czas z telefonem niż z człowiekiem. Podróż ze scrollowaniem i wystukiwaniem wiadomości upływa jakoś szybciej:).

A w międzyczasie dzwonią wszystkie szkoły, gdzie składałam podanie online. Mogę pracować wszędzie!

Teraz Ty im zrób rekrutację xd radzi Ania:).

Co oni Ci oferują xd

Najbardziej się ubawiłam rozmową z panią dyrektor z Gwoźdźca. Myślałam, ze składam podanie do szkoły pod Krzeszowice, bo tam też jest taka miejscowość, a okazało się, że to pod Nowym Sączem. I pani mnie pyta, czy naprawdę chce dojeżdżać do pracy na 6 godzin tygodniowo (po) 120 km? miałyśmy się obie. (...) jednak złożyłam rezygnacje

Ale jakbym zmieniła zdanie, to tam też pracować mogę

Cieszę się że pod tym względem nie ma stresu  - komentuje Ania. Masz same możliwości, pięknie 

Aż wreszcie odbieram ten telefon, na który czekam. Z jedynej szkoły, do której zawiozłam przed wyjazdem dokumenty osobiście. Poleconej mi przez Madzię, a to najlepsza rekomendacja.

I zostaję przyjęta do pracy na (ponad) pół etatu w tym samym mieście, w którym pracuję na drugie (ponad) pół etatu w szkole katolickiej. Cieszę się bardzo. Teraz z jednej placówki do drugiej będę miała zaledwie 5 pięciominutową trasę i niesamowity komfort przemieszczania się między nimi.

Właśnie dzwoniła kolejna pani dyrektor (...), nie mogła przeboleć, że się spóźniła i że już przyjęłam pracę w Libiążu. Zakończyła rozmowę: „ale jakby coś…”. W szoku jestem, że to tak w tym roku wygląda.

W takim właśnie stanie dojeżdżam w końcu do Szczecina. Wreszcie mam poczucie, że do morza już blisko i że nasza podróż wkrótce się zakończy.

Myślę o wielu różnych zakończeniach w moim życiu. Właśnie zakończyłam poszukiwanie nowej pracy. Rozstałam się już z drugą szkołą masową. Być może nawet okres gwałtownego pogorszenia samopoczucia też jest już definitywnie za mną…

Myślę o dzieciakach, które w ostatnim tygodniu ukończyły kolejno – 25 i 21 lat. Też mam nadzieję, że to dla nich początek końca pewnego rozdziału w życiu.

Zamykam to, co było, w przeszłości. Otwieram się na zmianę. Pozytywnie się do niej nastawiam. Zaczynam w końcu wymarzone wakacje. I wraz z Elą i jej mamą wysiadam wreszcie na stacji w Międzyzdrojach...


Ciąg dalszy w poście: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2024/09/k-olejnym-miastem-choc-wasciwie-raczej.html



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz