środa, 12 czerwca 2019

POMYŚLĘ O TYM JUTRO




Zbliża się koniec roku szkolnego. Tydzień temu po raz kolejny spotkałam się z rodzicami na zebraniu klasowym. Pożegnalnym. Wiedziałam, że ten moment kiedyś nadejdzie. W pracy szkolnej to norma. Co roku trzeba kogoś żegnać. Już przywykliśmy.
A jednak mi żal. Do tego stopnia, że czuję niepokojące łamanie się głosu i napływające do oczu łzy. Związałam się z tymi ludźmi, z ich dziećmi jeszcze bardziej. Tak się w tej pracy dzieje bez względu na to, czy tego chcemy, czy nie.
Właściwie miałam nadzieję, że to nie będzie teraz. Że już przeprowadzę te „moje” dzieciaki jeszcze przez ósmą klasę - do końca nauki w naszej szkole. Ale zasady były jasne od początku. Byłam dla nich tylko wychowawcą zastępczym.




Przez całą moją praktykę zawodową tak miałam. Zawsze dostawałam te zespoły, których nikt nie chciał. Począwszy od mojej pierwszej klasy terapeutycznej. Ale wtedy przynajmniej pracowałam z dzieciakami od momentu jej utworzenia aż do przekazania ich do szkoły ponadpodstawowej (nota bene miało to miejsce zaledwie miesiąc przed planowanymi narodzinami Kacpra). Potem już tylko otrzymywałam w spadku klasy „porzucone” przez wychowawców z różnych względów. Zazwyczaj były to dzieciaki, do których nie chcieli oni wrócić nawet wtedy, gdy już mogli. Swoje przeszłam w pracy z tego typu specyfiką:-)






















Myślę, że tym razem już po raz ostatni przed emeryturą zostałam wychowawcą. I po raz pierwszy w całej mojej karierze zawodowej się zdarza, że ktoś mi odbiera dzieciaki, bo chce do nich wrócić!  Cóż, przynajmniej taka sytuacja dobrze rokuje. A przecież chciałabym dla moich uczniów jak najlepiej.



Z rodzicami spotykam się kilka dni po tym, jak była wychowawczyni w bezpośredniej rozmowie potwierdza chęć powrotu. Po zebraniu mamy podchodzą do mnie pojedynczo - dziękują, mówią o tym, jak ich dzieci przeżywają tę zmianę. To taki pełen emocji ciepły akcent na zakończenie naszych relacji. Doceniam.























Potem jeszcze spotykam jedną z mam na korytarzu i mam wrażenie, że ona ... próbuje mnie pocieszyć. Czyżby aż tak bardzo było po mnie widać, jak mi przykro rozstawać się z uczniami tej klasy? W pracy raczej staram się panować nad uczuciami i zazwyczaj mi to całkiem dobrze wychodzi.
- Przecież pani zostaje w tej szkole. To jeszcze pani doglądnie te nasze dzieci – słyszę słowa, które chyba mają mnie podnieść na duchu.
No nie, droga Mamo M. Jeśli nie mam już klasy w tej szkole, to tak naprawdę nic mnie tutaj dłużej nie trzyma. Od dawna powinnam była zająć się swoim zdrowiem, ale odkładałam własne sprawy, by nie zostawić bez wychowawcy moich uczniów. A prawda jest taka, że już w listopadzie (czyli jakiś miesiąc po powrocie z sanatorium) ortopeda rozmawiał ze mną o tym, iż może trzeba pomyśleć o urlopie dla poratowania zdrowia.
Więc pomyślałam o tym natychmiast po pożegnaniu z rodzicami. I załatwiłam ten urlop w ciągu kilku następnych dni. Inna sprawa, że mam taką dokumentację medyczną z ostatnich lat, iż mogłabym nią obdzielić nawet kilka osób. Wczoraj w Zakładzie Medycyny Pracy pani doktor podpisała stosowne orzeczenie. Już nie ma odwrotu – od nowego roku szkolnego po raz pierwszy w swojej karierze pedagogicznej będę miała rok przerwy od szkoły.



Jeszcze nie wiem, co z nim zrobię. Już dawno przestałam wierzyć wszelkim „mądrym” powiedzonkom, którymi obdarzają mnie w takich chwilach znajomi. „Jeśli Pan Bóg zamyka dla Ciebie jakieś okno, to gdzie indziej otwiera wrota”, czy coś takiego. U mnie to raczej nigdy nie okazuje się prawdą. Choć nie ukrywam, że chciałabym, żeby tym razem było inaczej.
Ale na razie nie mam czasu nawet zastanowić się nad jakimś sensownym planem na przyszłość. Teraz mam straszne zamieszanie związane z domykaniem roku szkolnego i akademickiego. Organizuję też dla naszej Rodziny wakacyjny wyjazd, który chciałabym rozpocząć tuż po rozdaniu moim uczniom świadectw. Ten urlop zdrowotny wypłynął tak szybko, tak niespodziewanie. Cóż mam teraz z tym począć? Chyba tylko jak Scarlett O'Hara mogę na razie powiedzieć sobie: „Nie chcę o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym jutro.”


 "I can’t think about that right now. [...]. I’ll think about that tomorrow."

Przeminęło z wiatrem
Margaret Mitchell

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz