Nie, to nie jest blog o wszystkich chorobach świata. I właśnie dlatego – żeby nie poruszać znowu tego tematu – przestałam ostatnio pisać. Postanowiłam sobie, ze dopóki nie skończy mi się kolejne zwolnienie lekarskie, którego już tak bardzo nie chciałam brać, to nie skrobnę tu ani słowa.
Miałam więc długą
przerwę w pisaniu. W jej trakcie poddałam się trzytygodniowej rehabilitacji
kolana – płatnej, a jakże, ponieważ ta,
którą zafundował mi ZUS w sanatorium okazała się do niczego. Niestety nic nie
dała w temacie poprawy sprawności narządu ruchu, choć na to była nakierowana.
Zamrożony poprzez krioterapię ból kolan i ich stan zapalny, po rozmrożeniu odezwał się ze
zdwojoną siłą. I to zbyt szybko, bym mogła doczekać nieodpłatnej wizyty u
ortopedy.
Prywatne leczenie
pociągnęło za sobą naprawdę wysokie opłaty. I wielką złość na organizację
systemu ochrony zdrowia, który pokrywa koszty nic nie dających zabiegów w
sanatorium, zamiast spożytkować te pieniądze na rzeczywiste leczenie moich dolegliwości.
A przecież w takim samym okresie czasu, jaki spędziłam na turnusie w Wysowej,
dało się osiągnąć znaczną poprawę mojego zdrowia i funkcjonowania.
Bo właśnie
tego doświadczyłam w kontakcie z prywatną służbą zdrowia. Moja messengerowa
korespondencja z Heleną pełna jest zachwytów nad jej osiągnięciami:


wreszcie wiem, na czym polega prawdziwa rehabilitacja
Teraz jestem pod opieką osobistego fizjoterapeuty
i tej dziewczynie autentycznie zależy,
żeby moje kolano przywrócić do zdrowia
i tej dziewczynie autentycznie zależy,
żeby moje kolano przywrócić do zdrowia
mam z nią terapię manualna,
ona mnie po prostu tam torturuje!
Ale z każdym zabiegiem jest lepiej
ona mnie po prostu tam torturuje!
Ale z każdym zabiegiem jest lepiej
Oprócz tego mam terapię na rozmaitych urządzeniach
i ona pilnuje, żeby było co do minuty
i ona pilnuje, żeby było co do minuty
A zabiegi po pół godziny jeden
Po terapii manualnej jesteśmy obie mokre -
ja z bólu, ona z wysiłku
ja z bólu, ona z wysiłku
Może to są zalety nie tylko płatnej rehabilitacji. Może inni doświadczają czegoś takiego u terapeutów, opłacanych przez państwo. Ale mnie to się niestety nie przydarzyło.
Wreszcie po tym prywatnym leczeniu stanęłam z powrotem na nogi. Oczywiście daleko temu jeszcze do ideału. Ale przy znacznie zwężonej szparze kolanowej najprawdopodobniej już nigdy nie będzie on dla mnie do osiągnięcia. Ważne, że znów się poruszam, nawet jeśli chwilami wciąż czuję przy tym trochę bólu. Mam nadzieję, że z czasem będzie tylko lepiej i nareszcie doświadczę odroczonych skutków terapii. Zwłaszcza że zmobilizowałam się do wykonywania zadania domowego po rehabilitacji, czyli ćwiczeń, które mają pomóc zlikwidować przykurcz kolan. Nawet nie wiedziałam, że mam coś takiego, dopóki lekarz tego tak nie nazwał!
Skarżę się na moje
kolana pani, która wykonuje mi zdjęcie rentgenowskie (oczywiście też prywatnie):
- Gdyby dawały mi jakieś sygnały ostrzegawcze,
że z nimi tak niewesoło, to bym na pewno wcześniej o nie zadbała.
- A dużo by tam pani
zadbała – słyszę w odpowiedzi. – Przecież to zmiany zwyrodnieniowe L
Hmmm, powoli do mnie
dociera – moja niewydolność w kolanach nie pojawiła się nagle z początkiem roku
szkolnego – wtedy tylko objawiła się bólem. Na stan swoich stawów pracowałam
przez lata! I nigdy nie przyszło mi nawet do głowy, że poruszanie się jest
darem niekoniecznie danym nam raz na zawsze.
Do pracy wracam w
ostatnim tygodniu przed Świętami Bożego Narodzenia. Chciałabym zapomnieć raz na
zawsze o wszelkich chorobach, ale niepodobna to zrobić, odwiedzając codziennie
szpital, do którego kolejny raz trafił mój mąż. Znów muszę zbierać siły, by to
wszystko przetrwać. I w ostatni dzień przedświątecznych zajęć szkolnych, na zakładowej Wigilii
przedstawiam przyjaciołom moje hasło na najbliższy
rok:
Jeśli na pochyłe drzewo
wszystkie kozy skaczą, to bez względu na wszystko, najwyższy czas się wyprostować.
---------------------------------❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️--------------------------------
----------------------------------❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️--------------------------------
Innego sposobu po prostu nie ma. Dłużej pochyłym drzewem już nie będę. Bo nie chcę dalej tak żyć.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz