środa, 30 maja 2018

NA ROZSTAJACH



 Ostatnio Kacprowy plan na przyszłość się posypał. Było to rzeczywiście nagłe i nieoczekiwane. Przeżyliśmy wszyscy chwile załamania. Gdy już ochłonęłam, próbowałam tłumaczyć, że takie sytuacje w życiu nie są tragedią. To tylko zmiana życiowych planów. Jedynie w przypadku tego, co się stało z Bartkiem, można mówić o tragedii. We wszelkich pozostałych  zawirowaniach losu mamy możliwość reorganizacji planów, ułożenia  ich inaczej. Póki żyjemy.
Kacper niby słuchał. Ale gorycz, która się rozlała w jego sercu, robiła swoje. Zatruwała samopoczucie. Zasiewała lęk o przyszłość. Wpływała na samoocenę. Było coraz gorzej, Kacper stał się drażliwy i przeczulony na swoim punkcie. Najmniejsza iskra mogła wywołać pożar. I wywołała. Po starym planie zostały zgliszcza. Zrobiło się miejsce na nowy. I Kacper przystąpił do jego realizacji  w takim tempie, jakby miał potrzebę udowodnić coś wszystkim dookoła, a sobie najbardziej.
W przeciągu ostatniego tygodnia wyprowadził się z domu do miasta wojewódzkiego, rozpoczął pracę, znalazł mieszkanie. Podjął dorosłe życie. Pozostawił nas w oszołomieniu. Zeszłotygodniowy Dzień Matki był jednym z najczarniejszych w moim życiu.



Nie, droga, którą obrał mój syn, nie jest tą, której mu życzyłam. Myślałam, że jego usamodzielnianie będzie stopniowe i wieloetapowe - poprzez studia, wyprowadzkę do akademika, spokojne szukanie pracy w wybranym zawodzie. Że dojrzałości będzie się uczyć małymi krokami w bezpieczny sposób. A on wypłynął na tak szerokie wody, że nie widać przeciwległego brzegu. Bezgraniczny ocean, na którym musi sobie samodzielnie radzić.
Nie byłam na to przygotowana w żaden sposób. I odczułam jego wyprowadzkę jako kolejną utratę. W domu wkrótce pozostanie już bardzo niewielu stałych mieszkańców - tylko dwoje starych ludzi i stary pies. Nawet Kacprowy Maciuś jest przygotowywany do przeprowadzki (czeka go tylko wcześniej kastracja). A przecież wysiłkiem całego życia wznieśliśmy ten dom dla naszych dzieci i wnuków. Zawsze wyobrażaliśmy sobie, że będzie pełen życia. Nagle poczułam się strasznie staro i strasznie samotnie.
Martwię się, że ten Kacprowy pośpiech w wyborze pracy i mieszkania był złym doradcą. Trochę to wygląda tak, jakby nasz syn uchwycił się tych wyborów, które pierwsze wpadły mu w ręce. No ale i tak nic z tym nie mogę zrobić. Rozwaga i ostrożność przychodzi wraz z doświadczeniami życiowymi, których nasz syn w tym wieku po prostu nie ma. Nie chciałabym, by ktoś go skrzywdził, zanim ich nabierze.
Zawsze myślałam, ze jeśli ja pomagam najlepiej jak potrafię cudzym dzieciom, to może ktoś pomoże moim, gdy będą tego najbardziej potrzebowały. Jak dotąd to tak nie zadziałało. Za posypaniem się Kacprowego planu stoją konkretni ludzie. Też mają swoje dzieci i pewnie oczekują, że im ktoś kiedyś w życiu pomoże. Jak każdy rodzic.
Półtora miesiąca temu dostałam wychowawstwo klasy szóstej za koleżankę, która się poważnie rozchorowała. I dbam o te dzieciaki nie szczędząc ani sił, ani serca. Otaczam je taką troską, jaką zawsze miałam w zanadrzu dla własnych. Może w końcu doczekam nagrody od życia? Nie chcę jej dla siebie, wszelkie potencjalne szczęśliwości chciałbym scedować na syna. Niech ich doświadczy, idąc w kierunku, który wybrał. Niech spotka tam tylko samych dobrych ludzi. Niech Bóg błogosławi mu na każdym kroku w przyszłość.

Choć wolałabym, żeby moje dziecko kroczyło inną drogą, to z całego serca życzę mu, żeby się udało na tej, którą już podąża. Niech życie spełni Twoje oczekiwania Synu...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz