sobota, 18 grudnia 2021

NIE ZAPOMINAJ O MNIE

Nadchodzą kolejne święta w pandemii z kolejnymi obostrzeniami, które mają zapobiec... nie wiem, czy akurat zachorowaniom, ale na pewno moim ukochanym wyjazdom. Znowu trzeba uwięzić nas w domu, gdy zbliża się ponownie okres urlopowy. Oczywiście w trosce o nas samych.

Wczoraj zarejestrowano 20027 zakażonych - to powtórnie wzrost statystycznych słupków, które w ostatnim okresie wykazywały już tendencje do obniżek. Czy to się kiedyś skończy? Tak bardzo tęsknię za Włochami, Hiszpanią, Maltą i wszelkimi innymi, pięknymi, pełnymi odmiany od codzienności sceneriami świątecznych wspomnień. Jakie Święta czekają nas w domu, jeśli odgórnie zmienia się go w miejsce przymusowego pobytu?

Życie bez podróżowania i związanego z nim odkrywania nowych, choćby drobnych, rzeczy, albo czasem i całych  horyzontów, jest trochę skazaniem na powtarzanie starych, utartych rozwiązań i schematów. I to nie tak, że marzy mi się ciągła pogoń za nowościami, po prostu ich brak doskwiera i nie pozwala na taki rozwój, jakiego chciałabym doświadczać. Odkładałam podróże na okres emerytalny, bo nigdy nie było dla nich dość miejsca w harmonogramie i budżecie pracownika szkoły, teraz zaś pytam siebie czasami, po co mi ta emerytura, jeśli i tak nie będę mogła spełniać swoich marzeń? No chyba, że chodzi o to, żeby nie zakończyć życia na stanowisku pracy. Bo, jak dla mnie, to byłby najsłabszy życiowy scenariusz.

Ale może myślę tak, gdyż końcem roku jestem już naprawdę zmęczona szkołą. Trochę teraz jadę w swojej pracy na oparach energii. I na pewno odpoczynek podczas świątecznej przerwy dobrze mi zrobi. Nawet jeśli spędzę ten czas tylko i jedynie w domu.

Szczerze mówiąc, miałam nadzieję, że ten domowy pobyt rozpocznie się już od jutra. Nasz minister edukacji łaskawie przystał podczas czwartej pandemicznej fali koronawirusa na nauczanie zdalne przez trzy przedświąteczne i trzy poświąteczne (przynajmniej tak to u nas wychodzi) dni. No ale jak zwykle, szybko okazało się, że ja nie pracuję w jakiejś zwyczajnej szkole, tylko w takiej dla przodowników pracy. Dyrekcja zdecydowała, że w naszej placówce będziemy prowadzić nauczanie zdalne nie z domu (żeby przypadkiem w przerwie między pierwszą a drugą lekcją nie udało nam się przedświątecznie zdążyć ze zrobieniem tak mało znaczących i prozaicznych czynności, jak na przykład obranie ziemniaków, czy też wytarcie naczyń), ale z naszych szkolnych klas i gabinetów. Zastanawia mnie tylko, w jaki sposób, skoro od tygodnia mamy już problemy z połączeniami z internetem, przykładowo w ostatni dzień nauki stacjonarnej w tym skrzydle szkoły, gdzie pracuję, nie było go wcale.

No ale właściwie, czy to mój problem? Niech się teraz martwią ci, którzy zadecydowali (odmiennie niż w innych placówkach oświatowych), że trzeba objąć nasze zdalne zajęcia kontrolą dyrektorską w miejscu pracy - pewnikiem po to, żeby wypadły jak najbardziej efektywnie i możliwie perfekcyjnie. Nie wiem tylko, czy uczniowie mają taki sam stosunek do tego przedświątecznego planu, co dyrekcja szkoły.

- Na biologii włączę telefon u fryzjera - zdradza mi miły (i bardzo dobry) uczeń klasy siódmej. I ma wielką polewkę na myśl o uczestnictwie w lekcji podczas na przykład mycia włosów. A ja myślę o tym, że choćby biolożka miała wtedy nawet najbardziej perfekcyjny i obiecujący niezrównane efekty scenariusz zajęć, to cóż, będzie jak zawsze w takich sytuacjach... Bo “do tanga trzeba dwojga”, a dzieci już żyją Świętami i właściwie większość z nich postanowiła podziękować szkole podczas tygodnia, który właśnie minął. Przynajmniej one zdążą ze świątecznymi przygotowaniami (włącznie z przygotowaniem nowych fryzur:). Cóż, w każdej sytuacji można starać się doszukać czegoś dobrego - jeśli nie dla nas, to przynajmniej dla dzieci:).

Chociaż może dla nas też. W szkole bez uczniów czekają nas w przyszłym tygodniu nauczycielskie, świąteczne przyjemności. Mamy mieć spotkanie wigilijne (mimo że takie trochę wciśnięte między zdalne lekcje, to zawsze to jakiś powrót do normalności) i, wprowadzona z inicjatywy polonisty, nowa tradycja - mikołajki dla nauczycieli. Tak jakoś próbujemy przetrwać w tym trudnym czasie i osłodzić sobie nasze szkolne dni.

To nie jest tak, że wszystko w szkole ostatnio mi się nie podoba i marzę tylko, by się od niej uwolnić. Końcem roku w pustych szkolnych murach myślę często o tym, czego będzie mi brakowało na emeryturze. Już nie piszę tu o podstawowej sprawie, jaką stanowi dla mnie kontakt z dziećmi, bo może kiedyś w końcu doczekam się własnych wnuków i one mi zastąpią moich uczniów. Ale na pewno będę tęsknić za wieloma współpracownikami i poczuciem, że jestem częścią zespołu - czuję, że zwłaszcza ten nasz do spraw pomocy psychologiczno - pedagogicznej jest mi coraz bliższy. Z pewnością odczuję też brak widoku na Tatry w pogodne dni, kawy pitej często w pośpiechu, ale za to w miłym towarzystwie, nadziei, że może uda się jeszcze być potrzebną i komuś pomóc... Gdy odejdę, to już nie będzie dalszego ciągu kariery zawodowej, ani marzeń o tym, co jeszcze mogłabym w szkole zrobić. I taką utratę też trzeba w sobie przerobić.

Być może nawet całkiem niedługo. Minister zdrowia zapowiada rychły przymus szczepień dla trzech grup zawodowych, w tym oczywiście dla nauczycieli. A ja jeszcze wciąż nie zdecydowałam, czy wolę się zaszczepić, czy ponieść zapowiadane przez przedstawicieli rządu konsekwencje. I wcale nie zamierzam się teraz nad tym nawet zastanawiać. Nadchodzą święta i to na nich się obecnie koncentruję.

Niech okażą się tą lampką rozpalającą psychikę”, zgodnie ze słowami ostatniego webinaru. Niech sprawią, że ziszczą się moje oczekiwania na bliskość i ciepło w naszym małym, ale za to kompletnym rodzinnym gronie. Niech spełnią się słowa “Modlitwy” ukochanego od czasów studenckich Bułata Okudżawy:

Panie ofiaruj każdemu z nas, czego mu w życiu brak (...)

Daj każdemu po trochu... i mnie w opiece swej miej.

Choć moim zdaniem ostatnia prośba do Boga w oryginale brzmi: "i nie zapomnij o mnie". To niby  podobnie jak polskim przekładzie, ale jednak nie to samo. Nadchodzą kolejne święta w pandemii. Więc proszę, byś w tym świątecznym czasie nie zapominał o mnie Boże... 

("дай же ты всем понемногу... И не забудь про меня.")


EDIT

Po dwóch godzinach na początku kolejnego tygodnia w naszym gabinecie udało się pokonać problemy techniczne i mogliśmy rozpocząć pracę zdalną. To znaczy moglibyśmy ją rozpocząć, gdyby było z kim. Niestety, moi uczniowie już świętowali - straciłam mnóstwo czasu przy komputerze, żeby doczekać się jedynie jednego połączenia w ciągu trzech dni! Niestety nawet to pojedyncze spotkanie online zakończyło się nagłym odłączeniem mnie od internetu. Eh...

Za to nauczycielska Wigilia połączona z wizytą Świętego Mikołaja była całkiem miła i przypomniała o czasach, gdy mieliśmy ze sobą normalne, bliskie interakcje. Bardzo mi się podobały wigilijne życzenia Pani Dyrektor i postanowiłam na serio wziąć je sobie do serca. Mówiła o tym, żeby potraktować nasze zajęcie jako przywilej. Przywilej robienia czegoś dobrego. Trafiło do mnie. I z takim przekonaniem rozpoczęłam ferie świąteczne.

Niestety po powrocie do szkoły w Nowym Roku, szybko okaże się, że niczego dobrego nie będę miała szansy po raz kolejny zrobić na kolejnej edycji nauczania zdalnego. Bo... moi uczniowie nie skończą jeszcze wtedy świętować. Choć tym razem statystyka wypadnie lepiej, bo na trzy dni będę miała trzy połączenia odebrane przez uczniów, to niestety i tak uznam ten okres za ponowną stratę czasu. Eh... I jeszcze raz eh...

P.s. Zdjęcie z Mikołajem zrobiła mi koleżanka Gosia z pracy. Nie pytała o zgodę (więc ja też nie zabiegałam o nią, wklejając tu fotkę), po prostu pstryknęła z zaskoczenia. No i wyszłam, jak wyszłam. Ale Mikołaj prezentuje się całkiem fajnie, więc uznałam, że nie będzie protestował przeciwko zamieszczeniu go w internecie. Chyba uznał zresztą taką sesję zdjęciową za nieodłączny element Mikołajowej pracy:) W końcu jakby nie było, sfotografował się ze wszystkimi nauczycielkami i nauczycielami naszej szkoły:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz