sobota, 15 stycznia 2022

DOBRY PLAN

 

Strasznie to okazało się frustrujące, gdy po powstaniu z upadku, otrzepaniu się i nawet założeniu z powrotem korony na głowę, co zalecają niektórzy internauci, chciałam ruszyć dalej w drogę, ale... nie wiedziałam, w którym kierunku mam sie udać. No bo właściwie, gdzie jest to “naprzód”? Dla człowieka, który się zagubił, to wcale nie takie oczywiste.

Pokręciłam się więc trochę w kółko i szybko ogarnęło mnie zniechęcenie. Uświadomiłam sobie, że bez jakiejś sensownej wskazówki utknę w miejscu na całe lata. I dokładnie wtedy przypadkiem ją znalazłam. W internecie, który oprócz wszystkich swoich wad jest również kopalnią mądrości. Kiedyś ludzie wędrowali czasem przez pół świata w poszukiwaniu jakiegoś mędrca przewodnika, dziś bywa, że ktoś taki sam się ogłasza w sieci:) Bez pośredników, bez błądzenia...:)

Wskazówka, a raczej ich ciąg, właściwie więc zawitały do mnie same podczas niedawnych webinarów. To było właśnie to, co zmieniłam ostatnio. Zmęczyły mnie bowiem już bardzo zawodowe spotkania online, po których czasem nie zostawała mi w głowie nawet jedna wartościowa refleksja i postanowiłam swój wolny czas przeznaczyć na odmianę na przyjrzenie się internetowym projektom, dotyczącym rozwoju osobistego. Przy czym im bardziej odjechane, tym zdawały się być dla mnie lepsze. Nie żeby to stanowiło jakiś tam przemyślany proces, po prostu naprawdę już musiałam sobie zrobić przerwę w całej tej szkoleniowej, pedagogicznej gadaninie. No bo ile można wciąż o tym samym?

Z odmianą nie było żadnego problemu, bo niekonwencjonalne propozycje spływały ostatnio obfitym strumieniem. Przeszłam przez trzy - w bezpiecznych domowych warunkach, gdzie mogłam się włączyć lub nie w proponowane przez Prowadzących ćwiczenia, ba, w każdej chwili miałam możliwość  porzucić i webinary, i komputer, a nawet całkiem go wyłączyć i wykasować mu z pamięci niepożądane z mojego punktu widzenia treści czy kontakty. Ale muszę uczciwie przyznać, że niebezpieczeństwa nie zwietrzyłam żadnego. Skupię się więc na efektywności, bo nie wszystko w moim przypadku zadziałało.

Energotransofmacja, która miała odblokować i uzdrowić okazała się zupełnie nie dla mnie. Za to webinary o świadomym śnie już wzbudziły moje zainteresowanie. Może to dlatego, że zachciało mi się pobyć w świetnym towarzystwie ludzi, którzy go podobno praktykowali. Nikola Tesla, Salwador Dali czy James Cameron - takie nazwiska przywołał Prowadzący. Super, ale chyba też nie zmotywowali mnie oni na tyle silnie, żebym zapragnęła zapisać się na cały kurs świadomego snu. Ot, po prostu wysłuchałam webinaru z ciekawością i wzięłam sobie z niego to, co uznałam za przydatne. Chodzi o dzienniczek snów, czyli codzienne zapisywanie sennych marzeń - w moim przypadku znaczy to, że raczej ich fragmentów, by nie napisać strzępów, które udało się zachować w pamięci po przebudzeniu. Podobno w ten sposób można nauczyć swój mózg, że to, co nam się śni jest ważne. Bo dla mnie jest.

Pamiętam długie miesiące, gdy podczas zażywania antydepresantów po śmierci Bartka sny zupełnie zniknęły z mojego życia. Czułam się tak, jakby i tamte noce ktoś całkiem wykasował z rzeczywistości. Kładłam się do łóżka, zamykałam oczy i jakby odłączano mnie od prądu - otwierałam je po ponownym podłączeniu już rano. Brakowało mi snów bardzo. Kiedy wreszcie doświadczyłam początków ich powrotu - długo po odstawieniu leków, zaczęłam czuć, że w nocy też żyję. To było frapujące i przynosiło jakiś rodzaj nadziei. Niestety do dzisiaj mam tak, ze rzadko kiedy swoje sny pamiętam po powstaniu z łóżka.

No więc może dzienniczek snów coś w tym układzie zmieni? Zresztą już, tak przy okazji, coś zmienił:). Kajecik, w którym zapisuję sny mam tuż przy łóżku, mogę tam sięgnąć w każdej chwili po porannym otwarciu oczu, nawet, gdy jestem jeszcze bardzo, bardzo zaspana.  I mimochodem... zaczęłam w nim zapisywać wszystko, co przychodzi mi do głowy w takich chwilach. Zawsze przychodziło, lecz tak jak sny, szybko odchodziło. A teraz - wszystkie pomysły, zadania do wykonania, propozycje dla siebie samej zaczynają zapełniać pokratkowane strony. I rzecz w tym, że niektóre z zapisków są całkiem dobre i warte przetestowania. Jakbym podczas kręcenia się w kółko zaczęła wreszcie widzieć drogowskazy do miejsc, w które mogłabym się udać. W moim życiu zrobiło się jaśniej.

A po ostatnim webinarze, dotyczącym odwlekania i blokady działania zyskałam jeszcze dodatkowe światło. Po tym internetowym spotkaniu poczułam się już całkiem nakręcona. I to trochę nawet wbrew sobie, bo trzeba tu podkreślić, że jestem bardzo sceptycznie nastawiona do wszelkich mało racjonalnych technik pracy z podświadomością. Tymczasem mam teraz wrażenie że się odblokowuję nie tylko psychicznie, ale także w całkiem fizyczny sposób - mój kręgosłup, który się rozjechał w Święta i bolał aż do czasu webinaru, nagle przestał mnie uwierać, a dzisiejszej nocy poczułam wprost, jakby przemieszczony kręg wrócił na swoje miejsce! Nie wiem, jak to możliwe. Oczywiście, co jest przejawem mojej ostrożności, a nawet może podejrzliwości, na dalszą część kursu się nie zapisałam, pozostałam jedynie z zamiarem bacznego przyglądania się sobie. Tyle mi na razie wystarczy, to nie o to chodzi przecież, żeby od razu sobie zrobić w życiu prawdziwą rewolucję. Ja lubię podążać naprzód małymi kroczkami. Nie mam wtedy problemu z adaptacją do zmieniającej się sytuacji:).

Dziś zaczynają się u mnie ferie zimowe. Po mroźnych Świętach, gdy temperatura dochodziła do -18 stopni, teraz mam wrażenie, że oto zima już powoli ustępuje miejsca wiośnie. Może więc to będzie wreszcie miły czas?

Chciałam tu napisać, że planów na ferie nie mam żadnych, ale nagle dotarło do mnie, że otóż mam! Spoglądam na dość gęsto zapisany kajecik w kratkę. Zwykły zeszyt z wyprzedaży w markecie z okładką, na której umieszczono zapomnianego już trochę Mistrza Yodę z “Gwiezdnych Wojen” i sentencję: “do or do not there is no try” (tłumacz google podpowiada znaczenie: “zrobić czy nie zrobić, nie ma prób”).

No więc tak właśnie tym razem nie będzie. Mam wiele rzeczy do zrobienia i będę przynajmniej próbowała się z nimi zmierzyć. To jest to, co planuję na bliższą i dalszą przyszłość. Nie potrzebuję nic  innego. Bo to naprawdę dobry i wart przetestowania plan:).

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz